ZIKiT dyskryminuje rowerzystów

27 03 2009 ::

Krakowski Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu wykazuje się wyjątkowo słabym zaangażowaniem w sprawy infrastruktury rowerowej. Nowe drogi rowerowe, mimo ambitnego planu, którym miasto się chwali, idzie jak po grudzie. A nowe trasy powstają w zasadzie wyłącznie przy okazji innych inwestycji. O takim sposobie myślenia, a przede wszystkim działania, w Krakowie pozostaje nam cyklistom wyłącznie pomarzyć, ewentualnie poczytać i obowiązkowo powalczyć manifestując w każdy ostatni piątek miesiąca o g. 18 pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Tam właśnie startuje masa krytyczna.

Najbardziej bolesny w postawie ZIKiT-u jest brak zrozumienia problemu i pokrętne tłumaczenie się urzędników. Krakowska Federacja Zielonych, która jest w ciągłym kontakcie pisemnym z zarządem, ostatnio otrzymała kolejną popisową odpowiedź w sprawie zagospodarowania jedenastu sztuk stojaków rowerowych z remontowanego placu Szczepańskiego. Po przebudowie tzw. salon secesyjny zyska stylowe parkingi dla cyklistów.

W nawiązaniu do Państwa pisma, ZIKiT informuje, że:
stojaki rowerowe, które zostaną zdemontowane w wyniku przebudowy pl. Szczepańskiego można wykorzystać i przenieść częściowo na pl. Dominikański – 6 szt. Informujemy również, że nie ma możliwości umieszczenia 3 szt. stojaków rowerowych na ul. Brackiej, z uwagi na duży ruch kołowy (strefa B – pojazdy zaopatrzenia oraz taksówki). Ponadto nie ma możliwości lokalizacji 2 szt. stojaków rowerowych w rejonie skrzyżowania ul. św. Tomasza i św. Jana z uwagi na niedostateczną szerokość chodników – w obrębie skrzyżowania ul. Sławkowskiej i ul. św. Tomasza zamontowane są już 3 szt. stojaków rowerowych typu ucho w pełni zaspokajające potrzeby cyklistów.

Zacznę od końca tej, dla mnie śmiesznej, wypowiedzi. Stojaki na rogu ulic Sławkowskiej i św. Tomasza owszem zaspokajają potrzeby cyklistów, których punktem docelowym jest ul. Sławkowska, a nie usługowe zagłębie jakim jest zaułek niewiernego Tomasza plus zespół kinowy ARS. W tym rejonie brak stojaków zacznie być zauważalny w najbliższych tygodniach wraz ze wzrostem temperatury. Wąskie chodniki nie powinny być wymówką, ponieważ zgodnie ze standardami technicznymi przyjętymi zarządzeniem prezydenta Krakowa. Na stronie 30 dokumentu jest wyraźnie napisane, iż w centrum Krakowa zaleca się umieszczać stojaki:

w jezdniach ulic na niektórych miejscach dotychczas wykorzystywanych jako miejsca postojowe samochodów, tak, aby nie utrudniać ruchu pieszych, w grupach po 4-6

Najwyraźniej urzędnicy ZIKiT nie znają rzeczonego dokumentu. Polecam dokładne jego przestudiowanie, bo przypadek ulicy Brackiej również pod niego podpada. A jeśli jest tam duży ruch kołowy, to zgodnie z wciąż obowiązującą polityką transportową miasta powinien być on wtym rejonie uspokajany. Ustawienie stojaków rowerowych wraz z elementami małej architektury doskonale się do tego nadaje.

Na podwieczorek proponuje wywiad z szefową nowojorskiego wydziału transportu – Janette Sadik-Khan. Ciekawe kiedy dyrektor Joanna Niedziałkowska będzie się mogła pochwalić podobnymi osiągnięciami w Krakowie.

