Krakowianie odchodzą od zmysłów

Krakowianie odchodzą od zmysłów kiedy:
- nie mogą swobodnie chodzić po chodnikach zastawionych przez samochody,
- nie mają przyzwoitej infrastruktury rowerowej umożliwiającej bezpieczne poruszanie się na bicyklu po mieście,
- gniotą się w niemiłosiernym ścisku w autobusach i tramwajach
i wreszcie
- kiedy trochę na własne życzenie stoją w ulicznych korkach.
Najbardziej odchodzą od zmysłów, właściwie trafniej jest napisać, tracą rozum, niektórzy krakowscy radni. Mocno odjechał Łukasz Osmenda, którego ostatnia wypowiedź jest tego najlepszym świadectwem:
Miasto musi żyć i musi być dojazd do centrum. Na zamykanie kolejnych ulic, nawet czasowe, się nie zgodzimy, skoro nie ma parkingów i pełnych obwodnic. Można się natomiast zastanowić nad czasowym otwarciem zamkniętych ulic w ścisłym centrum.
Takim podejściem radny Osmenda jest na autostradzie prowadzącej do uczynienia Krakowa miastem nie tylko nie do życia, ale nawet nie do jeżdżenia.
Oczywiście, że dojazd do centrum miasta, podobnie jak i do innych jego rejonów musi istnieć, by miasto poprawnie funkcjonowało, ale wcale nie musi on być realizowany przy użyciu samochodów. Przykłady miast amerykańskich dowodzą jak zgubne jest myślenie, że wszędzie można lub trzeba dojechać samochodem. Kraków może się doskonale rozwijać stając się miastem przyjaźniejszym do życia korzystając z wzorca Kopanhagi, czy miast holenderskich.
Rozwój, wzrost zadowolenia mieszkańców, wzrost zamożności, można osiągnąć jadąc do pracy komunikacją zbiorową, rowerem, czy po prostu idąc. Ale jest to możliwe tylko wtedy, kiedy środki budżetowe są mądrze wydatkowane, czyli wg klucza, który można ustalić decydując się na rozwój zrównoważony. Skoro nie stać nas na estakady, a budowa potrzebnych linii tramwajowych dziwnym trafem nie leży w interesie decydentów, może czas zwrócić się ku rozbudowie najtańszej infrastruktury – dla pieszych i rowerzystów, i na poważnie zacząć im ułatwiać poruszanie się po mieście.
foto:
Sebastian Fritzon























Wyczuwam lekką prowokację, niemniej należy chyba nieco zgłębić temat.
Rower jest bardzo dobrym środkiem komunikacji, ale tylko na pewnych odległościach (powiedzmy do 5km). Ścieżki rowerowe poprawią więc głównie sytuację mieszkających bliżej centrum. Uważam, że traktowanie roweru jako leku na wszelkie zło byłoby dużym błędem i nie chciałbym, żeby skądinąd niezbędna budowa ścieżek była usprawiedliwieniem dla braku inwestycji w KM.
Pozdrawiam
nie jestem przyciwny inwestycjom w KM, skądże znowu. chcę by szły na nią odpowiednie do potrzeb środki budżetowe. ale jak dotąd więcej prac jest wykonywanych w infrastrukturze dla samochodowego transportu indywidualnego.
wczesniej do pracy mialem 7km i rower był najszybszym środkiem dojazdu. próbowałem kilkakrotnie powtórzyć wynik samochodem lub tramwajami i nie udało się, a nie pracowalem w centrum.
rower nie jest panaceum na problemy komunikacyjne, ale jest ważnym elementem komunikacji miejskiej jako całości (aut, KM, rowerów, pieszych).
uważam, że w Krakowie przydałby się rok np. 2009 poważnych inwestycji w czyste formy transportu. rozpoczęcie budowy brakujących linii tramwajowych na Ruczaj, dokończenie trasy KST, połączenie pętli rakowickiej z Mistrzejowicami, remont Mogilskiej oraz równoległe wytyczanie nowych dróg rowerowych oraz odważne wprowadzenie prawdziwie rewolucyjnych zmian w ruchu w obrębie 2. obwodnicy. wtedy zobaczylibysmy, że KM i rower to prawdziwa alternatywa dla samochodu, a nie alternatywa dla zdeterminowanych.
m.
nie wszyscy przecież pracują w centrum.
