10 tys. za zieloną strzałkę

28 04 2009 ::

zielone strzalki

Wbrew temu co mówią taksówkarze, policjanci, zmotoryzowani radni i inni zakochani w samochodach kierowcy, zielone strzałki nie zmniejszają korków. Zielone strzałki są jednym z elementów przyczyniających się do tworzenia zatorów ulicznych. Dlaczego? Wszelkie działania mające na celu tzw. usprawnienie ruchu samochodowego, ostatecznie wzbudzają ruch powodując jego większe nasilenie. Mniej więcej pół roku po wprowadzeniu “udoskonalenia”, np. budowie dodatkowego pasa ruchu, sytuacja na “poprawionej” drodze wraca do punktu sprzed “modernizacji”.

Wydawanie więc niemałych publicznych środków (montaż jednej zielonej strzałki kosztuje 10 tys. złotych) na tzw. usprawnienia dla kierowców, które stwarzają bezpośrednie zagrożenia dla pieszych i rowerzystów, delikatnie mówiąc, zakrawa o niegospodarność oraz zwyczajny brak szacunku wobec niechronionych użytkowników ruchu.

Za pieniądze przeznaczane na zielone strzałki, ZIKiT powinien montować przykładowo słupki uniemożliwiające nieprawidłowe parkowanie na chodnikach, by w niedalekiej przyszłości uniknąć kosztów ich naprawy, ustawiać nowe stojaki rowerowe, stosować trudniej ścieralne oznakowanie poziome, inwestować w rozwiązania uszczelniające strefy ograniczonego ruchu i parkowania. Nie widzę przeszkód by pieniądze te przesunąć i włączyć do bardzo skromnego budżetu infrastruktury rowerowej.

Wielu zmotoryzowanym krakowianom, niestety wciąż trudno jest zrozumieć, iż inwestycje w drogi rowerowe znacznie skuteczniej mogą ograniczać korki, w myśl zasady: udogodnienia ruchu wzbudzają ruch. Zwiększenie udziału rowerów w codziennych podróżach miejskich może poprawić warunki w komunikacji zbiorowej, a także zmniejszy liczbę samochodów na ulicach. Trzeba tylko mieć odwagę podjąć działania w dobrym kierunku.

foto:by nc sa mike fischer

Efekty zmian na Karmelickiej

27 04 2009 ::

W czwartek 23 kwietnia w bardziej kameralnym niż dotychczas gronie, odbyło się 12. Forum Mobilności. Jeszcze kilka miesięcy temu, temat podejmowany na forum, był bardzo nośny w mediach, a dotyczył zmian organizacji ruchu samochodowego na ul. Karmelickiej. Mniejsza liczba uczestników spotkania nie wpłynęła negatywnie na przebieg forum. Przeciwnie, zapewniła znacznie bardziej naturalną wymianę zdań po wygłoszonej przez pracownika Politechniki Krakowskiej – Łukasza Franka – poniższej prezentacji.

Prawdopodobnie najważniejszymi pozytywnymi efektami zmian, a dokładnie ograniczeń dla ruchu samochodowego są:

- skrócenie maksymalnego czasu przejazdu tramwajów z 9,8 do 6,5 minuty;
- skrócenie średniego czasu przejazdu z 6 do 5,1 minuty.

Na szczególną uwagę zasługuje także slajd nr 14 ukazujący wyniki ankiety badającej odczucia najbardziej zainteresowanych zmianami stron – pasażerów komunikacji zbiorowej i kierowców aut. Dla pierwszych ograniczenia ruchu wpłynęły pozytywnie skracając czas przejazdu, a dla drugich zmiany niczego w zasadzie nie zmieniły. W odczuciu aż 95 % kierowców przejeżdżających przez ul. Karmelicką codziennie lub kilka razy w tygodniu, czas podróży nie uległ zmianie. Podnoszony w mediach lament przed wprowadzeniem ograniczeń okazał się więc całkowicie bezzasadny.

Podczas forum nie zabrakło jednak słów krytyki. Starszy pan, którego nazwiska nie pomnę, wyraził pogląd, iż podjęte jesienią działania na rzecz poprawy przepustowości ul. Karmelickiej dla tramwajów, przypominają działania “reanimacji trupa”. Pozostali uczestnicy spotkania nie zgodzili się z tą opinią. Pan Tadeusz Kopta przypomniał zgromadzonym, iż Karmelicka była projektowana na trakt pieszo- tramwajowy.