Międzynarodowy Dzień Teatru

27 03 2009 ::

krakow teatr slowackiego dzien teatru smif

Dobry teatralny budzik Hub nie pozwolił mi przespać obchodzonego dziś Międzynarodowego Dnia Teatru. Święto zostało ustanowione w 1961 roku, by upamiętnić otwarcie pierwszego sezonu Teatru Narodów w Paryżu w 1957 roku, na którym spotkały się zespoły z obu stron nie teatralnej, choć tragicznej żelaznej kurtyny.

Jedni święto obchodzą uroczyście: na PWST o g. 16 ze sceny orędzie wygłosi Ludwik Flaszen – współtwórca Teatru Laboratorium, współpracownik Jerzego Grotowskiego.

Drudzy do teatru wprowadzają telefony komórkowe, ale nie po to by przeszkadzały aktorom podczas spektaklu. Przeciwnie, by zapełniały widownię. Teatr im. Słowackiego dziś startuje z opcją płacenia za bilety przez telefon komórkowy.

Inni świętują całkowicie na luzie ogłaszając dzień kołtuna. Ten co prawda Teatr Łaźnia Nowa obchodzi dopiero jutro (28 marca), ale i tak warto na tę propozycję zwrócić uwagę. O g. 19 rozpocznie się czytanie sztuki Kawiarnia Mahatma czyli Sarmatrix kontratakuje – spektaklu o tajemniczym sarmacie z internetu zmagającym się z nieuchronną telenowelizacją życia codziennego.

A Ty jaką dziś odgrywasz rolę?

foto:by nc nd smif

Warszawska – droga rowerowa

26 03 2009 ::

krakow plac matejki droga rowerowa ddr krakow.bicycles Komunikaty UMK podobne są czasem do prognozy pogody. Wiosną rozpocznie się przebudowa brzmi tak samo nieprecyzyjnie, co po południu możliwe są opady śniegu. Kiedy dokładnie jedno czy drugie nastąpi, nie wiadomo. Pozostaje mieć nadzieję, że przypadek ul. Warszawskiej zacznie być realizowany jak najszybciej, bo początek lub koniec drogi rowerowej w północnym krańcu placu Matejki prosi się o podłączenie do infrastruktury drogowej.

Jak zapowiada ZIKiT, latem tego roku, po remoncie 300 metrowego odcinka od ul. Szlak do pl. Matejki, Warszawska stanie się ulicą jednokierunkową dla samochodów (ruch w kierunku placu), ale dwukierunkową dla ruchu rowerowego. Miasto planuje nasadzenie kilku drzew i budowę zatok parkingowych, które mają powstać po tej samej stronie co droga rowerowa. Spodziewam się podobnego rozwiązania co na placu Matejki, czyli że cykliści będą oddzieleni od ruchu samochodowego parkującymi autami.

Jeśli poprawnie, czytaj bezpiecznie dla rowerzystów, zostaną poprowadzone przejazdy przez skrzyżowania ul. Warszawskiej z ul. św. Filipa i Szlak oraz zostaną naprawione dziury w zupełnie nowej drodze rowerowej na placu Matejki, cykliści będą mieć mały powód do zadowolenia. Wciąż jednak pod względem infrastruktury rowerowej w Krakowie jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

foto:by nc krakow.bicycles

Codziennie jest Dzień Wody

26 03 2009 ::

woda butelkowana kto jej potrzebuje

Przespałem Światowy Dzień Wody, który w tym roku wypadł w niedziele 22 marca (zapewne właśnie dlatego), ale nie przespałem trzech dni tygodnia. Inne obowiązki oderwały mnie skutecznie od bloga. Już jestem i od, mam nadzieję wcale nie lania wody, zacznę. Światowy Dzień Wody to oczywiście tylko wytrych, by zwykle pomijany i zapomniany bardzo ważny temat problemu dostępu do wody pitnej dotyczący ok 1,1 miliarda ludzi na Ziemi (statystycznie co 6 osoby), był nagłośniony przez media.

