Dzień bez Samochodu?

22 09 2008 :: skrazt

krakow europejski tydzien mobilnosci dzien bez samochodu

Europejski Dzień bez Samochodu - obchodzony corocznie 22 września dzień jest międzynarodową kampanią podczas której centra wielu miast zamykane są dla ruchu samochodowego.

Czytam na wikipedia.org. Zastanawia mnie tylko czemu:

a) w Europejskich miastach obchodzono go wczoraj?

b) w Krakowie nie obchodzi go nikt ?

Uprzedzając krytykę powiem, że z mojego punktu widzenia zamknięcie jednej ulicy oraz przekierowanie nowoczesnych składów na jedną linię więcej niż zwykle, nie jest niczym nadzwyczajnym – przy okazji pierwszego lepszego zatrzymania robi się więcej. Naszym włodarzom zabrakło fantazji, żeby jednorazowo znieść opłaty za przejazdy (jak w innych polskich miastach), czy żeby jednorazowo zwiększyć częstotliwość kursowania co ważniejszych linii (dla dobrej prasy).

Postawione przeze mnie pytania mają wspólną odpowiedź. Po pierwsze miasto uchwalając Dzień bez Samochodu w normalny dzień pracy, udowadnia, iż nie do końca wie, jak zabrać się do problemu. Nie trzeba się zbytnio nagłówkować, żeby przewidzieć, że taka idea nie ma racji bytu. Żaden uśredniony kierowca nie przesiądzie się na tramwaj w poniedziałek rano, skazując się na całodzienne niewygody zaraz na początku tygodnia. Żadna firma transportowa (czy inna) nie zawiesi swojej działalności z powodu “widzimisie” kilku czy kilkuset osób.

Jeśli miastu naprawdę zależy na zwiększeniu udziału komunikacji publicznej oraz rowerów w transporcie miejskim, proponuję zacząć od mniejszych kroków. Jakie obiektywne przeszkody dzielą nas od zorganizowania tej akcji w dzień wolny od pracy (czyli wczoraj)? W niedzielę nawet odgórny zakaz poruszania się po centrum miasta samochodami miałby rację bytu. Wtedy akcja Europejski Dzień bez Samochodu miałaby szanse odniesć realny skutek – a tak jest tylko pustym sloganem wywołującym drwiący uśmiech u kierowców tkwiących właśnie w korkach.

Subskrybuj RSS


Komentarze

  1. smif :: 22 09 2008

    Nawet nie komentuje, bo chyba wszystko powiedziales…

    Ale dzis wracajac z ruczaju przejechalem sie przez Zwierzyniecka (rowerem) i przykro stwierdzic, ze dopiero teraz zobaczylem jak naprawde wyglada ta ledwie co wyremontowana ulica. Chodniki nie byly zastawione, ladnie szeroko i milo.
    Ale fakt, ze miasto buduje nowe chodniki jako parking to nie odosobniony przypadek: Karmelicka, Pilsudskiego, Lubicz z Rakowicka, to tylko wybrane, z przeproszeniem, spieprzone, remonty pod tym wzgledem…

