Dzień wegetarianizmu
1 października to dla jednych rozpoczęcie nowego roku akademickiego, dla innych po prostu kolejny dzień, a dla jeszcze innych specjalny dzień, w którym myślimy o naszym sposobie życia i tym co jemy. W tym dniu w wielu miejscach na całym świecie tradycyjnie nie je się mięsa. Dotyczy to również ludzi, którzy na co dzień nie są wegetarianami. Mowa tu o Międzynarodowym Dniu Wegetarianizmu ustanowionym przez Międzynarodową Unię Wegetariańską (International Vegetarian Union – IVU) podczas 24. Światowego Kongresu Wegetariańskiego, na zebraniu ogólnym, które odbyło się 22. listopada 1977 roku w New Delhi. Projektodawcą było Północnoamerykańskie Towarzystwo Wegetariańskie (North American Vegetarian Society).
Ogólnopolskie obchody Międzynarodowego Dnia Wegetarianizmu organizują Stowarzyszenie Empatia i Fundacja Viva!. Z tej okazji w Krakowie w sobotę 4 października o g. 15 pod pomnikiem Adama Mickiewicza odbędzie się happening Godzina w rzeźni, a po nim poczęstunek wegetariański dla wszystkich zjadaczy chleba.
Wegetarianizm to sposób na likwidację cierpienia zwierząt, poprawę zdrowia i zmniejszenie zanieczyszczenia środowiska. Wegetarianizm towarzyszy nam głównie z pobudek moralnych, etycznych i zdrowotnych.























Tu zawsze można kulturalnie podyskutować :)
A więc… Nigdy nikt nie wytłumaczył mi w jaki sposób wegetarianizm wpływa korzystnie na zdrowie. Uprawiam od 12 lat wyczynowo sport (piłka nożna) i nigdy żaden fachowiec jak lekarz, dietetyk, fizjolog, trener itd. nie polecił mi tej formy żywienia. Warto nadmienić, że w profesjonalnych klubach sportowych często zawodnikom (bez względu na dyscyplinę) rozpisuje się specjalne cykle treningowo-żywieniowe i nie spotkałem się by ktoś dostał tygodniowy “zakaz” spożywania mięsa.
No cóż, w końcu w sporcie przede wszystkim liczy się zdrowie i kondycja, a żywienie obok treningu i odpowiedniego prowadzenia się poza areną zmagań, to najważniejszy element przygotowania.
“Wegetowanie” na pewno nie szkodzi. Nie jem mięsa od blisko 15 lat – regularnie oddaję krew (więc na pewno organizm funkcjonuje prawidłowo), a w ur. ukończyłem Cracovia Maraton. Pozdro dla wszyskich wegetusów i tych, którzy – mając wybór – choć częściowo od czasu do czasu odpuszczą sobie padlinkę :)
Zapewne i nie szkodzi, chociaż może są i przypadki gdzie szkodzi – tego nie wiem. Natomiast chodziło mi o to, że często mówi się iż korzystnie wpływa na zdrowie, a wręcz, że opóźnia starzenie i wydłuża życie.
Z tego co często widzę wegetarianie (to tylko moja pobieżna obserwacja) to młodzi ludzie, charakterystycznie ubrani, udzielający się często na rzecz ekologii itd., a oprócz tego telewizyjne gwiazdy. Tym samym wydaję mi się, że to bardziej jakiś “lifestyle”.
Tym samym ja to podświadomie odrzucam ;) Jakaś taka niechęć do lajfstajlowych, popularnych czynności.
Uważam, że ważne jest jedzenie umiejętne i świadome. Jednocześnie powinniśmy jeść różne rzeczy i dlatego niezbyt porusza mnie fakt, że jem mięso zwierzęcia hodowanego w celu spożycia… Ale może mówię tak dlatego, bo jeszze rozwijam się i wręcz niewskazane by było na tym etapie zrezygnować z mięsa ;)
Cóż. Wszystko jest zależne od człowieka. Koleżanka miała problemy neurologiczne, a lekarz oglądając wyniki retorycznie spytał
:)
Z lekarzami też jest tak, że mówią ‘palenie szkodzi’, a sami palą. człowiek spokojnie może obejść się bez mięsa, jeśli np. nie uprawia zawodowo sportu, jak Artur, który jak rozumiem ma dietetyka. to zupełnie co innego.
większość społeczeństwa zamiast sportu uprawia raczej relaks kanapowy i im dieta bezmięsna na pewno by nie zaszkodziła.
w propagowaniu wegetarianizmu chodzi też oto by uświadomić ludziom, że potrawy bezmięsne to nie tylko pierogi czy naleśniki, i że rezygnacja z mięsa może odbywać, a nawet powinna, małymi krokami.
zamiast codziennego połykania wątpliwej jakości mięsa nastrzykiwanego solanką można ograniczyć jego spożycie do 2-3 razy w tygodniu, poźniej do 1, aż w końcu całkiem przestanie się go jeść. ja tak zrobiłem.
wyniki badań mam wzorcowe i lekarze nawet nie wpadają na pomysł by zadać mi takie idiotyczne pytanie. zresztą czasem mam wrażenie, że poszukując winy w wegetarianizmie lekarze idą na skróty. przyczyną wielu chorób może być skażenie środowiska i równie dobrze spożywanie oszukanego mięsa.
Z mojego kilkunastoletniego wegetarianskiego doswiadczenia i obserwacji, moge powiedziec, ze polscy lekarze w kwestii diety wegetarianskiej maja malo do powiedzenia, poza tym, ze ja odradzaja.
Uwazam, ze to wynik ciagle funkcjonujacego u nas starego schematu nauczania, lub wrecz braku nauczania o sposobach zywienia.