Osmenda jest człowiekiem ograniczonym, dla którego samochód jest przedłużeniem męskości. Moim zdaniem nie warto nawet komentować tego stosu bzdur, które wypuszcza na świat ilekroć się wypowiada. Do niego nawet strefa A na Franciszkańskiej nie przemówiłaby, o rzeczowych argumentach nie wspominając…
Fajnie, że zestawiłeś stanie w korku oraz ścisk w autobusie. Jak tak się zastanawiam, to wolę siedzieć za kółkiem i współtworzyć ten korek, niż stać w autobusie, który i tak będzie stał w korku oraz i tak będzie zatłoczony. Nie chcę myśleć, co by było jakby jeszcze więcej ludzi jeździło MPK, jeśli działa ona tak jak działa…
@vear
racja z OsMendą, ale czy nie warto komentować skoro ten człowiek jest przewodniczącym komisji infrastruktury w Krakowie. mysle, ze trzeba pietnowac jego wypowiedzi. jeden z moich tekstow po wpisaniu osmenda w google pozycjonuje sie na pierwszej stronie, niech ludzie wiedza, ze osmenda nie tylko chce zajechac to miasto, ale jeszcze zasypac odpadami.
@ACTE
jasne, że wygodniej się siedzi w samochodzie, ale transport oparty w dużej mierze o auta to jak wnyki kłusownika. gwarantuje być może szybszą zdobycz – osiągniecie celu podróży, ale także olbrzymie cierpienie – wszystkich, samego kierowcy frustrującego się korkami i pozostałych mieszkańców miasta nieustannie podtruwanych i spacyfikowanych przez samochody ma chodnikach, trawnikach, podjazdach, niemal wszędzie.
Acte jesli przez takich jak osmenda i jemu podobnych z bólem i po walkach przenzcza się pieniądze na rozwój transportu zbiorowego, to nie dziw się, że zatłoczenie w pojazdach jest duże.
@marcin
W mojej głowie panuje racjonalizm i przeważnie stoicyzm. Nie mogę się denerwować na korki, skoro świadomie wsiadłem do auta w godzinach szczytu (czego unikam, bo noga boli od sprzęgła :D).
Ja się nie dziwię, że MPK nie wyrabia. Ja po prostu dostosowuje swoje potrzeby i możliwości do realiów panujących w danej chwili. Nie uśmiecha mi się męczennictwo w imię wyższych idei, że “kiedyś będzie tak jak w Holandii!”. Jak będzie, to wtedy zostawię auto pod blokiem. Niech rdzewieje pieroństwo! :) (no. tak swoją drogą to samochód musi trochę jeździć. nieużywany też się psuje i dopiero przysparza trosk, gdy parę stówek idzie na nowe części)
@ACTE, otóż to.
@marcin No cóż, też chciałem jeździć do pracy rowerem (~3-4km) ale ponieważ polskie Państwo wymaga ode mnie założenia oczojebnej kamizelki wybiłem sobie z głowy ten pomysł. Ciekaw jestem ilu się znajdzie chętnych do robienia z siebie pajaca po wprowadzeniu tego fantastycznego przepisu.
Ale żeby nie było – oczywiście zgadzam się co do potrzeby popularyzacji dwóch kółek.
@m
ależ nadal możesz jeździć do pracy na rowerze bez wątpliwej urody kamizelki. kasku też ie musisz nosić. tego przepisu jeszcze nie ma i nie wiadomo czy w ogóle przejdzie. poza tym mialbym on obowiązywać poza terenem zabudowanym.
ale zgadzam się z Tobą, że jego wprowadzenie na pewno skutecznie obniżyłoby liczbę cyklistów.
uff, czyli na szczescie niepotrzebnie się przeraziłem
dziękuję za informacje.