W tym roku pierwszym głosem, aczkolwiek nie najlepszym, była Janina Ochojska wzywająca do oszczędzania wody – racjonalnego jej użytkowania i pomocy krajom, w których jej brakuje. Gdybym nie znał szczegółów tego apelu, nie miałbym do niego żadnych zastrzeżeń. Choć tego nie dostrzegamy gospodarka wodna w Polsce nie przedstawia się najlepiej. Dlatego efektywne korzystanie z wody przez każdego z nas naprawdę ma znaczenie, tym bardziej, że oszczędzanie wody to łatwe zadanie. Np. uszczelnienie kapiącego kranu z prędkością 1 kropli na sekundę uchroni przed zmarnowaniem 4 700 litrów wody rocznie. A biorąc prysznic zużyjesz ok. 4 krotnie mniej wody niż kąpiąc się w wannie (średnio 250 litrów).

Druga część apelu Ochojskiej dotycząca pomocy krajom, w których ludzie nie mają dostępu do wody pitnej, w proponowanej przez PAH formie budzi poważne zastrzeżenia. O ile prośba o 1% podatku jest przyzwoita, to namawianie do kupowania wody w plastikowych butelkach 0,33 litra firmy, która jest partnerem akcji, jest niemoralne i całkowicie nie do przyjęcia. Pomoc wg Ochojskiej i PAH-u dla krajów potrzebujących ma się odbywać kosztem zaśmiecania plastikiem naszego kraju.

Woda w plastikowych butelkach to jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla środowiska i całkowicie nieuzasadnione marnotrawstwo surowców i energii. Bez wdawania się w dyskusję o szkodliwości plastiku emitującego Bisfenol A, a także antymonu (butelki PET), znacznie lepszym rozwiązaniem pomocowym byłoby ustawienie punktów skupu plastikowych butelek, czy w ogóle opakowań. Uzyskane w ten sposób pieniądze na budowę nowych studni w Sudanie z pewnością byłyby czystsze.

foto:by nc calliope

Spacer rowerowy do Tyńca

20 03 2009 ::

Bike Friday

CouchSurfing Krakow organizuje w tę niedzielę 22 marca spacer rowerowy do Tyńca. Wszyscy są mile widziani, nie tylko członkowie CS. Jeśli pogoda nie dopisze to najdalej godzinę przed wyjazdem napiszemy tu w komentarzu, że wyjazd jest odwołany.

Spotykamy się o 10:30 na Rynku Głównym, pod pomnikiem Mickiewicza.

We are organizing a bike ride this Sunday. Let’s meet up in the center next to the Adam Mickiewiecz statue at 10:30. Right now, we’re planning a nice long ride out along the Wisła to Tyniec. The route along the Visła is flat, paved, and scenic, making this a perfect ride for more novice bicyclists. Assuming that the weather is nicer than predicted, I’ll bring along some sandwiches and we can have a little picnic at the end of our route.

If it’s raining or snowing on Sunday morning at 9:00, I will post on the message board that we’re canceled and we’ll do it another weekend.

Oh and if you don’t have a bike, there are several bike rental places located in the center.

tagi: ::

Wiosna w Camelocie z Grzegorzem Klatką

20 03 2009 ::

krakow spotkanie grzegorz klatka galeria camelot

Pozostając w wesołym prawie świątecznym nastroju zacznę od anegdoty, która świetnie obrazuje mentalność Czechów, narodu zgłębianego i fotografowanego przez Grzegorza Klatkę, absolwenta słynnej szkoły w Opavie – gościa dzisiejszego spotknia w Galerii Camelot o g. 19.