  2. raj :: 22 09 2008

    Niestety, po raz kolejny potwierdza się opinia o Krakowie, ze jest to miasto w którym lubi sie dużo gadać, ale nic się nie robi. I nie mam tu na myśli władz miasta, tylko m.in. tych wszystkich, którzy tak bardzo narzekają tutaj na brak działań miasta w zakresie infrastruktury rowerowej, pozorne działania w kwestii Dnia Bez Samochodu itp. Z tym wszystkim sie zgadzam, ale ludzie: przecież KAŻDY TO WIE OD DAWNA. Dobrze wiemy, że miasto nie robi w tych kwestiach nic, więc zamiast po raz kolejny powtarzać to samo przy kazdej okazji zróbmy sami to co możemy!
    Przykład pierwszy: mówimy, że kierowcy zignorowali Dzien Bez Samochodu. Pytanie podstawowe: ilu kierowców W OGÓLE WIEDZIAŁO, że coś takiego istnieje? Media na temat tej inicjatywy – o ile zdązyłem sie zorientować – milczały jak grób, więc trzeba robic propagande we własnym zakresie. Ulotki informujące kierowców o Dniu Bez Samochodu były gotowe i udostepnione w sieci tydzień wczesniej. Jak sie przekonałem na własnej skórze ;), wydrukowanie tysiąca ulotek to koszt około 20-30 zł – do udźwignięcia raczej na każdą kieszeń ;). W ciągu godziny mozna zatknąc ulotki za wycieraczki około 200 samochodów, a więc na rozdystrybuowanie wydrukowanych przez siebie 1000 ulotek trzeba poświęcić około 5 godz. – np. każdego dnia tygodnia po godzinie dziennie. Wystarczy 20 osób, które to zrobią, a już możemy dotrzeć z propagandą Dnia Bez Samochodu do 20 tysięcy kierowców! Dużo to czy mało, oceńcie sami.
    Przykład drugi: ilu osobom chce się chociazby przyjechać co miesiąc na rowerową mase krytyczną, która jest formą bezustannego tłuczenia ludziom do głów prawdy, że samochodów w miescie jest za dużo, jakie z tego wynikają problemy, dlaczego warto przesiąść sie na rower i dlaczego po Krakowie rowerem jeździ się źle – czego brakuje (bo takie rzeczy trzeba bezustannie powtarzać raz po raz, jeżeli się chce żeby się przebiły). Tu już naprawdę nie potrzeba wiele wysiłku, tylko wziąć rower i przyjechać w ten ostatni piątek miesiąca na 18:00 na Rynek. I co? Ze wszystkich rowerzystów krakowskich znajduje się 20-30 osób, które przyjadą.
    Najłatwiej jest narzekać i domagać się, żeby ktos coś zrobił za nas. A czasem trzeba o swoje powalczyć bardziej aktywnie. Jeżeli na mase przyjeżdża 20-30 osób, to ja z tego wnioskuję, że tylko tym 20-30 osobom zalezy na tym, żeby po Krakowie mozna było sprawnie i bezpiecznie jeździć rowerem. A skoro w całym mieście zalezy na tym tylko 20-30 osobom, to władze miasta mają w zasadzie rację, że nic w tej sprawie nie robią – bo po co? Dla 30 osób???
    Więc do cholery, POKAŻCIE ŻE JEST DLA KOGO!!!

  3. wojtek :: 23 09 2008

    Nic nie poradzimy na przyczyny tego zjawiska- nacisk w procesie edukacji na INDYWIDUALIZM. Skoro od dziecka wpaja sie nam potrzebę uczestnictwa w wyścigu szczurów, czemu towarzyszy pandemia znieczulicy, to trudno oczekiwać, ze jako dorośli będziemy w znacznej liczbie prospołeczni i chętni do działań grupowych, w imię dobrze rozumianego interesu społecznego.
    Korki najwyraźniej są jeszcze zbyt mało dotkliwe, skoro do tej pory radni nie zdecydowali się na podwojenie opłaty za całodzienny postój. Dziwi mnie, że część kierowców ma wymówkę w postaci wożenia dziecka do szkoły, podczas gdy inni po prostu używają roweru z siodełkiem. Może nie wszystkich ewolucja obdarzyła wyobraźnią?
    Faktem jest jednak, że urzędnikom zwyczajnie nie zależy na promocji roweru, chociaż dofinansowanie zakupu z wielomilionowej rezerwy budżetowej choćby tylko dla części bliżej mieszkających urzędników,w połączeniu z dotkliwymi opłatami postojowymi, dałoby szybkie rezultaty. Jednak krótkowzroczna potrzeba wygody wciąż wygrywa z rozsądkiem.

  4. skrazt :: 23 09 2008

    Nie mogę się zgodzić z żadnym z was.
    Zawsze to powtarzam powtórzę i teraz: gdyby komunikacja miejska i rowerowa dawała szansę na szybsze i tańsze dotarcie do celu byłaby oblegana, a korki byłby znacznie mniej uciążliwe.
    Obecnie mamy obleganą, powolną komunikację oraz długie korki.
    Przejechanie z punktu A do punktu B samochodem, w szczycie, zajmuje 30 minut, a pokonanie tej samej trasy komunikacją miejską z godzinę. Masochizm w imię czego ?

