krakow europejski tydzien mobilnosci dzien bez samochodu

Europejski Dzień bez Samochodu - obchodzony corocznie 22 września dzień jest międzynarodową kampanią podczas której centra wielu miast zamykane są dla ruchu samochodowego.

Czytam na wikipedia.org. Zastanawia mnie tylko czemu:

a) w Europejskich miastach obchodzono go wczoraj?

b) w Krakowie nie obchodzi go nikt ?

Uprzedzając krytykę powiem, że z mojego punktu widzenia zamknięcie jednej ulicy oraz przekierowanie nowoczesnych składów na jedną linię więcej niż zwykle, nie jest niczym nadzwyczajnym – przy okazji pierwszego lepszego zatrzymania robi się więcej. Naszym włodarzom zabrakło fantazji, żeby jednorazowo znieść opłaty za przejazdy (jak w innych polskich miastach), czy żeby jednorazowo zwiększyć częstotliwość kursowania co ważniejszych linii (dla dobrej prasy).

Postawione przeze mnie pytania mają wspólną odpowiedź. Po pierwsze miasto uchwalając Dzień bez Samochodu w normalny dzień pracy, udowadnia, iż nie do końca wie, jak zabrać się do problemu. Nie trzeba się zbytnio nagłówkować, żeby przewidzieć, że taka idea nie ma racji bytu. Żaden uśredniony kierowca nie przesiądzie się na tramwaj w poniedziałek rano, skazując się na całodzienne niewygody zaraz na początku tygodnia. Żadna firma transportowa (czy inna) nie zawiesi swojej działalności z powodu „widzimisie” kilku czy kilkuset osób.

Jeśli miastu naprawdę zależy na zwiększeniu udziału komunikacji publicznej oraz rowerów w transporcie miejskim, proponuję zacząć od mniejszych kroków. Jakie obiektywne przeszkody dzielą nas od zorganizowania tej akcji w dzień wolny od pracy (czyli wczoraj)? W niedzielę nawet odgórny zakaz poruszania się po centrum miasta samochodami miałby rację bytu. Wtedy akcja Europejski Dzień bez Samochodu miałaby szanse odniesć realny skutek – a tak jest tylko pustym sloganem wywołującym drwiący uśmiech u kierowców tkwiących właśnie w korkach.