Stoimy raz z sąsiadem Martinem na ganku naszej Žižkovskiej kamienicy.
Przypalamy czerwone Petry, popijamy ciemnym Kozlem.
-Ech…pěkna ta naše Praha…
-Co vidiš pěknýho na tom zasranym Žižkově, Martine? Všude jen psí hovna.
-Žižkov možna ne, ale Staré město…architektura…hodně se děje…ech…mám to rad…
-A co se děje na Starým měste, Martine?
-To ja nevím. Ja tam vůbec nejezdim.

Wiosna w Camelocie to nie tylko spotkanie z fotografem i jego projektami, jeden z nich polecam na zachęte, ale także mały poczęstunek – czeskie piwo i sławne utopence.

foto: Grzegorz Klatka

Atrakcyjna czarna rzeka zdjęć z tagiem krakoff

19 03 2009 ::

Tak, to prawda. 19 marca 2006 roku opublikowałem pierwszy tekst na krakoff.info. Dokładnie nie pamiętam co miało większy wpływ na jego zieloną tematykę. Echa obchodzonego w NYC równie hucznie co w Irlandii, Dnia Św. Patryka, czy chęć silnego zaznaczenia profilu prawdopodobnie pierwszego miejskiego bloga w Krakowie, a może także w Polsce.

Dziś z okazji małego święta mojego trzyletniego blogaska, który jak słusznie wspomniała Gosia, współtworzycie również Wy moi drodzy czytelnicy, komentatorzy i fotoblogerzy niestrudzenie dokumentujący życie Krakowa i tagujący krakoff, chciałbym pokazać Wam naprawdę atrakcyjną czarną rzekę ponad 17 tysięcy zdjęć. Bez niej i bez Was, krakoff, podobnie jak miasto Kraków bez Wisły, nie byłby taki zajmujący. Dziękuję.

Najciekawsze zdjęcia 'krakoff' na Flickriver

Trzy lata z krakoff

19 03 2009 ::

krakoff

Moi drodzy, Marcin nic się nie chwali, więc ja to zrobię. Otóż, dziś, tj. 19 marca mija dokładnie 3 lata od ukazania się pierwszego postu na krakoff.info.

Niniejszym składam serdeczne gratulacje Marcinowi oraz wszystkim, którzy wspołtworzą treści na krakoff. Tym wszystkim którzy piszą posty, tym co tagują zdjęcia na flickr, tym co komentują – hip hip hurra!

Marcin, gratuluję wytrwałości i zaangażowania w pisanie krakoff i życzę Ci podpatrywania miejskiej przestrzeni – zarówno tej wirtualnej jak i tej realnej – tak samo dobrze jak do tej pory, a nawet lepiej :)
Powodzenia!

Nasze miasto, tamte czasy

19 03 2009 ::

krakow kazimierz gerald howson

Takiej okazji nie można przepuścić. Kraków i Kazimierz z lat 50-tych ubiegłego stulecia zarejestrowany na fotografiach przez Brytyjczyka Geralda Howsona od jutra do 30 kwietnia można podziwiać w Centrum Kultury Żydowskiej. Historia ta wydaje się być bardzo młoda, ale po powyższej fotografii widać jak bardzo zmienił się Kraków i krakowianie.

Gerald Howson przyjechał do naszego miasta w kwietniu 1959 roku z wysłużonym aparatem i kilkoma rolkami filmów. Jego zadaniem było udokumentowanie swej podróży dla elitarnego czasopisma Queen. Wykonał je tak dobrze, że redakcja nigdy nie zdecydowała się na opublikowanie materiału. Zdjęcia Brytyjczyka okazały się być wtedy zbyt szorstkie i prawdziwe. Jakie wrażenie zrobią na Tobie dzisiaj?

Kurator wystawy, Bogdan Frymorgen, tak opowiada o krakowskich doświadczeniach Brytyjczyka:

Fotografował przede wszystkim ludzi. Mimo, że nie mówił po polsku, nie bał się podchodzić do nich blisko. Interesowały go twarze, codzienne sytuacje i atmosfera Krakowa. Mniej budynki. Te jawią się na jego fotografiach niczym scenografia.

