Coś niedobrego się z nami – społeczeństwem – dzieje. Wczoraj krakoff.info wybrał się na przejażdżkę rowerową, aby “strzelić” kilka zdjęć nowym krakowskim biurowcom. Niestety wyprawa zakończyła się fiaskiem, a raczej małą sprzeczką z ochroniarzem jednego z budynków. Nigdzie, ale to nigdzie na ogrodzeniu owego “wysokościowca” nie ma jakiegokolwiek zakazu fotografowania, a mimo to strażnik z całą surowością zabronił użycia aparatu, jakby była to najgroźniejsza z dzisiaj produkowanych broni. Do pytania o przyczynę zakazu krakoff.info dodał od siebie, iż fotografowanie nie jest przestępstwem. Ale i to nie zdołało “zmiękczyć” palącego papierosa pana na stanowisku bojowym. Jakakolwiek polemika nie wchodziła w tej sytuacji w grę. Dowiedzieliśmy się jedynie, iż zdjęcia można robić, ale z ulicy. Totalna paranoja.
W dżungli zakazów łatwo można się zgubić, ale nie traćmy zdrowego rozsądku. Spora część zakazów łamana jest za tak zwanym społecznym przyzwoleniem, jak np.: wyprowadzanie psa bez kagańca i smyczy; parkowanie w miejscach niedozwolonych; lekceważenie zasad ciszy nocnej; palenie papierosów na przystankach; zaśmiecanie terenów zielonych i zbiorników wodnych; ograniczenia prędkości itp. Jeśli chodzi o kierowców, to prawdopodobnie jest to najliczniejsza grupa przestępców łamiących zakazy.
krakoff.info pyta więc, skąd ta zasadniczość egzekucji zakazu fotografowania, którego na dobrą sprawę nie ma. Czy naprawdę zdjęcie jakiegoś budynku może być niebezpieczne? Czy rzeczywiście jest to realne zagrożenie życia ludzkiego (terroryzm)? A co z prawdziwymi zabójcami (spaliny i dym papierosowy) działającymi powoli, aczkolwiek bardzo systematycznie i co najgorsze skutecznie. Zakaz sprzedaży napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych nieletnim oraz strefy ograniczonego ruchu samochodowego, to jest wszystko na co nas stać?