krakow plac matejki wizualizacja

U radnych o nazwiskach Gilarski, Osmenda, Sularz i Krzeczkowski nasilają się ostatnio objawy poważnego zatrucia spalinami samochodowymi. Jak mocno wypaczony chorobą jest ich ogląd świata i krakowskich realiów, świadczą wypowiedzi dotyczące kończącej się właśnie modernizacji placu Matejki. Według planów plac ma być gotowy na 11 listopada. Zmianę wyglądu szczególnie zauważą piesi, którzy zyskają szersze chodniki i dodatkową przestrzeń w północnej części placu, dotychczas zajmowaną przez samochody. Zwężeniu ulegną jezdnie okalające plac, a parkowanie dozwolone będzie tylko równolegle do chodnika. I to właśnie boli radnych najbardziej.

To beznadziejne rozwiązanie. Od dawna sprzeciwiam się pomysłom, które ograniczają w taki sposób ruch w centrum miasta

- irytuje się Sularz, a bez namysłu wtóruje mu Gilarski:

Pomysł na organizację nowego placu Matejki uważam za całkowicie niefortunny. Jeżeli władze miasta chcą wyprowadzić ruch kołowy poza centrum Krakowa, powinny zrobić to z głową. Trzeba zaproponować alternatywne parkingi i objazdy, a nie ograniczać przejazd przez pl. Matejki.

Alternatywy oczywiście istnieją, czyli 1400 miejsc parkingowych tuż obok przy Galerii Krakowskiej. Objazdy, to po prostu inne ulice. Są także alternatywy komunikacyjne, o których ludzie pokroju wymienionych radnych mówią, ale korzystać z nich nie chcą. Tramwaje, autobusy i rowery nie uwłaczają godności polityków z Europy Zachodniej, czy Stanów Zjednoczonych, a mimo to krakowska klika trzymająca władzę wciąż nie potrafi zdobyć się na odwagę dania społeczeństwu dobrego przykładu.