    I prosze mi tu nie wyjeżdżać z rowerem, który podczas jesiennej aury jest dość kiepską opcją dla dzieci w wieku szkolnym (dla osób bardziej dorosłych zresztą też).

  5. skrazt :: 23 09 2008

    Raju drogi, nie jestem studentem dysponującym nadmiarem wolnego czasu i nie uważam, żeby moją misją miało być nawracanie ludzi na rowery.
    Praca nie pozwala mi na korzystanie z czegoś innego niż samochód, ale zależy mi na poprawie funkcjonowania komunikacji miejskiej. Ot choćby po to, żebym mógł mniej czasu w ciągu dnia tracić na korki.

  6. Artur :: 23 09 2008

    Myślę, że Skrazt krótko i zwięźle przedstawił wam, to co i ja myślę i często powtarzam.

    Z resztą za argument o rowerze w taką, a nie inną aurę zostałem kiedyś mocno wyśmiany.

  7. Zyx :: 23 09 2008

    skrazt -> nie ze wszystkimi trasami jest tak źle, jak mówisz. Gdy nie ma korków, czas jazdy ode mnie na uczelnię autobusem jest dłuższy tylko o czas zatrzymań na przystankach, lecz przynajmniej nie muszę spędzać 10 minut na szukaniu miejsca parkingowego, a później drugie tyle na marszu pieszo tam, gdzie chciałem dotrzeć.

    Co do zwiększenia częstotliwości kursów -> nie wiem, jak jest z taborem autobusowym, ale realizacja bieżących kursów tramwajowych zostawia bardzo mało rezerwy (np. zajezdnia Podgórze codziennie wysyła na trasy 85-95% swych pociągów), natomiast żeby realnie zwiększyć częstotliwość, nie wystarczy skierować na każdą linię jeden pociąg więcej. Ponadto z powodu aktualnych remontów w centrum główne torowiska są bardzo przeciążone, co już teraz często powoduje zatory.

    PS. Ad. kampanii reklamowej -> zgadza się, chociaż z drugiej strony… czy nie dostrzegacie tu pewnej hipokryzji? Jak ktoś w Krakowie robi poważną reklamę, podnosi się wielki raban, że marnuje pieniądze itd. nawet jeśli była to konieczność (patrz: “Spokojnie, już jadę”), a jak jej nie robi, podnosi się raban, że jej nie robi (ergo, nie marnuje pieniędzy).

  8. skrazt :: 23 09 2008

    No i tak i nie ;)
    Promocja – fajnie. Ale wślad za nią musi iść realna poprawa. Szukanie miejsca parkingowego jak dla mnie jest demonizowane. Osobiście zazwyczaj jeżdżę w miejsca gdzie zaparkowanie jest rzeczą łatwą. a ruch się robi tak czy owak.

    Zatrzymania na przystankach mają duży udział w czasie przejazdu. Wydłużają przejazdy dość konkretnie. Tylko na niezakorkowanej w ciągu dnia Kobierzyńskiej przejaz samochodem i autobusem ta różnica jest zauważalna. Po dojechaniu do Ronda Grunwaldzkiego to już jest powalające – a Rondo Grunwaldzkie jest dopiero punktem przesiadkowym.

    Tak wogóle to muszę powiedzieć, że mieszkam koło centrum biurowego GTC – zdziwilibyście się jakie tabuny ludzi przyjeżdżają tam autobusami. Samochodami masowo przyjeżdżają dopiero petenci, którzy zazwyczaj mają wiele punktów do objechania i nie mogą tracić czasu na komunikację miejską.

  9. raj :: 23 09 2008

    @skrazt: gdyby Ci się chciało choćby kliknąć na link na moim nicku, aby wejść na moją stronę, to byś się przekonał, że ja też już dawno “nie jestem studentem dysponującym nadmiarem wolnego czasu”. Ale jest taka
    prosta zasada: “chcesz zmienić ten świat, to zacznij od siebie”. Jeżeli będziemy zawsze tylko czekać, aż ktoś coś dla nas/za nas zrobi, to właśnie… będziemy czekać. W nieskończoność.
    Swoją drogą, osobom, którym *najbardziej nie chce* się angażować we wszelkie społeczne inicjatywy, są właśnie “studenci dysponujący nadmiarem wolnego czasu”. Oni wolą w tym czasie posiedzieć w knajpie. Nie ujmując nic wyjątkom, taka jest niestety przeciętna studenckiej populacji.