A sam Howson o tamtych dniach mówi:

Mieszkałem w Hiszpanii za czasów generała Franco i wiem jak wyglądają ludzie umęczeni tyranią. Polacy mieli jednak w sobie pewną szlachetność. Spotkałem tu wielu wspaniałych ludzi, którzy nie różnili się w niczym od Brytyjczyków.

foto: Gerald Howson

Wola śmierci z miłości do życia

17 03 2009 ::

krakow w strone morza kino racjonalistow dkf kino mikro W przemyśle kinowym drgnęło. W poniedziałek zmartwychwstało jedno z najstarszych kin Krakowa – kinoteatr Uciecha, natomiast za sprawą Stowarzyszenia Szczyt Kultury już w lutym dokonano reaktywacji Dyskusyjnego Klubu Filmowego Mikro-Odeon.

W tym tygodniu Szczyt Kultury zjednoczywszy siły z Kinem Racjonalistów przygotowuje spotkanie fimowo – dyskusyjne pt. Wola śmierci z miłości do życia. W programie prelekcja Elżbiety Binswanger, tłumaczki i dziennikarki oraz redaktorki portalu Racjonalista.pl, po której możemy spodziewać się naświetlenia problemu eutanazji z punktu widzenia świeckiego humanizmu. Następnie pokaz filmu Alejandro Amenábara W stronę morza (Mar Adentro), opowiadającego opartą na faktach historię Ramóna Sampedro, który po wypadku, mimo że otoczony miłością, latami ubiegał się o zgodę na przerwanie cierpień. Wolał godnie umrzeć, niż żyć ograniczony kalectwem. Po projekcji odbędzie się spotkanie i dyskusja z udziałem farmakologa i neurobiologa prof. Jerzego Vetulaniego.

Po latach kulturalnej recesji powolny powrót do idei DKF-ów pokazuje, że publiczność oczekuje od kina czegoś więcej niż bycia li tylko rozweselaczem i uśmieżaczem zmęczenia po tygodniowej harówce. Temat wybrany przez organizatorów spotkania Mikro-Odeonu jest tematem osobistym, dotykającym głębokich pokładów lęków niemal każdego z nas: strachu przed śmiercią, przemijaniem, umieraniem, bólem, kalectwem, nieistnieniem. Jednocześnie jest to temat publiczny, choćby w kontekście polskiego zapóźnienia w konstruowaniu prawa bioetycznego, kościelnego projektu ustawy autorstwa Gowina, czy debaty nt. prawa do godnej śmierci, rozpoczętej po tym, jak Barbara Jackiewicz poprosiła o możliwość podania śmiertelnego zastrzyku synowi pozostającemu w 24-letniej śpiączce.

Na razie najgłośniejszy i rozhisteryzowany jak zwykle głos w tej debacie dochodzi z rzymsko – katolickiej kruchty, jeśli jednak komuś nie wystarcza konstruowanie światopoglądu na podstawie domniemanych bezpośrednich kontaktów z absolutem, tego wypada zaprosić na spokojniejszą i prawdopodobnie bardziej rzeczową debatę w czwartek 19 marca, na g. 20 do kina Mikro.

Miejsca rekreacyjne w Krakowie

17 03 2009 ::

krakwo miejsca rekreacyjne bunkier sztuki isabella hollauf Strefy spędzania czasu wolnego: parki, place zabaw, ogródki działkowe, to przestrzeń, która jest w centrum mojego zainteresowania. To przestrzeń publiczna, co do której władze Krakowa zdają się nie mieć konkretnych, długofalowych planów, a co najgorsze wykazują wobec tej przestrzeni obojętność. Na szczęście miejsca rekreacyjne znajdują uznanie ludzi nieprzeciętnych – artystów. Austriaczka Isabella Hollauf, która skupiła się przede wszystkim na przemianach jakie nastąpiły przez ostatnie kilkadziesiąt lat, głównie w byłym bloku komunistycznym, ale także w krajach takich jak Austria i Szwecja, do 2 kwietnia w Bunkrze Sztuki prezentuje fotografie miejsc rekreacyjnych.

