Dzień Bez Kupowania

Kolejna fanaberia lewaków czy może zdrowa reakcja na zjadającą swój własny ogon nadmierną konsumpcję? W Polsce Dzień Bez Kupowania raczej postrzegany jest jako ta pierwsza opcja i spotyka się w najlepszym wypadku z litującym się uśmiechem politowania. A wszystkiemu winny jest brak informacji na ten temat.
Ruch kontestujący konsumeryzm narodził się za oceanem. W opozycji do tzw. czarnego piątku, kiedy to w USA rozpoczynają się przedświąteczne zakupy i zwykle padają kolejne rekordy sprzedaży wszelkich możliwych dóbr, już w 1992 roku kanadyjski artysta Ted Dave stwierdził, iż naturalną formą protestu przeciwko zbrodniczym praktykom nieumiarkowanego konsumpcjonizmu, będzie Dzień Bez Kupowania.
Idea podchwycona i szybko rozpowszechniona została przez magazyn Adbusters. W Europie przyjęło się obchodzenie Dnia Bez Kupowania w ostatnią sobotę listopada. Celebracja tego swoistego święta świadomych i odpowiedzialnych konsumentów jest bardzo prosta – ograniczenie zakupów do minimum. Istotą nie jest utopijna wersja świata, w którym się nie konsumuje. Dzień Bez Kupowania jest pretekstem do refleksji nad naszymi nawykami konsumenckimi, ale także może być dodatkowym dniem, który spędzisz ze swoimi najbliższymi przechadzają się po alejkach w parku.





