    Co do roweru: argument, że rower nie bardzo nadaje się na jesienną pogodę, podnoszą tylko ci, którzy nie jeżdżą na rowerze. Nie znam osoby, która naprawdę używałaby roweru w celu komunikacyjnym (a nie niedzielnych wycieczek), której przeszkadzałoby zimno czy nawet deszcz. Zresztą w ubiegłym tygodniu, który był bardzo deszczowy, można było zobaczyć w mieście całkiem sporo ludzi jeżdżących na rowerach. Dzisiaj rano także.

    “Gdyby komunikacja miejska i rowerowa dawała szansę na szybsze i tańsze dotarcie do celu byłaby oblegana”. Miejska – niekoniecznie (chociaż co do tramwaju, można dyskutować – jeżeli gdzieś da się dojechać tramwajem, to z reguły jest szybciej; autobusem nie, bo podobnie jak samochody stoi w korkach), bo Kraków komunikację miejską głęboko zaniedbał, jak zresztą wiele innych miast w Polsce. Ale rowerem, nawet przy obecnej kiepskiej infrastrukturze rowerowej w Krakowie, to JEST MOŻLIWE! Uwierz człowiekowi, który rowerem *jeździ* – do pracy, na zakupy, do banku itd. itp.

    O wyborze przez ludzi takiej, a nie innej możliwości (to dotyczy nie tylko kwestii komunikacji) decydują nie tylko same jej “czyste” wady i zalety (gdyby tak było, to nie miałaby sensu jakakolwiek reklama – wystarczyłoby tylko rzetelnie podać parametry produktu – a system video VHS nigdy nie wygrałby z V-2000 ;)). Nie doceniasz siły stereotypów funkcjonujących w świadomości społecznej, a ten stereotyp jest taki, że do “poważnego” przemieszczania się służy tylko samochód, ew. znacznie gorsza komunikacja zbiorowa dla tych biedaków, których na samochód nie stać, a rower jest sprzętem sportowo-rekreacyjnym, zabawką, w sam raz właśnie na niedzielną wycieczkę. Dlatego mało kto w ogóle POMYŚLI o rowerze jako alternatywie. A jeżeli już pomyśli to wpada w pułapkę kolejnych stereotypów – brak ścieżek rowerowych, zła pogoda itp. Owszem, to są okoliczności, które UTRUDNIAJĄ jazdę rowerem, co nie znaczy, że bez ścieżek rowerowych i w złej pogodzie nie da się jechać! Jest przecież np. wielu kierowców, którzy odstawiają samochody na zimę bo boją się jeździć po śniegu i lodzie. Czy to znaczy, że w zimie jeździć samochodem się *nie da*? Z rowerem i brakiem ścieżek lub złą pogodą jest *dokładnie tak samo*.

    No i oprócz tego gra tu rolę zwykłe ludzkie wygodnictwo. Co z tego, że samochodem będę nawet trochę wolniej, bo postoję w korkach, kiedy wygodnie siedzę sobie na fotelu, nie muszę się ruszać, nie wieje wiatr, na twarz nie padają mi krople deszczu itp. Grzeję d… krótko mówiąc. Jazda rowerem wymaga – nie ma co ukrywać – trochę wysiłku, a to nie jest to, co większość społeczeństwa lubi najbardziej. Chyba, że jest to wysiłek w aktualnie modnej, lansowanej postaci, w jakimś klubie fitness (do którego oczywiście dojedzie się samochodem), którym można zaszpanować przed znajomymi, jaki to jest się trendy. Wybacz, ale ja tak postrzegam zdecydowaną większość ludzi zamkniętych w blaszanych puszkach samochodów. Znowu nic nie ujmując wyjątkom.

