krakowianie odchodza od zmyslow

Krakowianie odchodzą od zmysłów kiedy:
- nie mogą swobodnie chodzić po chodnikach zastawionych przez samochody,
- nie mają przyzwoitej infrastruktury rowerowej umożliwiającej bezpieczne poruszanie się na bicyklu po mieście,
- gniotą się w niemiłosiernym ścisku w autobusach i tramwajach
i wreszcie
- kiedy trochę na własne życzenie stoją w ulicznych korkach.

Najbardziej odchodzą od zmysłów, właściwie trafniej jest napisać, tracą rozum, niektórzy krakowscy radni. Mocno odjechał Łukasz Osmenda, którego ostatnia wypowiedź jest tego najlepszym świadectwem:

Miasto musi żyć i musi być dojazd do centrum. Na zamykanie kolejnych ulic, nawet czasowe, się nie zgodzimy, skoro nie ma parkingów i pełnych obwodnic. Można się natomiast zastanowić nad czasowym otwarciem zamkniętych ulic w ścisłym centrum.

Takim podejściem radny Osmenda jest na autostradzie prowadzącej do uczynienia Krakowa miastem nie tylko nie do życia, ale nawet nie do jeżdżenia.

Oczywiście, że dojazd do centrum miasta, podobnie jak i do innych jego rejonów musi istnieć, by miasto poprawnie funkcjonowało, ale wcale nie musi on być realizowany przy użyciu samochodów. Przykłady miast amerykańskich dowodzą jak zgubne jest myślenie, że wszędzie można lub trzeba dojechać samochodem. Kraków może się doskonale rozwijać stając się miastem przyjaźniejszym do życia korzystając z wzorca Kopanhagi, czy miast holenderskich.

Rozwój, wzrost zadowolenia mieszkańców, wzrost zamożności, można osiągnąć jadąc do pracy komunikacją zbiorową, rowerem, czy po prostu idąc. Ale jest to możliwe tylko wtedy, kiedy środki budżetowe są mądrze wydatkowane, czyli wg klucza, który można ustalić decydując się na rozwój zrównoważony. Skoro nie stać nas na estakady, a budowa potrzebnych linii tramwajowych dziwnym trafem nie leży w interesie decydentów, może czas zwrócić się ku rozbudowie najtańszej infrastruktury – dla pieszych i rowerzystów, i na poważnie zacząć im ułatwiać poruszanie się po mieście.

foto:by nd Sebastian Fritzon