ACTE,
Przewaga stania w autobusie nad siedzeniem w samochodzie jest taka, ze za cala podroz placisz 2 zlote a nie 10 i jeszcze mozesz poczytac ksiazke. Jak jezdzilem kilka lat temy sporo samochodem probowalem czytac gazete w korku, ale jednak az takiego gridlocka u nas nie ma! :)
@smif
To jest właśnie świadomy wybór. Komfort kosztuje ;) A w tym wypadku wolę jedynie pracować stopami, będąc np. zmęczonym po treningu, niż stać w autobusie i uprzykrzać tym samym podróż innym (podkreślam po treningu/ :D). Jednak często ekonomia wygrywa i wsiadam w MPK.
I slusznie. U mnie czasem przyjemnosc wygrywa i wsiadam do auta.
Ale najgorzej, gdy mam czas i nie wiem, czym wolalbym pojechac – rowerem czy autem – a obydwie formy lubie :)
ja wybieram samochod tylko wtedy, kiedy musze cos przewiezc, albo odleglosc jest tak duza, ze na rowerze bylaby to raczej dluga wycieczka niz nawet 40 min dojazd. wlasciwie to jest mniej wiecej granica zasiegu roweru, jaka ja stosuje.
imho samochod lepiej “smakuje” jak sie nim nie jezdzi codziennie.
@marcin
Zgadzam się co do codziennej jazdy ;) Ostatnio nie jeździłem z tydzień i dzisiaj to aż mnie rwało. I rwie nadal. Jeszcze jedna przejażdżka dziś ;)
@m
Tajemniczy Panie “m”
Piszesz, cytuję:
“No cóż, też chciałem jeździć do pracy rowerem (~3-4km) ale ponieważ polskie Państwo wymaga ode mnie założenia oczojebnej kamizelki wybiłem sobie z głowy ten pomysł. Ciekaw jestem ilu się znajdzie chętnych do robienia z siebie pajaca po wprowadzeniu tego fantastycznego przepisu”
Dawno już nie komentowałem, ale to powyższe stwierdzenie muszę :)
Otóż – proszę wybaczyć sarkazm i specjalnie przyjętą złośliwość – cytowany wyżej “m” (pomijając głupoty jakie pisze w sprawie kamizelek – jak w parafrazie przysłowia: gdzieś coś dzwonią ale nawet nie wiadomo, czy jest tam kościół… :))
to niestety TYPOWY przykład człowieka, który znalazł sobie cudowną wymówkę (i argument – w tym przypadku debilny, bo przede wszystkim niezgodny z prawdą), żeby tylko NIE JEŹDZIĆ NA ROWERZE.
I jeszcze się tym dzieli w wielką “radością” z innymi!
To jest właśnie podejście, które mnie drażni i bardzo irytuje.
Jeśli ktoś chce naprawdę coś zmieniać w swoim życiu, otoczeniu, świecie itp. – a w naszym przypadku jeśli ktoś NAPRAWDĘ chce jeździć na rowerze, TO NIE SZUKA DURNOWATYCH ARGUMENTÓW w stylu ww. kretyńskich kamizelek, przy okazji się ośmieszając, bo nawet nie ma pojęcia, że takie prawo NIE OBOWIĄZUJE.
Więc jeśli ktoś chce, to po prostu wsiada na rower i … zmienia świat na lepsze :))
A jak się pojawiają problemy (a oczywiście się pojawiają) w przeróżnych kwestiach – to trzeba próbować temu przeciwdziałać, na przykład organizując się i wspierając “walkę” o lepszą infrastrukturę dla rowerów czy poprawę bezpieczeństwa…
Ale po co, “m” walnie nam tekst, że chciałby, ale nie chce robić pajaca z siebie, wiecie Państwo, rozumiecie….
Tak właśnie wygląda mentalność Polaka i szukanie usprawiedliwienia/wymówki na każdym kroku.
