Obecnie obowiązujące prawo autorskie, o czym być może wiedzą tylko nieliczni, ci najbardziej zainteresowani zagadnieniem, niestety odstaje od rzeczywistości, w której technologia w łatwy sposób pozwala na, delikatnie mówiąc, naginanie prawa. W tych okolicznościach smutne są informacje, że krakowscy studenci prawa śledzą piratów, zamiast zastanawiać się nad nowelizacją, która mogłaby dostosować prawo autorskie do realiów bez szkody dla rozwoju kultury.
A tak dowiaduję się, że
Miliony użytkowników oglądają nielegalnie umieszczone w sieci seriale i fragmenty spotkań Orange Ekstraklasy - wynika z pierwszego w Polsce raportu, dotyczącego bezprawnego rozpowszechniania polskich materiałów w społecznościowych serwisach wideo.
i dalej
Ponad 64 mln razy internauci oglądali bezpłatnie serial animowany “Włatcy Móch” nadawany przez telewizję TV4.
Czy rzeczywiście tego rodzaju praktyki są piractwem? Sprawa jest wielce dyskusyjna, skoro te same materiały dostępne są również bezpłatnie w określonych godzinach nadawania w telewizji. Ja skłaniałbym się ku traktowaniu serwisów video jako multimedialnych bibliotek, które w dużej mierze upowszechniają dziś kulturę.
Czym innym oczywiście jest rozpowszechnianie materiałów video, które w tym samym czasie dystrybuowane są płatnymi kanałami, jak kino, DVD, czy kodowana telewizja. Niemniej jednak znane są praktyki stacji telewizyjnych, które same na przynętę wrzucają seriale do internetu, po to, by za darmo reklamować swoje produkcje w świecie przesyconym tego rodzaju materiałami.
W wielu przypadkach tzw. nielegalne umieszczanie i oglądanie materiałów telewizyjnych to nic innego jak archiwizowanie dóbr kultury dla nowego pokolenia, które treści szuka przede wszystkim w sieci. Czy upowszechnianie na YouTube znakomitego programu edukacyjnego Sonda powinno być więc uznane za piractwo i karane? Jeśli tak, to uważam, że tak pojmowane prawo autorskie i tym samym walka z piractwem, to nic innego jak ograniczanie dostępu do kultury.
Lektura obowiązkowa - Wolna kultura.