View Larger Map
Czytając artykuł GW o pobożnych życzeniach krakowskich kierowców, którzy zgłaszają zapotrzebowanie stworzenia mapy dziurawych jezdni, nie mogłem wyjśc ze zdumienia, jak dobry pomysł magistrat potrafi w mig przekreślić.
Robiąc taką mapę, wprowadzilibyśmy większy zamęt, zamiast pomóc kierowcom
- oznajmia Gazecie Wyborczej Filip Szatanik z biura prasowego UMK. UMK zostaje jednak natychmiast przelicytowane przez KZK, według którego taka mapa jest niewykonalna, a to dlatego, że
Nie mamy jednej bazy danych uszkodzonych dróg. Każdy z inspektorów odpowiada za jeden fragment miasta i nie moglibyśmy zbierać wystarczająco szybko takich informacji. Poza tym, nie wiem, kto miałby się tym zajmować
- mówi Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy KZK.
Odmienne zdanie mają studenci oraz każdy kto choć raz bawił się np. Google Maps. Zrobienie takiej mapy, a właściwie naniesienie na nią dostarczanych przez inspektorów KZK i ZDiT danych o stanie krakowskich ulic, tak naprawdę nie byłoby dużym problemem. Google przygotowało nawet krótki film o tworzeniu map. Wklejenie, dającego się uzupełniać, planu na stronę jest dziecinnie proste. Po kliknięciu w ‘link to this page’ oprócz linku Google daje także kod do zagnieżdżania (embeded) mapy na stronie internetowej.
Podsumowując. Słuszna inicjatywa wyszła od obywateli. W odpowiedzi krakowianie usłyszeli zwykłe NIE. A przecież wystarczyłoby oddelegować jednego potrafiącego w miarę sprawnie posługiwać się komputerem urzędnika i dokładna mapa powstałaby w kilka dni. Później oczywiście należałoby ją aktualizować, ale znając pośpiech drogowców, nie byłoby z tym wiekszęgo kłopotu.