skladany rower Największą bolączką Krakowa są problemy związane z mobilnością. Duża część społeczeństwa uwierzyła, że najlepszy w mieście jest samochód i tylko nim dojeżdża do pracy. Ta sama grupa twierdzi, iż nie korzysta z komunikacji zbiorowej, bo ta podobno śmierdzi i jest niepunktualna oraz zbyt wolna. A że pomimo wiecznego narzekania na ceny benzyny i zarobki, wszyscy, nawet tzw. szeregowi pracownicy wielu firm, w międzyczasie zaczęli więcej zarabiać i podobno stać ich na samochody.

Nie stać ich natomiast na prawdziwe koszty związane z użytkowaniem auta, szczególnie w mieście. Najlepszym dowodem jest opisywany w Gazecie Wyborczej horror parkingowy w Bronowicach. Dzielnica bardzo szybko wyrasta na krakowskie centrum biznesu, gdzie tylko w trzech biurowcach Galileo, Newton i Edison pracuje obecnie ponad 2 tys. ludzi. Inwestor zapewnił 556 miejsc parkingowych. Ta liczba nie satysfakcjonuje pracowników niższego szczebla, którzy czują się zmuszani do zostawiania samochodów na każdym wolnym skrawku przestrzeni.

Desperacja kierowców jest tak olbrzymia, że nie dostrzegają oni rozwiązań najtańszych i najprostszych, niejako wymuszając na władzach inwestowanie w imię źle pojętego rozwoju. I tak, sytuacja zamiast się poprawiać, systematycznie się pogarsza. Wszystko przez to, że krakowianie nie przywykli do płacenia za miejsce postoju ich auta w pobliżu miejsca pracy. Dlatego stwierdzenie Zbigniewa Ziobrowskiego z Instytutu Rozwoju Miasta, że:

przede wszystkim władze Krakowa powinny postawić takie warunki inwestorowi, by wytyczył odpowiednią liczbę miejsc. Jeśli urzędnicy się zagapili, to jedyne co im teraz zostaje, to budowa nowych parkingów, ale już za publiczne pieniądze

- jest wyrazem terroru parkingowego.

Przy obecnej liczbie 556 miejsc parkingowych i prawie idealnym „napełnieniu” samochodów, które wpłynęłoby pozytywnie na zacieśnienie znajomości pomiędzy pracownikami, problem z zaparkowaniem auta byłby minimalny. Zmniejszyłyby się również indywidualne wydatki na dojazd.

Carpooling to niestety rozwiązanie dla większości zmotoryzowanych krakowian mających problem z podwożeniem znajomych, nie do przyjęcia. Jednocześnie gardzą transportem zbiorowym, bo ten w ich ocenie śmierdzi oraz wolno i niepunktualnie kursuje. A dlaczego tak jest? Bo miasto nieustannie ładuje pieniądze w infrastrukturę samochodową i jedynie przy okazji remontuje torowiska, zamiast budować nowe.

Cierpiącym pracownikom Bronowic – krakowskiego city, proponuję wziąć przykład z białych kołnierzyków innych europejskich miast. Tam rower nie jest utożsamiany z niskim statusem społecznym, to raczej świadectwo odpowiedzialności i troski o środowisko oraz tkankę miejską.

Sezon letni to najlepszy okres by przemyśleć zakup np. składanego lekkiego roweru lub namówić do tego swojego pracodawcę. Bo rowerem, który bez przeszkód można zabrać do tramwaju, przejażdżka np. z Cichego Kącika byłaby 10-minutowym relaksem, niedocenianą alternatywą do nerwówki przy szukaniu miejsca do zaparkowania.

foto:by infrarad