parking podziemny

W budżecie miasta na mającą ruszyć najwcześniej za trzy miesiące renowację placu Matejki jest 5,8 mln PLN. Ta suma spokojnie wystarczyłaby na nową nawierzchnię, oświetlenie, wymianę zieleni, a nawet kiosk multimedialny. Remont placu ma za zadanie przywrócić mu jego dawny blask, czyli m.in. uwolnić go od samochodów. Zwężeniu mają ulec ulice okalające plac, a parkowanie ma być dozwolone jedynie równolegle do krawężnika.

Najwyraźniej koncepcja zgodna ze światowymi trendami, a także strategią rozwoju Krakowa, mająca na celu ograniczenie ruchu samochodowego w centrum miasta, nie podoba się radnym, którzy nie mogą pogodzić się z wizją miast przyjaznych człowiekowi, a nie maszynom napędzanym coraz droższym, trującym i do tego prawdopodobnie na wyczerpaniu surowcem – ropą. Zapatrzony w koniec własnego nosa radny Łukasz Osmenda wypalił ostatnio z pomysłem budowy podziemnego parkingu na 600 samochodów pod placem Matejki. Wtóruje mu znany organizator wycieczek po podziemnych parkingach Bogusław Krzeczkowski, przewodniczący dzielnicy Stare Miasto.

Na szczęście na straży nie tyle zdrowego rozsądku, co po prostu zabytków, stoi konserwator Jan Janczykowski.

Nie mam prawa wydać zgody na budowę podziemnego parkingu w tym miejscu. Podczas remontu przylegającego do pl. Matejki budynku ASP zostały tam odkryte m.in. elementy zabudowy starej części Kleparza. Prócz tego Barbakan jest wsparty drewnianymi palami i trudno przewidzieć, co się stanie w momencie, gdy rozpoczną się prace budowlane pod ziemią

- przypomina konserwator.

Zatrute spalinami umysły Osmendy i Krzeczkowskiego (wewnątrz samochodu jest więcej zanieczyszczeń niż na zewnątrz) nie przyjmują do wiadomości argumentacji Janczykowskiego i zapewniają głosować za parkingiem rękami i nogami. Ja radzę tym panom zrobić lepszy użytek z nóg i wybrać się czasem na spacer dłuższy niż do garażu, albo najlepiej docenić wartość najtańszego środka transportu – roweru.

foto:by nc joe proosen