To ja już wolę typ ACTE, który nie ma ochoty jeździć na rowerze, bo uwielbia swoją puszkę :) i przynajmniej jest w tym uczciwy i nie szuka durnowatych wymówek :)
A z częstszych wymówek osób, które niby-chcą jeździć na rowerze, ale są to tylko czcze deklaracje napiszę Wam kilka:
- jeździł(a)bym, ale niech miasto zbuduje ścieżki rowerowe, to wtedy się zastanowię
- nie będę jeździł/a do pracy na rowerze, bo nie mam gdzie go zostawić, to nie dla mnie
- nie ma sensu jeździć na rowerze, bo w Polsce jest zima, no, a jak ja będę jeździć w zimie??
- w pracy muszę być w garniturze/kostiumie – no to jak sobie wyobrażasz jazdę do pracy na rowerze?? W garniturze??
- nie mogę jeździć na rowerze, bo mam dziecko/dzieci!!! Rozumiesz?? No, przecież nie będę jeździć z dziećmi bo zasmrodzonych ulicach!! A poza tym, jak to sobie wyobrażasz?
- nie będę jeździć na rowerze i nie mogę go kupić, bo nie mam go gdzie trzymać…
itp. itd
Więc na koniec proszę, jak macie pisać takie kretyńskie argumenty jak “m” to lepiej w ogóle nie piszcie, nie kupujcie roweru, nie jeździjcie nim, nikt nie będzie z tego powodu zmartwiony … :)
mocne słowa JarMark, mocne i wielu miejscach przerażająco prawdziwie, szczególnie wymienione uniwersalne wymówki.
Wlasnie mialem przed chwila rozmowe w pracy z 2ma osobami, ktore skomentowaly moje jezdzenie do pracy rowerem w kontekscie tego co wtedy dzialo sie za oknem (snieg z deszczem). Odpowiedzialem, ze wcale nie bede “zachlapany” bo mam blotniki i ze wcale nie bede mial “spodni brudnych od lancucha” bo mam oslone rzeczonego.
W zwiazku z tym juz wiedza, ze SIE DA.
I na tym polega “making a difference”. Kolejne osoby, które dzieki mnie wiedzą, że MOZNA jezdzic na rowerze chociazby w garniturze, nie tylko w krotkich spodenkach i adidasach.
@JarMark
“gdzieś coś dzwonią ale nawet nie wiadomo, czy jest tam kościół… :))”
Widzisz, różnica między mną a Tobą jest taka, że Ty się interesujesz sprawami rowerowymi i jesteś na bieżąco. Ja wiedzę na ten temat siłą rzeczy czerpię z przypadkowo przeczytanych artykułów w gazetach. O mylności tychże mógłbyś pewnie zrobić nam tu całkiem obszerny wykład.
Tak, przyznaję się, zostałem wprowadzony w błąd. Marcin mnie z niego wyprowadził, za co mu dziękuję.
Jeśli chodzi o Twoje zarzuty – (nawet jeśli posłużyłeś się mną jako przenośnią, przykładem) po co mi wmawiać takie głupoty?
Jeśli tak bardzo Cię interesuje moja osoba, to powiem Ci, że lubię rower. Jak byłem młodszy to nawet sporo jeździłem, nie tylko rekreacyjnie. Pomimo tego wolę komunikację miejską. Przede wszystkim ze względu na możliwość czytania prasy, rozmowy z przyjaciółmi i większą swobodę (mogę iść na piwo i wracając nie zastanawiam się, czy złapie mnie Policja; mogę coś przewieźć w ręce zamiast nosić plecak; nie musze szukać uchwytów do zaparkownia itp), choć oczywiście zależy to od pory roku i charakteru podróży. Obecnie rozważam dojazd do pracy rowerem, ponieważ jest dla mnie konkurencyjny kosztowo i pomoże mi popracować nad kondycją. Zero ideologii.
A jeśli chodzi o “wymówkowość” tego nieprawdziwego argumentu z kamizelkami – cóż, dla Ciebie może to nie jest istotne co masz na sobie poruszając się po mieście. Dla mnie jest. Tyle w tej materii.
