Klinika Papieru Biblioteki Jagiellońskiej powstała jako jedno z niewielu tego typu miejsc na świecie. Choć w zeszłym roku otwierana była z wielkim hukiem, dzisiaj nie słychać nawet echa fanfar. Zadaniem tej specyficznej kliniki jest ratowanie zakwaszonych książek. Niestety, jednostka nie ratuje, bo nie ma pieniędzy potrzebnych na działalność. A tymczasem tysiące woluminów rozsypuje się w rękach.
Inspiracją do stworzenia kliniki był Stanisław Lem, który już w 1960 roku w książce “Pamiętnik znaleziony w wannie” przewidział rozpad papieru i przerażające tego konsekwencje dla ludzkości. Problem kwaśnego papieru jest zjawiskiem, które dotyczy wszystkich druków, rękopisów i archiwaliów wytworzonych w ciągu ostatnich 140 lat, licząc od 1850 roku. Wtedy to wprowadzono tanią technologię produkcji papieru z drewna, które poddaje się tzw. zaklejaniu żywicznemu w kwaśnym środowisku. Tak wytworzony papier powinien przetrwać od 50-100 lat. Dopiero w połowie lat 90. ubiegłego wieku fabryki przestawiły się na trwalszą technologię zasadową. Ale te, wyprodukowane starą metodą trzeba ratować i dlatego właśnie powołano klinikę.
Na budynek, szkolenia pracowników i urządzenia do odkwaszania wydano do tej pory 12 mln zł. Cała inwestycja została objęta wieloletnim programem rządowym “Kwaśny papier” przewidzianym na lata 2000 – 2008. Mimo to, od roku klinika nie ma pieniędzy na bieżącą działalność. Rząd zagwarantował pieniądze, ale po reorganizacji ministerstw nie wiadomo, kto ma je wypłacać.
W całym zamieszaniu traci przede wszystkim nasza kultura. Na odkwaszenie czeka niemal milion woluminów. Jeżeli nie zajmą się nimi specjaliści, rozsypią się w pył. Tym samym Ty, ja i następne pokolenia możemy bezpowrotnie stracić szansę na korzystanie z cennych zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej. Klinika Papieru potrzebuje dwóch milionów PLN rocznie.
foto:
docman dzięki flickr.com
źródło: krakownews.pl