krakow postac pod mostem foto maciek zygmunt

Dość dziwne informacje można ostatnio wyczytać w niektórych gazetach. Otóż donoszą one, iż zszokowani wysokimi cenami wynajmu mieszkań studenci postanowili zorganizować protest. Polega on na fotografowaniu się na różnych miejskich mostach (że niby tam z desperacji zmuszeni są mieszkać). Tym to sposobem chcą „młodzi gniewni” zmiękczyć różne zatwardziałe serca. No tak, ale właściwie czyje?

Na dobrą sprawę, nie wiadomo, do kogo protest jest adresowany. Do wynajmujących?, Do rządu? Do ogółu? Jeśli do wynajmujących, to wydaje się to trochę, mówiąc z angielska, obszczekiwaniem niewłaściwego drzewa. Ktoś, kto, na przykład, wziął kredyt na dwupokojowe mieszkanie w wysokości 300 tys., płaci za niego ratę w wysokości 1500 PLN (i to we frankach!), a do tego 19% podatku od zysków z wynajmu. Do tego jeszcze chciałby za podjęte przez siebie ryzyko coś z tego mieć dla siebie i siłą rzeczy nie może wynająć lokum za złotych tysiąc. A przecież nawet ktoś kto mieszkanie dostał za darmo, bądź kupił za dużo niższą niż obecnie cenę, nie jest instytucją charytatywną i ma prawo maksymalizacji swojego zysku. Szczególnie, że, powiedzmy sobie szczerze i otwartym tekstem, studenci nie są na rynku wynajmu szeroko znani z szanowania mieszkań i spokoju sąsiadów (dla wielu to na pewno opinia krzywdząca, ale taki już macie, niestety czarny PiaR).

Postawcie się, moi drodzy po drugiej stronie – mając odnowione i wyposażone mieszkanie, chcielibyście je wynająć Waszym kolegom, chwalącym się na okrągło ile to mogą wypić i czego to nie wyrabiali „pod wpływem”? A jeśli już zdecydowalibyście się na wynajem „braci”, na ile wycenialibyście potencjalne szkody, a zatem i kaucję? Zniszczenie drzwi? Zepsucie pralki, lodówki? Wybicie okna? Oczywiście, szkód i kolosalnych niepopłaconych rachunków po żakach może nie być, mieszkanie może pozostać w stanie nietkniętym – ok, a jeśli, to co?

Zatem do kogo te jęki i petycje? Do rządu? Czyżby brać studencka wychowana już w okresie pokomunistycznym (tak, tak, moi drodzy, studiuje już pokolenie, które urodziło się po „zmianach” i nie pamięta jak było „kiedyś”) domagała się jakiejś odgórnej interwencji? Może wprowadzenia prawa ograniczającego możliwość pobierania „nadmiernych” zysków? Czyli tego samego, które obowiązuje w Niemczech, cieszących się ostatnio ze wzrostu gospodarczego rzędu 0,5%? Sądząc po posunięciach wybranych rok temu, głównie głosami „braci”, rządzących, wszystko to być może… A może jednak to tylko czarnowidztwo zgorzkniałego felietonisty i mimo wszystko pojęcie przyczyny i skutku w tym i długofalowych konsekwencji przeregulowania gospodarki nie jest dla młodego pokolenia abstrakcją?

Wracamy więc do wynajmujących. Owszem, wiadomo, nie każde mieszkanie zasługuje na cenę dyktowaną przez wynajmującego. Autor niniejszego dzieła też w swoim czasie zwykł długo i malowniczo kląć na oferowany mu w Krakowie standard i ceny. Ale przecież zawsze można odwrócić się na pięcie, podziękować i szukać dalej! To właśnie dlatego, że godzicie się na obecną sytuację, macie problem z mieszkaniami. A może by tak, zamiast się fotografować (czarno-biało i w kolorze), skutecznie się zorganizować? Jeśli rozpoczniecie skuteczny bojkot drogich mieszkań o niskim standardzie, one będą musiały stanieć. Nie możecie przecież wymagać, żeby Was szanowano, jeśli najpierw nie zaczniecie szanować sami siebie. I tu jest Wasza szansa, a nie w „rozdzierających serce” zdjęciach z mostu.

Zadanie domowe na dziś: sto razy w kajecie przepisać „przyczyna-skutek”.

foto:by nc nd maciek zygmunt