  10. raj :: 23 09 2008

    @wojtek: nie do końca masz rację z tym indywidualizmem. Ja jestem indywidualistą jak cholera – nawet cięzko mi wytrzymać z moją rodziną i nawzajem ;). A zarazem jestem całą duszą społecznikiem i dla sprawa, które uważam za słuszne, jestem w stanie zrobić bardzo dużo… No i jak to “rozgryziesz”?… ;)

  11. Artur :: 23 09 2008

    Raj:

    Pomijając ideologie, postawę i wszelkie inne tego typu kwestie. Jak zapewne wiesz mam prawo inaczej to postrzegać. Więc właśnie pomijając to powiedz mi jak daleko mieszkasz od pracy? Jak daleko mieszkasz od centrum? Czy zdarza Ci się służbowo opuszczać granice Krakowa, czy wykonujesz pracę lub uprawiasz sport, które za dnia kosztują Cię sporo sił i czy mimo to zawsze z uśmiechem na twarzy wybierasz rower?

  12. skrazt :: 23 09 2008

    Raj:
    Skoro nie jesteś studentem to pewnie pracujesz i wiesz, że osoba pracująca nie ma zbyt wiele czasu na drukowanie ulotek i rozrzucanie ich po mieście.
    Rowery w centrum – są powszechne.
    Ale z Bieżanowa już nie ma tylu chętnych. Rozkłada ich dystas i spora liczba wzniesień.

    Nietrudno wywnioskować, że ja patrzę na komunikację ze swojego puntu widzenia, a Ty ze swojego.
    Jedziesz sobie do pracy na rowerze – tam sobie posiedzisz, zrobisz zakupy i wrócisz. Jak jeszcze do tego mieszkasz stosunkowo niedaleko to jesteś idealnym materiałem na rowerzystę.
    Ja natomiast robię dziennie po mieście z 50 i więcej kilometrów (czasami wychodzi po 700km na tydzień) przemieszczam się codziennie po najodleglejszych dzielnicach niejednokrotnie wożąc wszelkiego rodzaju towar (niekoniecznie duży, ale pare kilo waży)
    TACY ludzie jak ja też istnieją i nie można ich pomijać w dywagacjach na temat zamykania dróg.

    Co do jazdy na rowerze jesienią – powiedziałem tylko, że wożenie na rowerze dzieci w wieku wczesnoszkolnym przy niskiej temparaturze czy podczas deszczu może generować spore problemy zdrowotne. A nie ma nic gorszego niż małe dziecko które jest chore.

    Co do arumentu wygodnictwa – nie można ludziom odmawiać wygody. Jest to tylko i wyłącznie rzecz gustu. Ja lubię pojechać na rowerze na jakąś solidną wycieczkę terenową – najlepiej w błocie po deszczu. I nie mówię przy tym, że wszyscy rowerzyści, którzy nie lubią się utaplać w błocie to cieniasy.

    Reasumując – nie możesz w faszystowski sposób traktować samochodów jak zła. Nie tędy droga – bo w zrównoważonym transpocie nie o to chodzi.

  13. smif :: 23 09 2008

    @ Artura zgoda z Skraztem

    A wiesz, ze raj moglby spokojnie byc ojcem Skrazta? :)

  14. smif :: 23 09 2008

    @ Skrazta dygresja o bieżanowie:

    Osobiscie przez 2 lata jezdzilem prawie codziennie do biezanowa z MPK (z centrum), potem w pewnym okresie (niecale 2 lata) samochodem, obecnie czasem samochodem, a czasem rowerem (w obydwu przypadkach jednak rzadko). Jakkolwiek mysle ze daje mi to jakas podstawe do tego by z pelna odpoweiedzialnoscia stwierdzic ze nawet na tak dlugim dystansie rower byl szybszy (!). I nie jestem zadnym kolarzem :)

  15. Gosia :: 23 09 2008

    Polecam film z YT: Holendrzy na rowerach z malymi Holendrami
    Az milo popatrzec :)

  16. Artur :: 24 09 2008

    Smif:

    Jak do całości ma się fakt, że Pan Raj mógłby być ojcem Skrazta? Może coś przeoczyłem. Jednak proszę o jakieś wytłumaczenie :)

    Smif po raz drugi :)