Melancholijne zdjęcia Isabelli Hollauf prowokują do pytań o to jak bardzo zmieniła się idea budowania wspólnoty. Podkreślają także staromodność miejsc rekreacyjnych, które nie przeszły sprawdzianu transformacji, pozostały na uboczu, jako nieopłacalne inwestycje. Pomimo tego, że powstawały z myślą o praktycznym ich wykorzystaniu, z perspektywy czasu wydają się być utopią. Jednocześnie te, które zostały poddane rewitalizacji, potrafią nadal przyciągnąć tłumy.

Istotną częścią projektu artystki jest materiał zdjęciowy z Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, o którym śnił wcześniej Tomek Wiech. W przypadku Hollauf chorzowski park stał się raczej obiektem archeologii wizualności. Źródłem informacji o miejscu była miejska strona internetowa, na której artystka znalazła klasyfikację chorzowskich atrakcji według nazwy, wieku i opłat za użytkowanie. Krótkie notki stały się częścią cyklu fotograficznego tworząc komentarz do obecnego statusu tych urządzeń, a także kondycji samego parku, łącząc jego funkcję emocjonalną z ekonomiczną.

Wybieram powolne, zrównoważone życie

17 03 2009 ::

Od tegorocznych obchodów dnia powolnego życia, które głównie miały miejsce w Tokio, minął tydzień. Właściwie termin celebrowania święta ruchu slow movement nie ma znaczenia, bo i tak zostało ono przemilczane w mediach. O przepraszam, jedynie Dziennik napisał w kontekście zrównoważonego życia tekst o demencji powodowanej nadmierną ilością pracy. Szkoda tylko, że pospieszył się z tą informacją. Moje spóźnienie jest w tym przypadku chyba bardziej stosowne.

Tak naprawdę podjąłem temat sprowokowany przez media przeżywające remont warszawskiej trasy W-Z, który to skłonił część warszawiaków do zostawienia samochodu i skorzystania z komunikacji miejskiej. Dla mnie jest to bardzo dobra informacja, ale dziennikarze nazywają ją horrorem komunikacyjnym. Ich właśnie wysłałbym na przymusowy odpoczynek. Przydałoby się im trochę relaksu, albo anglosaskiego luzu, który na pewno będzie obowiązywał w tak bliskim wielu Polakom Londynie, w dniach 24 kwietnia – 4 maja. Wtedy to w ramach kampanii Slow Down London odbędzie się festiwal powolnych aktywności, takich jak medytacja, joga, smakowanie slow food, a także slow travel, nie mylić z slow bicycle movement, ale o tym za chwilę.

Najpierw zadam pytanie, które na pewno przyszło Ci do głowy tuż po przeczytaniu tytułu: kogo stać na powolne życie? Z moich skromnych nienaukowych obserwacji wynika, że na pewno nie stać nas Polaków na życie spod znaku fast food, a dokładniej nie stać nas na konsekwencje takiego prowadzenia się. Nieustanna gonitwa i związany z nią stres naraża nas na poważne choroby. Cierpi z tego powodu również infrastruktura drogowa rozjeżdżana przez samochody. Ostatnio nasiliła się jej wysypka dziur, a odpowiedzialny za leczenie ZIKiT rozkłada ręce tłumacząc się brakiem funduszy.

Z taką diagnozą nie pozostaje mi nic innego tylko wypisać receptę. Na zwiększenie udziału tramwajów i rowerów, które ominą dziury – wstrzymać remonty wszystkich dróg, a szczególnie budowę nowych. Nie można dopuścić by choroba samochodowa się rozprzestrzeniała. W razie niezadowalającej skuteczności terapii, zastosować bardziej radykalne leczenie – zamknąć drogi, to powinno powstrzymać niszczącą miasto auto-agresję.