Jeszcze taka refleksja.. jesteś idealistą, bardzo dobrze. Spróbuj tylko patrzeć na innych ludzi jak na nie-idealistów. Spróbuj przekonać ich do swoich słusznych racji argumentami, które do nich trafiają. Jeśli rower jest Twoim zdaniem niekonkurencyjny dla większości podróżnych, to zmień to. Walcz o to, głośno mów o problemach komunikacyjnych, zaangażuj się społecznie. Ale nie obrażaj się na innych, jeśli odkryjesz, że oni nie wyznają Twoich idei i kierują się czystym rachunkiem zysków i strat.
@marcin wojcik, idziemy do MPK z pomyslem na zapowiadanie przystankow? w sumie nie wiem czy lepiej isc bezposrednio do jakiegoś kacyka czy wysłać im mejla z prezentacją.. jakies pomysly?
@m
JarMark chyba za bardzo emocjonalnie podszedł do Twojej wcześniejszej wypowiedzi. Trochę go rozumiem, bo od lat robi na tym trudnym w Krakowie polu naprawdę dużo – działa społecznie, a opór materii jest olbrzymi, czasem więc i człowieka może ponieść.
odnośnie zapowiadania przystanków, napisze do Ciebie na priv. myślem, że trzeba i do ZIKiT, i do MPK, a nawet do UMK
@JarMark
Mnie też nie do końca trafnie oceniłeś ;) Prawko mam dopiero od września, więc teraz jeżdżę możliwie dużo choćby po to, by nabrać doświadczenia, wyrobić nawyki itp. To jest jeden z aspektów.
Nie przepadam za jazdą na rowerze poniżej 10 stopni, dlatego ostatnio stoi on i się kurzy. Jednak na wiosnę auto pójdzie w odstawkę i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przy dobrej pogodzie na trening na Most Dębnicki czy stadion Korony pojadę autem ;)
Podsumowując – moja miłość do puszki wynika z konieczności ciągłej nauki posługiwania się nią. Nie należę do tych, zbliżonych mi wiekiem, którzy po pół roku czują się panami na drodze :)
JarMark odpowiada:
1)
@ do m: Piszesz do mnie: “Jeśli tak bardzo Cię interesuje moja osoba, to powiem Ci, że lubię rower (…)”
Panie “m” – moja emocjonalna (i zgryźliwa) wypowiedź była oczywiście prawdziwa i spontaniczna, ale nie miała na celu obrażać kogokolwiek lecz wzbudzić refleksję, dyskusję, co sądząc po powyższych wpsiach – mi się udało.
Odpowiem więc Ci tak: nie interesuje mnie Twoja osoba jako “Ty” bo przecież Cię nie znam i absolutnie nie mam ani zamiaru “wrzucać” Cię na siłę na rower czy jakikolwiek inny środek transportu, ani też – tym bardziej – obrażać Cię.
Przyznam jednak (i podkreślam to), że to, czym jeździsz i jak – to jest Twoim wyborem i nic mi do tego.
Natomiast wyraźnym “przesłaniem” mojego komentarza było – niestety na Twoim przykładzie, za co mam nadzieję, że się nie gniewasz na mnie :)) – pokazanie, że takim argumentem, jaki przedstawiłeś wpadasz w pułapkę SZUKANIA USPRAWIEDLIWIEŃ.
Nie interesuje mnie, czy i dlaczego NIE CHCESZ bądź NIE MOŻESZ jeździć na rowerze. Proszę jednak, jeśli używasz jakichkolwiek argumentów, w tym o niefortunnych kamizelkach, żeby po prostu się zastanowić.
Komu i czemu ma służyć takie Twoje stwierdzenie, że chciałbyś, ale coś tam ….???? Nikomu.
Mnie to irytuje, podobnie jak moje komentarze mają prawo irytować Ciebie.
Chodzi mi o to, abyś spróbował “wyjść” poza utarte schematy i nie tworzył kolejnych mitów, czy nic nie wnoszących argumentów.
