pomarancza gruszka jablko

Wątpię by choćby połowa rodziców dzieci i młodzieży w wieku szkolnym potrafiła odpowiedzieć na pytanie co sprzedają szkolne sklepiki? Te niestety zaopatrują najmłodszych w „śmieciowe jedzenie” i nie mam tu na myśli żywności przeterminowanej. Problem i poważnym zagrożeniem zdrowia dla dzieci i młodzieży są łatwo sprzedawana na terenach szkół produkty o niskiej wartości odżywczej, jak np.: frytki, batony, cukierki oraz słodkie napoje gazowane.

Katastrofalne dla zdrowia nawyki żywieniowe, które teraz praktykują uczniowie, wreszcie zostały dostrzeżone przez polski świat polityki. Potrzebny był szok i wyniki badań GUS, z których wynika, że co czwarty krakowski uczeń podstawówki i gimnazjum ma problemy z otyłością. Dlatego krakowski radny Bartłomiej Garda przygotował uchwałę mająca na celu ograniczenie uczniom dostęp do tzw. junk food. Takie działania nie są nowością w UE. Dwa lata temu łotewski parlament zakazał sprzedaży niezdrowej żywności, zarówno w szkolnych sklepikach, jak i automatach.

Pomysł zastąpienia chipsów i batonów świeżymi owocami, jogurtami i sokami, choć nie przypadł do gustu uczniom, zyskał poparcie nauczycieli, którzy na lekcjach wychowawczych starają się przekonywać podopiecznych o wyższości zdrowia nad przyjemnością, czyli że lepiej zjeść jabłko niż pączka. Z potrzeby edukacji w tej materii zdaje sobie sprawę również sam uchwałodawca.

Przydałaby się akcja dla mam i ojców, żeby zamiast dać dziecku dwa złote na coś do jedzenia, zrobili im kanapki

- proponuje radny Garda.

foto:by nc sa lencioni