Po takiej kuracji prędkość życia (w znaczeniu przemieszczania się) Krakowa byłaby dostosowana do naszych możliwości, ale i do potrzeb, które teraz sztucznie wykreowane są przez reklamy. Tę prędkość doskonale znają już rowerzyści i użytkownicy komunikacji miejskiej – to ok. 15 km/h. Prędkość umiarkowana jak klimat, w którym żyjemy. Prędkość pozwalająca mi cieszyć się życiem, nawet wtedy, gdy jest skomplikowane. A jaka jest Twoja prędkość?

Krakow.pl – Magiczny Kraków, nie dwutygodnik

12 03 2009 ::

krakow magiczny krakow naglowek

Z podziwem czytałem o wynikach miejskiej prezentacji internetowej krakow.pl, czyli Magicznego Krakowa. Jest się czym chwalić. Urzędnicy naprawdę mają powody do zadowolenia, ale powinni również umieć wyciągać wnioski ze swoich osiągnięć. Milion użytkowników miesięcznie, z czego 70 procent z Polski, moim zdaniem to dowód na wystarczająco duży zasięg treści produkowanych m.in. przez UMK. Czy w obliczu takiego sukcesu drukowany dwutygodnik krakow.pl, z pewnością niepierwszej świeżości informacjami, pogardliwie nazywany przez radnych gniot.pl, nie powinien zostać wycofany z obiegu?

Spalarnia to nie rozwiązanie dla Krakowa

10 03 2009 ::

dymiacy komin spalarni

Odpady to temat drażliwy w Krakowie, szczególnie dla leniwych, którzy popierają spalarnię podając przeróżne argumenty. Ostatecznie przebija się z tych uzasadnień zwykłe wygodnictwo, chęć szybkiego pozbycia się problemu. Inwestycja w instalację termicznego przekształcania odpadów przypomina zamiatanie śmieci pod dywan. A kiedy czytam publikowany na zamówienie UMK wywiad z zaproszonym ekspertem z Niemiec – profesorem Karlem J. Thomé-Kozmiensky’m, po prostu się uśmiecham i nadal z całą stanowczością twierdzę, że spalarnia to nie jest dobre rozwiązanie dla Krakowa. Dlaczego?

Przede wszystkim nie trafia do mnie argumentacja profesora, który temat opłacalności MBA (mechaniczno-biologicznego przekształcania odpadów) vs. spalarnia, potraktował zdawkowo:

Bynajmniej nie jest to proces tańszy (MBA). W spalarni spalamy śmieci, sprzedając prąd i ciepło, zaś utylizując odpady w MBA, musimy płacić za pozbycie się stabilatu oraz składowanie resztek nienadających się do spalenia. W obu przypadkach koszty są podobne: ok. 100 euro za tonę

całkowicie pomijając koszty początkowe inwestycji (znacznie wyższe w przypadku spalarni) oraz aspekt wrażliwości obu systemów na wahania wielkości strumienia odpadów produkowanych przez mieszkańców Krakowa. MBA pod tym względem deklasuje spalarnię.

Jest jeszcze jedna sprawa rzucająca cień na zakład termicznego przekształcania odpadów, a mianowicie tzw. polska solidność, w odróżnieniu do niemieckiej. Do ostatniej owszem mamy zaufanie, we własną rzetelność (jako narodu) raczej nie wierzymy. Przy prawie każdej inwestycji, najlepiej widoczne to jest na drogach, jeszcze się w tej postawie utwierdzamy. W przypadku budowy spalarni w Krakowie scenariusz napisany ostatnio w Rzymie jest więc bardzo prawdopodobny. W końcu Z ziemi włoskiej do Polski wpisane jest w naszą historię.

foto:by nc sa mwboeckmann