
Przecinanie wstęgi, pokazywanie się przed kamerami, to jest to co urzędnicy lubią najbardziej - sukces. Dziś jest kolejny powód do dumy - uroczyste otwarcie Ogrod u Doświadczeń im. Stanisława Lema. Przepiękne i niezwykle potrzebne Krakowowi miejsce. Niestety z winy jego zarządcy niepozbawione jest wad, ale o nich za chwilę.
Zacznę od sukcesu, którym bez wątpienia jest publikacja prawdy o ogrodzie w Gazecie Krakowskiej. Nareszcie fakty, o których podczas spotkania Zielone miasto, projektowane dla środowiska opowiadał w Galerii Pauza Bartosz Haduch, architekt prowadzący projekt z ramienia biura Ingarden&Ewy Architekci, zostały zaprezentowane szerszej publiczności. Rzecz dotyczy, wydawać by się mogło spraw mało istotnych, a mianowicie użytych do budowy ogrodu materiałów.
Wszystkie są naturalne - kamień, drewno, kruszywo. Większość z nich to surowce wtórne. Można na nich bazować, tworząc ciekawe struktury, a ograniczając koszty. Część z nich od początku chcieliśmy zastosować. A resztę po prostu znaleźliśmy w zakładach kamieniarskich wokół Krakowa. Bardzo ciekawe rzeczy wpadły nam w ręce zupełnie przypadkowo
- opowiada Haduch.
Tak było ze stosem owali z czarnego granitu, które okazały się być odpadem wyciętym z blatów pod umywalki do hotelu Qubus, a teraz służą jako nawierzchnia jednej z trzydziestu wysp tematycznych ulokowanych w Ogrodzie Doświadczeń. Krakowski park jest miejscem unikalnym w całej Europie. W przeciwieństwie do swojego pierwowzoru - parku sensorycznego z Norymbergi, bardzo siermiężnego, bo nastawionego wyłącznie na edukację, krakowski ogród stworzono także do relaksu.
I tu dochodzimy do wad, które, chce jeszcze raz podkreślić, nie wynikają z błędów projektantów. Przeciwnie, Bartosz Haduch spisał się na medal, ale o relaksie w Ogrodzie Doświadczeń większość krakowian może raczej zapomnieć. Dlaczego? Należące do Gminy Kraków 6 ha terenu zostało właśnie włączone w strukturę Muzeum Inżynierii Miejskiej i za wstęp do ogrodu pobierane są opłaty - 6 PLN dorośli, 4 PLN dzieci, studenci i emeryci.
Zrozumiałbym tak wysokie ceny, gdyby ogród był kompletny, a w cenie biletu w pawilonie konferencyjno - kawiarnianym mógłbym otrzymać np. małą kawę, najlepiej Fairtrade. Pawilonu oraz wieży widokowej wciąż jednak nie ma, ale tęgim głowom najwidoczniej to nie przeszkadza i zdzierają z obywateli pieniądze.
Za symboliczną złotówkę zapewne zwiedzałbym ogród kilka razy do roku, za każdym razem skupiając się na innych wyspach tematycznych. A tak w obecnej sytuacji człowiek czuję się w obowiązku dobrze wydać pieniądze doświadczając wszystkiego, by do ogrodu już nie wracać. Czas pokaże, czyje podejście okaże się słuszne.
Uzupełnienie: Ogród Doświadczeń cudem unijnych funduszy pochwalił się dziś prezydent Majchrowski.
foto:
efeb