Dam przyklad kolezanki, ktora w polwie lat 90. bedac wegetarianka chciala urodzic dziecko rowniez wegetarianina, czyli nie rezygnowac z diety wege na czas ciazy – co oczywiscie bylo nie do pomyslenia dla szeregu lekarzy, z ktorymi konsultowala swoja decyzje. Pojechala wiec do Holandii, gdzie nie trudno jej bylo znalezc swiadomego i uczonego lekarza, ktory tak poprowadzil jej ciaze, ze nic ani jej, ani dziecku nie zagrazalo.
W Polsce bylo to nie do pomyslenia dla naszych lekarzy, a co dopiero do zrealizowania. Wedlug nich, powinna zejsc na bialeczake juz w pierwszym trymestrze, albo urodzic niedorozwiniete dziecko. Tak sie nie stalo, ku zaskoczeniu wielu polskich lekarzy.
Stad tez moja konkluzja… to co mowi lekarz wcale w kwestii naszego zywienia nie musi byc sluszne. Lekarze na wielu sprawach wpolczesnego zywienia sie nie znaja. Szczegolnie jak sami codziennie spozywaja schabowe z kapusta, popijajac 40% napojem.
A dieta = sposob zywienia wegetarian, to bogactwo warzyw, owocow, orzechow, sokow, zboz, ziol itd. W tym pozywieniu jest zdrowie.
Obserwuje wielu miesozercow, niepojete jak ich sposob zywienia jest ubogi. Na propozycje zjedzenia orzechow laskowych – krzywia sie, twierdzac ze to dobre ale do ciasta, podobnie suszone morele – tak bogate w skladniki mineralne i witaminy.
Dam jeszcze jeden przyklad: kolega wegetarianin uprawial sport, i na olimpiadzie w Atlancie zajal 4 miejsce. Czy to jest jakis dowod na dobre efekty w sporcie bedac wegetarianinem?
Osobiscie jem mieso, ale takze mnostwo zieleniny i tym podobnych, wiec wydaje mi sie, ze dobrze sie odrzywiam.
Co do wegetarianizmu jako idei to wiem jedno: wieksza kozysc dla srodowiska naturalnego mialby fakt wegetarianizmu u 100% swiatowej populacji niz segregacja wszystkich odpadow.
Po prostu przemysl miesny jest tak naprawde bardzo brudny i szkodliwy dla srodowiska, a poza tym roslinki ktore ludzie tez moga jesc sa przeznaczone dla zwiezat. Wniosek z tego taki, ze mozna zwiezeta wykluczyc z ludzkiej piramidy pokarmowej i tylko z pozytkiem dla nas.
Troche to ironiczne ze o tym pisze, z racji tego, ze, jak wspomnialem, sam jem mieso :)
Odbijam sobie jednak na segregowaniu wszystkich smieci i niezatruwaniu srodowiska przez codzienne dojazdy rowerem :)
Też wydaje mi się, że zdrowo się odżywiam. A do tego wzorcowe wyniki badań, ciśnienie 120/70, 178cm. i 74kg., doskonała wydolność, czasy na poszczególnych dystansach w ścisłej czołówce, minimalna wrodzona wada wzroku :)
Mięsa nie jem codziennie, ale suszone morele czy orzechy na obiad… Nie powiem, “danie” bardzo smaczne, ale tradycyjnego ciepłego i pożywnego posiłku nie zastąpi. Poza tym mięso mi po prostu smakuje. Zwłaszcza przyrządzone po swojemu. Że jakieś zwierzątko wcześniej cierpiało…
Gosia przytoczyła przykład kolegi sportowca i koleżanki wegetarianki w ciąży. Świadczy to o tym, że tak też się da lub da się w poszczególnych przypadkach. Jednak należę do osób, które na podstawie jednego przykłady nie biorą pewnych spraw zbyt głęboko do siebie. W środowisku sportowców wegetarianie, to nie procent, a promil.
Ja tam na polskich specjalistów nie narzekam. Z resztą to co mówią pokryło się w moim przypadku z opinią ludzi z Hearts of Midlothian Edinburg oraz FC Nantes. A ligi zagraniczne są bardziej profesjonalne oraz granie w nich wymaga lepszego przygotowania. Tam nikt nie pozwoli zawodnikom na papieroska, wódeczkę czy balowanie do rana co u nas jest smutną normą.
Hej Arturze, jeśli interesuje Cię temat styku sportu z wegetarianizmem, warto odwiedzić stronę wegesport.pl
Pozdrawiam
Wiem jedno, zanim przeszedłem na wegetarianizm, byłem wielbicielem przypalonych na kamień kawałków wołowiny; w zupie przeszkadzała mi wszelka pływająca zielenina, mdliło mnie na widok gotowanej marchewki itd. – dopiero po zrezygnowaniu z mięsa moja dieta tak naprawdę stała się bogata – wcinam dosłownie wszystko (oprócz mięsa oczywiście). No i w dobie wszechobecnego dbania o linię nieskromnie dodam, że od 15 lat mój indeks masy ciała (BMI) jest idealny :)
Ja z kolei tego problemu nie mam. Zawsze do mięsa wrzucam sobie jakąś sałateczke. Oprócz tego nierzadko mięso przyrządzam z warzywami. Jadam mnóstwo owoców. Niestety muszę sie przyznać do miłości do słodyczy oraz piwa :P Ale póki co mi to nie szkodzi :) I staram się to ograniczać. Na widok warzyw czy owoców nigdy mnie nie mdli. Po prostu mi smakują i wiem, że mają swój udział w zdrowiu. Więc w sumie, to ja mogę się nazwać prawdziwym ZDROWYM wszystkożercą :D