    Hmmm… Z Bieżanowa rower był szybszy do centrum niż samochód. Mniemam, że te jazdy odbywałeś gdy ul. Kamienśkiego nie była w przebudowie stąd nie było na niej oraz Wielickiej takich korków jak obecnie. Tak się składa, że ja mieszkam na Kurdwanowie tuż obok stacji Orlen i jeżdżę przeważnie w innym kierunku, ale zdarza mi się w godzinach szczytu jechać do centrum. W zasadzie trasa się pokrywa (już nie pastwie się nt. wszelakich objazdów, a jak wiadomo w transporcie indywidualnym są one dopuszczalne) i stwierdzam, że nie masz racji.

  17. smif :: 24 09 2008

    Nie mam racji w czym? w patrzeniu na zegarek?
    KM to ok 40 – 50 minut, samochodem 25 – 40 minut, ale najczesciej ok 35, rower daje wynik 30 – 35 minut, nie zaleznie od korkow etc. A raz mniej wiecej z pod Biprostalu jechalem autem do Biezanowa ponad 80 minut – z powodu nieprzewidzianych korkow.

  18. smif :: 24 09 2008

    Ale jedno musze przyznac: po godzinie 8, najwyzej 9 wieczorem w starciu z samochodem na trasach dluzszych niz powiedzmy 2 kilometry rower po prostu wymieka… Bo chodzbym nie wiem jak pedalowal to w 20 minut do biezanowa nie dojade (a taki jest moj rekord autem z okolic karmelickiej w srodku nocy.) :)

  19. Artur :: 24 09 2008

    Smif:

    Rekordami, to się chwalił nie będę bo za jakiegoś pirata mnie weźmiesz.

    Nie twierdzę, że nie znasz się na zegarku. Ale być może obrałeś złą trasę. Jadąc z okolic Biprostalu na południowe blokowiska aż prosi się jazda przez most Zwierzyniecki, Kapelanke, Brożka, Fredry, a później w zależności już od konkretnego miejsca. Poza tym jak sam piszesz rower pozwala oszczędzić czas poziomie 5-10min. na jednej zakorkowanej trasie. Z kolei w skali całego dnia na pewno przyniesie stratę.

    Natomiast po godzinie 21.00 jazda jest już całkiem płynna. Wyjątkiem są Aleje po meczu Wisły czy w weekendy.

  20. skrazt :: 24 09 2008

    smif: 20 minut to coś dużo jak na samochód wieczorem ;)
    Może w takim razie nie będę ssię chwalić swoimi rekordami :P

    Natomiast znajomy jeździł w lecie na rowerze z okolic Karmelickiej na Zawiłą – bił MPK na głowę, ale z samochodem nie był stanie wygrać.

  21. marcin wójcik :: 24 09 2008

    Panowie skrazt i Artur. delikatnie, aczkolwiek dyskredytujecie rower jako alternatywe w podróżowaniu po mieście. w świecie zachodnim organizuje się oficjalnie wyścigi pomiędzy rowerem, samochodem, a komunikacją miejską. w tak tu szeroko dyskutowany Dzień bez Samochodu, także i w Polsce, ale w Poznaniu przeprowadzono “zawody”.

    w wyścigu wystartowali sami prezydenci miasta. pokazali, że mają ‘cohones‘ i że dla słusznej ideii oprócz składania pustych deklaracji, trzeba jeszcze działać.

    Pierwszy na mecie – na Placu Wolności pojawił się rowerzysta – prezydent Poznania Ryszard Grobelny. Kilkanaście sekund później wyścig zakończył jego zastępca, jadący tramwajem.

    takie same wyniki są przy okazji wszystkich tego rodzaju wyścigów.

    niestety stereotypy są silniejsze.

  22. smif :: 24 09 2008

    @ Artur:
    Dokladnie ta trasa jechalem! Ale przyznaje, te prawie 1,5 h to byl wyjatek.
    @ A & S:
    Co do 20 minut, to jest to czas asiagalny przy mojej jezdzie (bardzo dynamicznej w miescie, ale nie przekraczam ograniczen wiecej niz 10 kph.)
    Przyznaje, ze pewne rzeczy sa niemozliwe do zrobienioa rowerem – vide moje dzisiejsze zakupy :) Nie da sie przewiezc 2 duzych toreb (z Trader Joe’s :), zgrzewki wody i kartonu sokow na rowerze. Ale DOJAZD do pracy, uczelni, chlopaka, dziewczyny – tu absolutnie rower zwyciezy mimo innych stereotypow.