Choć jestem idealistą (i dziękuję Ci za trafną ocenę) NIE mam zamiaru nikogo uszczęśliwiać na siłę, ani nie mam najmniejszego zamiaru Ciebie i nikogo “na siłę” namawiać do tego, żebyś jeździł na rowerze czy nie.
Chciałbym natomiast namówić Ciebie, i każdą inną osobą na zmianę zachowań komunikacyjnych: różnorodność, elastyczność, stawianie zawsze na lepsze środki transportu, lepsze z punktu widzenia nie tylko własnej wygody i egoistycznego podejścia, ale też z punktu widzenia szeroko pojętego ogółu, wspólnego dobra społecznego, miasta, przestrzeni itp.
Dlatego zawsze proponuję i zachęcam: do jazdy na rowerze i/lub chodzenia na piechotę i/lub jeżdżenia tramwajem/autobusem/koleją.
Przede wszystkim.
Samochód w masowym wydaniu na małej (miejskiej) przestrzeni jest po prostu czymś przerażająco niszczycielskim. Jest fatalnym nieporozumieniem naszej “chorej” cywilizacji. I choć sam czasem używam samochodu (i jako kierowca i jako pasażer) to uważam, że w miastach używanie samochodów należy ograniczyć do niezbędnego minimum i do takiego poziomu, aby jak najmniej szkodził. I sam używam go bardzo rzadko, wyjątkowo.
Na razie masowa motoryzacja pożera nasze miasta, ulice, chodniki, skwery, place, zieleńce, truje spalinami, zabija i powoduje kalectwo u masy ludzi, degraduje przestrzeń, powoduje korki i straty czasu u WSZYSTKICH, zniewala i uzależnia tysiące ludzi….
Dlatego między innymi jako alternatywę proponuję rower (i transport publiczny).
Idealizm? Naiwność?? Możliwe.
Ale “m” jak chcesz – to jeździj na rowerze, jak nie chcesz, to nie jeździj. I tyle. Nie mam zamiaru, co już wcześniej wspomniałem, uszczęśliwiać Cię rowerem na siłę :))
I tyle.
2)
@ ACTE:
“Nie przepadam za jazdą na rowerze poniżej 10 stopni, dlatego ostatnio stoi on i się kurzy. Jednak na wiosnę auto pójdzie w odstawkę i nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przy dobrej pogodzie na trening na Most Dębnicki czy stadion Korony pojadę autem ;)”
No i właśnie za to lubię was, blog Marcina i to, że możemy sobie ciekawie – a nawet twórczo – dyskutować.
Nie przeszkadza mi to, że jeździ ktoś samochodem w ogóle, bo byłbym nie tyle idealistą, co oderwanym od życia “głupkiem” :))
No i brak dodatkowych informacji od Ciebie spowodował, że moja “ocena” Ciebie była nie do końca prawdziwa, oczywiście niezamierzona.
Cieszę się więc, że piszesz po prostu, że teraz jeździsz samochodem (bo tak lubisz i się uczysz) a na wiosnę będziesz częściej jeździł rowerem. I właśnie to jest super – po prostu nie zamykasz się w swojej “puszce” (uwielbiam to złośliwe określenie na samochód) :)) lecz starasz się dokonywać różnorodności wyboru środka transportu.
I mniejsza z tym, czym jest to spowodowane (czy wygodą, czy ekonomią, czy racjonalnym podejściem, czy jakąkolwiek inną przesłanką).
Ważne, że po prostu chcesz jeździć NIE TYLKO samochodem, ale i rowerem. Gdyby tak większość ludzi “przywiązanych” do swoich puszek tak próbowała, już Kraków (i każde inne miasto) stało by się lepsze i spokojniejsze… :)
Pozdrawiam
“Komu i czemu ma służyć takie Twoje stwierdzenie, że chciałbyś, ale coś tam ….???? Nikomu.”
Wydaje mi się, że o ile ten artykuł stawia tezę, że rower jest poważną alternatywą dla wielu podróżujących, to po wprowadzeniu przepisu o kamizelkach przestałby nią być. Dlatego też uznałem za stosowne powiedzieć, co o nim myślę. I sądzę, że moje opinie możnaby ekstrapolować na znaczną część potencjalnych cyklistów.
