To miło, kiedy lokalny dodatek gazety publikuje moje opinie, ale dziś niekoniecznie wydało mi się to sensowne. Informację o notce wysłałem na kilka znajomych adresów, m.in. do redakcji lokalnego dodatku Gazety Wyborczej, który tematyką rowerową żywo się interesuje. W tzw. międzyczasie wyjaśniło się, że projekt owszem – przewiduje dociągnięcie ścieżki do ul. Kopernika przez skwerek, na którym tymczasowo stoją baraki budowlańców. No to spoko, poczekamy. Ale dziś moja blogowa notka poniewczasie cytowana jest w artykule Joanny Jałowiec o brakującym ogniwie, które utrudnia ruch rowerzystów.

Zgadzam się z niektórymi wpisami na forum pod artykułem, że skoro problemu jednak nie ma, to po co tak temat rozdmuchiwać, zwłaszcza że są daleko większe utrudnienia, choćby przejazd ul. Mogilską. Oczywiście chwalę reporterską czujność i w przypadku takich drobiazgów. Tylko zaraz ciśnie się na usta sarkastyczny komentarz: poza takimi pojedynczymi przypadkami, w skali miasta trudno mówić o brakujących ogniwach. Mamy raczej pojedyncze, porozrzucane tu i ówdzie ogniwka (jak nowe Rondo Mogilskie) a pomiędzy nimi… brakujące łańcuchy.

Cóż – ograniczona szerokość ulic, stara zabudowa i ogólna niemożność. A może po prostu brak chęci do przełamania utartych standardów myślenia? Czy nie można iść śladem Londynu, gdzie raptem w ostatnim dziesięcioleciu dokonano komunikacyjnej rewolucji wpisując pasy rowerowe nawet w najgęściej zabudowane crescents, closes i lanes? Droga Pani Redaktor, szanowna Redakcjo, zróbmy w takim razie pokazową, akcję na poziomie naprawdę godnym prestiżu firmy jaką jest Gazeta Wyborcza. Akcję z wykopem, która będzie wzorcem i przykładem dla innych dzielnic jak sprostać wyzwaniom 21. wieku.

Pisałem o drodze z domu do pracy – mieszkam w rejonie Alei Pokoju, wystarczy rzut oka na plan miasta i widać, że jadąc do Rynku przez Rondo Mogilskie i Kopernika sporo nadrabiam drogi. Naturalny szlak komunikacyjny dla tysięcy mieszkańców Dąbia i wschodnich Grzegórzek (będzie ich jeszcze więcej, bo na dawnych terenach przemysłowych buduje się apartamentowce) to ul. Grzegórzecka (odcinek od „Błękitka” do Hali Targowej). Jak wygląda – dobrze wiemy.

Remont wykonany tam w 2001 r. to przykład barbarzyństwa – wąziutkie chodniki dla pieszych i zero miejsca dla rowerów. Pasy samochodowe oddzielone separatorami od torowiska nie dają miejsca na wyprzedzenie rowerzysty. Dlatego większość cyklistów chcących tamtędy przejechać nie ryzykuje obtrąbienia albo przyciśnięcia do krawężnika przez wyjątkowo natarczywego buraka za kierownicą. Wybierają dwa nieprzepisowe rozwiązania czyli – albo przeciskają się między pieszymi w wąskim chodniczku:

krakow grzegorzecka chodnik rowerzysta

Albo – to wersja dla miłośników adrenaliny – posuwają torowiskiem:

krakow grzegorzecka torowisko rowerzysta

I – z tego co wiem – mimo aktualnego remontu ronda Grzegórzeckiego nie planuje się żadnych zmian, bo „no nic nie można zrobić”, bo „nie ma miejsca na ścieżkę” itd. srutututu. Nie moi drodzy. Można zrobić. Bardzo prosto. Ulica Grzegórzecka może wyglądać tak:

krakow grzegorzecka

Wszystko jasne, prawda? (No, pewnie zawodowi graficy zrobią to ładniej, plus wizualizacja) Na północnym pasku pozostawiamy ruch jednokierunkowy (czyli tak jak równoległa Kopernika, tylko w drugą stronę) południowy oddajemy cyklistom – jest wystarczająco szeroki na dwukierunkowy ruch rowerów.

Będzie problem – dlaczego? Nie zapominajmy, że dopiero co rozbudowana równoległa ul. Podgórska – wielopasmowa, dobrze skomunikowana z Daszyńskiego i (wielopoziomowo!) z Kotlarską, łatwo przejmie tę niteczkę ruchu samochodowego. Naturalny proces – po budowie nowych arterii wyprowadzamy ruch tranzytowy ze starych ulic. A karetki pogotowia czy autobusy MPK i dziś bez problemu korzystają z pasa tramwajowego.

Postawmy wreszcie sprawy z głowy na nogi – to nie rowerzyści powinni dwukrotnie nadrabiać drogi. Grzegórzecka – ten dawny kręty, wiejski szlak, dziś najbrzydszy i najbardziej zasyfiony zakątek II dzielnicy – niech odzyska ludzki wymiar. Jak zaznaczyłem na planie – gdzieniegdzie będą niezbędne przejazdy przez torowisko do posesji. Nie więcej niż kilka, do niektórych (np. biurowiec CitiBanku) można dojechać uliczkami „od tyłu”, czyli od ul. W. Pola. Spokój i czystość pod oknami zrekompensuje zmotoryzowanym mieszkańcom tę drobną niewygodę, pojawią się kafejki, okolica ożyje.

„Problem jest jeden – polityczny – nikt się na to nie zgodzi” – napisał w pierwszej reakcji Marcin Hyła. I że utarło się, że Grzegórzecka prowadzi ruch z Dietla… na tej samej zasadzie Floriańska, Grodzka i Rynek prowadziły kiedyś ruch z Warszawy do Zakopanego. Jak to miło wyprzedzać myślami swoją epokę.

źródło i foto: Maciej Zimowski