  23. smif :: 24 09 2008

    @ marcin:
    Juz widze starowicza scigajacego sie na rowerze z majchrowskim w tramwaju :(

  24. Artur :: 24 09 2008

    Marcin:

    Ja chętnie stanę z Tobą do takiego wyścigu :)

    Oczywiście oglądałem Fakty i widziałem ten wyścig w Poznaniu. Ale
    -Ustawić wyniki, to nie problem.
    -Takie wyścigi organizowane są w centrum. Ludzie zrozumcie, że ponad 50% populacji miasta nie ma tego komfortu by mieszkać w centrum.

    Smif:

    Właśnie, wyjątek. Wyjątek potwierdzający regułę :)

    W moim przypadku rower Drogi Smifie nie zwycięży. Już pisałem jaką trasę pokonuję za dnia. Do tego sprzęt sportowy, laptop itd, które wozić trzeba codziennie.

  25. marcin wójcik :: 24 09 2008

    @Artur

    Miło słyszeć taką deklarację. Ja też bym się chętnie zmierzył :)

    a co do zarzutów “ustawienia”

    jeśli zadbamy o odpowiednie zainteresowaniu mediów wyścigiem, to myślę, że każdy z zawodników może zostać wyposażony w mini kamerę rejstrującą przejazd, by wykluczyć ewentualne nadużycia.

    Arturze, wiem, że większość nie mieszka w centrum, ale właśnie do niego codziennie usiłuje wjechać i to niestety samochodem. stąd korki. Gdyby zecydowali się na inny środek transportu, ulice byłyby bardziej przejezdne.
    A taki wyścig mógłby dowieść, że są lepsze środki komunikacji niż samochód.

  26. raj :: 24 09 2008

    @skrazt:
    “Ja natomiast robię dziennie po mieście z 50 i więcej kilometrów (czasami wychodzi po 700km na tydzień) przemieszczam się codziennie po najodleglejszych dzielnicach niejednokrotnie wożąc wszelkiego rodzaju towar (niekoniecznie duży, ale pare kilo waży)
    TACY ludzie jak ja też istnieją i nie można ich pomijać w dywagacjach na temat zamykania dróg.”

    Po raz kolejny wychodzi brak zrozumienia, czym są i co mają promować inicjatywy typu Dzień Bez Samochodu. Zresztą co się dziwić przy braku jakiejkolwiek polityki informacyjnej miasta w tej sprawie? Odpisywałem już na forum “Wyborczej” człowiekowi, który pisał że w poniedziałek musiał zawieźć żonę z dzieckiem do szpitala i trudno, żeby wybierał komunikację miejską zamiast samochodu. Odpiszę i Tobie to samo. Nazwa akcji, w ramach której jest organizowany Dzień Bez Samochodu, brzmi po polsku: Europejski Tydzień ZRÓWNOWAŻONEGO TRANSPORTU. Zrównoważony transport to pojęcie z zakresu inżynierii ruchu, które oznacza taki stan, że transport w mieście rozkłada się mniej więcej po 1/3 na komunikację miejską, rowery i samochody. Nikt tu nie jest przeciwko samochodom *w ogóle*, tylko za tzw. odpowiedzialnym użyciem samochodu. Jeżeli masz do przewiezienia duże czy ciężkie towary, jest całkowicie uzasadnione że robisz to samochodem, tak samo jak tamten człowiek, który miał przewieźć chorą osobę do lekarza. Jednak 80-90% samochodów które w typowy dzień roboczy przejeżdżają przez miasto,
    wiezie *jedną osobę*, zdrową i w miarę sprawną fizycznie, bez cięzkiego bagażu,
    z pracy lub do pracy. To do nich przede wszystkim jest adresowany Dzień Bez
    Samochodu i im ma “przemówić do rozumu” – przynajmniej w założeniach – bo takie przejazdy można świetnie
    zastąpić komunikacją miejską lub właśnie rowerem.

