krakow stawiamy na czystosc myslimy o przyszlosci

Bój o spalarnię nadal trwa, choć ostatnio sprawa przycichła. Do okrągłego stołu nie doszło, pomimo deklaracji tzw. „dobrej woli” włodarzy Krakowa, którzy ostatecznie jakoś nie chcą zasiąść do rozmów z przedstawicielami Społecznego Komitetu Protestacyjnego, by wspólnie wypracować strategię dotyczącą gospodarki odpadami w Krakowie.

W ubiegłym tygodniu doszło jednak do spotkania z udziałem zaproszonego do Krakowa przez protestujących wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego, który jednoznacznie stwierdził, że miasto nie uzyska wsparcia finansowego na budowę zakładu termicznego przekształcania odpadów – spalarni, jeśli do końca roku nie wskaże lokalizacji nie budzącej sprzeciwu mieszkańców.

Podczas dyskusji w magistracie krakowianie zarzucali władzom brak prowadzenia konsultacji społecznych, a także próby przemycania czy też wciskania na siłę inwestycji, która w opinii ekspertów nie powinna być celem gospodarki odpadami w Krakowie. Anna Dworakowska z Instytutu Ekonomii Środowiska (IEŚ) przekonywała, że miasto powinno bardziej przyłożyć się do rozwoju segregowania odpadów w domach, jak ma to miejsce w krajach wysoko rozwiniętych. Tym bardziej, że z przeprowadzonych przez IEŚ badań wynika, iż 80 procent krakowian nie segreguje odpadów tylko dlatego, że miasto nie stworzyło do tego odpowiedniego systemu.

Tymczasem wiceprezydent Krakowa Wiesław Starowicz odpiera ataki wyuczoną na pamięć propagandową śpiewką o nowoczesności i nieszkodliwości spalarni, jednocześnie dopuszczając się przekłamań dotyczących bardzo ważnych danych liczbowych. Starowicz przekonuje, że:

do spalarni trafiałoby 50 – 60 procent odpadów; z każdym rokiem ten procent byłby mniejszy. Spalarnia mogłaby przyjąć 220 tysięcy ton odpadów rocznie. Obecnie w Krakowie jest ich produkowanych 320 tysięcy ton, a za dziesięć lat będzie to 400 – 440 tysięcy ton.

Nie po raz pierwszy wiceprezydent Starowicz daje dowody swej niekompetencji. Na prowadzonej przez miasto stronie ekocentrum (zrzut ekranu) podawane są zgoła odmienne dane, z których wynika, że w Krakowie produkowanych jest obecnie 217 tysięcy ton odpadów, w tym frakcja mokra nie nadająca się do spalania. Tak więc przy jednoczesnym wzroście liczby mieszkańców i ograniczaniu ilości wytwarzania śmieci, liczba ta z pewnością nie urośnie do zapowiadanych przez Starowicza 440 tys. ton.

Budowa spalarni o proponowanej przez miasto wielkości to ewidentne narażanie krakowian na poważne koszty związane z utylizacją odpadów w przyszłości. Rentowność zakładu termicznego przekształcania odpadów jest oparta o stałe dostawy odpowiedniej ilości surowca, którego przy tych założeniach na pewno będzie brakować. Czekają nas więc dopłaty do kosztów utrzymania spalarni, a nie jak zapewniają urzędnicy – darmowa energia.