Zresztą np. ja jako miłośnik komunikacji miejskiej bardzo lubię słuchać dlaczego ktoś jeździ/nie jeździ/ narzeka na KM, bo to pozwala mi wyrobić sobie pogląda co należy usprawnić itd. Ale czy Ciebie interesuje, dlaczego inni odkładają rower, to już nie moja sprawa.
Aha, nie gniewam się, czego się nie robi dla dobra nauki :)
@ m
No to czas zakończyć naszą – “naukową” dykusję :)
A swoją drogą, to ja jestem pasjonatem komunikacji miejskiej :) Więc możliwe, że się znamy. Chętnie się “pospieram” więc dalej, tym razem na temat moich ukochanych tramwajów.
Pozdrawiam :)
o tramwajach sie chcecie spierać?
nie ma problemu, postaram się napisać coś co da wam pole do popisu.
photo day w zajezdni Podgórze
No nie wiem, czy mamy szansę się znać, bo ja poozostaję poza głównym nurtem miłośniczym :) Nie łażę na nocki itp. imprezy. Ale pospierać się mogę, jeśli temat będzie ciekawy.
Trochę z innej beczki niż poprzednicy, ale niejako w związku z pierwszym powodem dla którego Krakowianie odchodzą od zmysłów. Chodniki są ciasne, owszem, samochody zajmują większość przestrzeni przeznaczonej dla pieszych też owszem, jeszcze są do tego wszystkiego niemiłosiernie krzywe i dziurawe. Ścieżki rowerowe też owszem, potrzebne. Ale co do licha ze ścieżkami, trasami, alejkami chodnikami przyjaznymi matkom popychającym po tym wszystkim, między tym wszystkim, wzdłuż tego wszystkiego wózki z dziećmi?
Nóż się w kieszeni otwiera, albo raczej pęk kluczy, by takiemu co samochodem staje na chodniku i nosem dotyka ściany budynku na masce zostawić pamiątkę bezsilnej wściekłości, gdy po raz kolejny w ciągu jednego wyjścia na miasto, trzeba wyjechać z dzieckiem na ulicę i wymusić pierwszeństwo na sznurze jadących samochodów. Z duszą na ramieniu, by dziecku nic się nie stało, i paradoksalnie dziękując Bogu za korki, dzięki którym kierowcy nie mogą się spieszyć. A co z parkami, alejkami, po których można by pchać wózek bez strachu, że alejka okaże się jezdnią, a po wypuszczone z kajdan wózka młode zaraz trzeba będzie dać susa w obawie, że stratuje je rowerzysta. A gdzie parki, tereny zielone w centrum miasta?
Z obawą myślę o wiośnie, która instynktownie każe rodzicom wyjechać z dziećmi na miasto i o władzach tegoż, którym być może marzy się by wózki składały się na płasko, razem z dziećmi.
@ j
Jeśli chodzi o bezczelne i nieprawidłowe albo nielegalne parkowanie bardzo utrudniające życie pieszym, to musimy w obecnych warunkach niestety walczyć o przestrzeń.
Jeśli nie możesz przejechać z wózkiem po chodniku, który jest całkowicie zastawiony przez samochód – proponuję Ci dzwonić od razu na tel. 986 (z automatu, których jest jednak wciąż sporo – bezpłatnie), z tel. komórkowego wybierasz 12986.
Zapewniam Cię, że mimo, iż straż miejska jest nadal nieudolna, to jednak próbują i starają się interweniować.
Coraz częściej takie pojazdy są odholowywane. Zwłaszcza, jeśli jakaś “uparta” mama czeka na miejscu i wymaga tego od strażników.
To działa – bo sam widziałem i byłem w ciężkim szoku :)) Na ul. Św. Gertrudy, a drugi raz na Starowiślnej.
Spróbuj więc od czasu do czasu postąpić obywatelsko – zadzwoń do straży miejskiej, powiedz, że nie możesz przejść z wózkiem. Poczekaj. Zażądaj odholowania takiego auta!
