kraków sukiennice straż miejska skutery Straż miejska w Krakowie raczy sobie żartować startując z kolejną kampanią reklamową, która jak zapewnia osławiony już licznymi wpadkami komendant SM Janusz Wiaterek, ma pomóc zerwać ze stereotypem strażnika, który zakłada blokadę na koła i wlepia mandat staruszce. Wiaterek chce, by SM postrzegana była jako strażnik porządku.

Porządku, którego w mieście Krakowie właśnie za sprawą m.in. nieudolnej straży miejskiej bardzo brakuje. Panie komendancie Wiaterek. Nie ma nic złego w kojarzeniu SM z nakładaniem na krnąbrne społeczeństwo mandatów. Przecież karanie obywateli za popełniane wykroczenia należy do podstawowych obowiązków strażników. Może gdyby SM była bardziej surowa, ci którzy dziś prawo mają za nic, zaczęliby je przestrzegać.

Kiedy np. kierowcy parkującemu nielegalnie na chodniku grozi jedynie pouczenie, czyli nic nie znacząca pogadanka z funkcjonariuszem, można się spodziewać, że będzie on tam parkował nagminnie. Poco więc krakowska SM wydaje pieniądze na zmianę wizerunku z dobrego na zły? Nie wiem i po raz pierwszy chyba zgadzam się z radnym Sularzem, który również uważa takie posunięcie za niedorzeczne:

Straż miejska to nie proszek do prania, żeby ją reklamować. Mieszkańcy przekonają się do niej po konkretnych działaniach, a nie po widoku uśmiechniętych strażników na plakatach.

A praktyka kontaktów z SM – „straż miejska i święty spokój” oznacza najczęściej święty spokój, ale dla tych, którzy popełnili wykroczenie. Obywatele zgłaszający problemy najczęściej mogą usłyszeć jedynie tłumaczenia w stylu: nic nie możemy zrobić, jest nas zbyt mało. Skoro więc sama SM przyznaje się do swej niemożności skutecznego działania, dlaczego więc prezydent Majchrowski jej nie rozwiąże?