    Nawiasem mówiąc ja rowerem robię może nie codziennie, ale nierzadko bywaja takie dni, że niewiele mniej niż ty, bo 30-35 km, też jeżdżąc po odległych dzielnicach (np. Ruczaj-Prokocim-Huta-Bronowice). Tyle że cięzkich towarów nie wożę, choć już raz zdarzyło mi się jadąc na instalację sieci wieźć na rowerze dwa switche, router (wszystko w dość sporych pudłach, jak ktoś miał do czynienia z tego typu sprzętem to wie), zwój kabla plus torbę z narzędziami… ;) Wiozłem też kiedyś ze sklepu 15-kilogramowy worek gipsu potrzebny do remontu w domu, a innym razem wykładzinę podłogową.

    “Co do arumentu wygodnictwa – nie można ludziom odmawiać wygody. Jest to tylko i wyłącznie rzecz gustu.”
    Nie mozna ludziom odmawiać wygody, tylko niech będą świadomi konsekwencji – że to właśnie przez swoje dążenie do wygody utrudniają podróżowanie zarówno innym, jak i w ostatecznym efekcie sami sobie. I to powinni mieć powiedziane czarno na białym. A co z tą prawdą zrobią, to już oczywiście ich sprawa…

  27. raj :: 24 09 2008

    @skrazt: i jeszcze jedno – “wożenie na rowerze dzieci w wieku wczesnoszkolnym”. Mając troje dzieci (które już wyrosły z wieku wczesnoszkolnego) plus żonę nauczycielkę ;) mogę stwierdzić, że o kwestiach szkolnych trochę wiem. Nie ma takiej konieczności – poza wygórowanymi ambicjami rodziców, którzy akurat upatrzą sobie szkołę na drugim końcu miasta, bo rzekomo jest “lepsza” – aby dzieci musiały być do szkoły *wożone*. Szkoły są jednak rozmieszczone na tyle gęsto, że w zdecydowanej większości przypadków szkoła znajduje się na tyle blisko domu, że dziecko może spokojnie *dojść* do niej na piechotę. Taki był zresztą zamysł twórców całego systemu edukacji od dawien dawna…

  28. skrazt :: 24 09 2008

    raj :)
    W dyskusje o szkołach nie dam się wciągnąć, bo mam o nich tragiczną opinię i rozumiem niektórych z tych rodziców.

    Co do reszty …
    Ja rozumiem Twój punkt, Ty rozumiesz mój – wszystko fajnie, a jutro z okazji długotrwałych opadów deszczu i tak większość “interesantów” wsiądzie w samochody (część jak zwykle, a część bo nie lubi moknąć). Staną w porannym korku, jednym, drugim, trzecim (dzięki bogu nie mieszkam na żadnym sypialnianym osiedlu ;)). Potem gdzieś pojadą coś załatwić (urząd, prawnik, wizyta u klienta) – staną w następnym korku (tym razem z powodu nieznajomości alternatywnych tras).
    A wszystkie te jazdy zajmą im mniej niż komunikacją miejską. Rowerem pewnie byłoby porównywalnie, dla osoby wprawnej może na niektórych trasach nawet szybciej – ale nie zmusisz nikogo, żeby po przyjeździe do biura wyglądał tak jak droga po której właśnie jechał – zwłaszcza, że wyrał samochód *właśnie* z powodu deszczu.
    Potem żmudny powrót “na sypialnię” i nasi bohaterowie siądą do komputerów i będą psioczyć na gazecie na temat korków, które same utworzyły. Bo jak nie pada to po mieście jeździ się samochodem bardzo znośnie.
    Jaki morał – w tym zrównoważonym transporcie brakuje nam solidnej komunikacji miejskiej.

    I jeszcze mała uwaga co do wożenia towaru. Ja rozumiem ideę zrownoważonego transportu nawet wiem, że mnie to nie dotyczy ;) – przytaczam ten przykład zawsze jak słyszę czyjeś zapędy do zamykania centrum w normalny dzień pracy.

Imię (required)

Email (required)

Website

Komentuj