Spróbuj choć raz i zachęć inne mamy z wózkami. Nie pozwólcie na takie chamstwo i bezprawie…
Najgorsze to bierność i pisanie jak wyżej, że “Ci się nóż w kieszeni otwiera” …
I nie miej absolutnie żadnych, ale to żadnych wyrzutów sumienia, że usunęli to auto i ktoś musi zapłacić.
Aha
1) NIE MASZ obowiązku podawać swoich danych strażnikom.
2) Jeśli nie masz czasu, nie chcesz lub boisz się czekać – przy zgłoszeniu na straż miejską MASZ prawo poprosić, żeby oddzwonili i potwierdzili jak zakończyła się interwencja. To jest obowiązek straży miejskiej.
Zachęcam i życzę powodzenia.
Tylko tak da się nauczyć egoistów zastawiających całe chodniki …
A tak się zastanawiam: co ze ścieżką przy Bibliotece Jagiellońskiej [od tyłu]. Czy ona jest jakoś programowo zastawiona czy nieczynna czy co?
Odcinek drogi rowerowej w ul. OLEANDRY (tj. przy nowym budynku Bibliotego Jagiellońskiej, na ok. 150 metrowym odcinku ul. Oleandry od skrzyżowania z ul. Ingardena do Schroniska Młodzieżowego ZOSTAŁA FORMALNIE ZLIKWIDOWANA.
Dodam, że wniosek taki był składany również na Zespole Zadaniowym ds. ścieżek rowerowych przez przedstawicieli org. pozarządowych (z czym się w pełni zgadzam).
Droga rowerowa w ul. Oleandry powstała jako jedna z pierwszych kilkanaście lat temu.
Zarówno przebieg (po chodniku!!!!) jak i wykonanie i oznakowanie było – patrząc z punktu widzenia dzisiejszych standardów – radosną “tfurczością”, zupełnie nie przydatną dla rowerzystów.
Sam osobiście nigdy nie korzystałem z tego “cudownego” rozwiązania i – podobnie jak większość rowerzystów – jeździłem po jezdni w ruchu ogólnym.
Po prostu. Tak jest i lepiej, i wygodniej, i szybciej, i… bezpieczniej. Chodnik, na którym wyznaczono idiotycznie drogę rowerową jest i tak notorycznie zastawiony przez samochody, a piesi nie mieli/mają jak normalnie iść tym odcinkiem ul. Oleandry.
Reasumując: przykład drogi rowerowej w ul. Oleandry to typowy przykład tego jak NIE POWINNO SIĘ projektować i budować drogi rowerowej na takich ulicach!!!
____
A przy okazji – oficjalnie w prawie o ruchu drogowym nie ma pojęcia “ścieżki rowerowej” to jest takie potoczne określenie, którego starajmy się nie używać, bardzo proszę.
Mimo, że nawet Zespół zadaniowy ma swym “tytule” ścieżki rowerowe … :)
Pozdrawiam, JarMark
No ten ciąg rowerowy nie był jakiś wybitnie sprytny, inna sprawa, że jakby wywalić stamtąd blachosmrody to spokojnie można zmieścić pieszych rowery i byłoby wszystkim wygodnie.
W każdym razie szkoda, że nie jest to jakaś bardziej wyraźnie zaznaczone [np poprzez wymazanie oznakowania]
dzięki za info
w takich miejscach jak rzeczona ulica, nie potrzebne są drogi rowerowe, bo rowerzyści mogą się tam bezpiecznie i sprawnie poruszać w ruchu ogólnym. owszem należałoby tam trochę uporządkować parkowanie, by piesi mogli swobodnie chodzić.
[...] rusza 12 grudnia (37)Dzień Ryby (37)Plac Matejki a choroba samochodowa (36)Gadżety za bilety (33)Krakowianie odchodzą od zmysłów (33)Jednopoziomowe rondo Grzegórzeckie (31)Będzie wypożyczalnia miejskich rowerów (30)Dzień [...]