Problemy ulicy Karmelickiej nie wynikają ze źle wykonanej przebudowy w roku 1997, ale są konsekwencją, a raczej brakiem konsekwencji wprowadzania ograniczeń ruchu samochodowego w obrębie 2. obwodnicy. Tym bardziej przykro mi było w czwartek usłyszeć od prezydenta Starowicza, który zapewnia, iż miasto podejmuje wszelkich starań na rzecz poprawy ruchu, iż w najbliższej przyszłości kolejne kroki mające na celu dalsze ograniczenia ruchu samochodowego nie będą mieć miejsca. Szkoda, że ludzie na tak wysokich stanowiskach i o wysokich stopniach naukowych, tak niechętnie działają na rzecz dobra ogółu mieszkańców Krakowa.

Fotoindex w Pauzie – multimedialne prezentacje

27 04 2009 ::

krakow fotoindex klub pauza

Magazyn Fotografii FotoIndex w poniedziałek 27 kwietnia o g. 19 wychodzi z formatu pdf i wykracza poza Internet. Wkracza natomiast do Klubu Pauza na pierwszą edycję multimedialnych prezentacji. W ramach prowadzonej przez Klub Pauza inicjatywy Patrz Pauza promującej twórców szeroko rozumianych sztuk audiowizualnych – fotografia, design, architektura, video art., projekty multimedialne – stworzono możliwość cyklicznego przeglądania fotografii prezentowanych w Magazynie.

W klimatycznych podziemiach XIX wiecznej kamienicy, w trzech salach o łącznej powierzchni projekcyjnej 26 metrów kwadratowych, na trzech projektorach równocześnie, przez dziesięć kolejnych dni od 27 kwietnia do 6 maja odbywać się będzie przegląd dwóch pierwszych numerów internetowego Magazynu Fotografii FotoIndex.

Jedenastu autorów fotografii dokumentalnej, reportażowej, artystycznej, którzy gościli w dwóch pierwszych wydaniach FotoIndexu, zaprezentuje swoje projekty. Są nimi: Przemek Strzelecki, Marcin Górski, Łukasz Kuś, Neczek – Jan Zdrzenicki, Adrian Larisz, Tomasz Wiech, Piotr Potępa, Dorota Wróblewska, Jerzy Łapiński, Damian Chrobak oraz Paweł Piotrowski.

Wycinka drzew przy Błoniach to barbarzyństwo

24 04 2009 ::

Nigdy nie wycinało się tylu starych drzew jak obecnie – po silnych wichurach w ostatnich kilku latach, gdy przewróciło się wiele drzew, czyniąc także szkody, zwolennicy “posprzątania” zyskali bardzo silne argumenty “psychologiczne”, a administracja przyzwyczaiła się do wydawania zezwoleń przy słabej reakcji społecznej.

Według mnie pomysł wycinki, jest konsekwencją zorganizowania parkingów przy Błoniach. Samochody parkują pod drzewami. Spadające jesienią liście, a w ciągu całego roku ptaki zostawiające ślady swojej obecności na maskach samochodów, inicjowały pomysły co bardziej wpływowych obywateli Krakowa, by ten problem rozwiązać. Inicjują oni proces wycinki nieformalnie poprzez swoje rozliczne kontakty. Mamy wiele przykładów takich działań (naprawę niektórych dróg podjęto tylko dlatego, że przejeżdżały nimi wpływowe na lokalnej scenie osoby).

Wycinka drzew przy Błoniach to barbarzyństwo i powinno się zrobić społeczną ekspertyzę powołując niekwestionowanych fachowców dendrologów. Jest jeszcze jedna droga – jako społeczeństwo obywatelskie, to my powinniśmy decydować czy chcemy, by te drzewa były czy nie. Urzędnicy pełnią rolę wykonawczą.

Słyszałem też, że osoba wykonująca ekspertyzę wskazująca drzewa do wycięcia, otrzymuje określoną kwotę za wskazanie. Mechanizm jest więc prosty – więcej drzew wskazanych do wycięcia – większa dokumentacja – większe wynagrodzenie, a to, że kwota za dokumentację stanowi ułamek procenta wartości wyciętych drzew, nie mówiąc już o utracie wartości przyrodniczej, to są już sprawy, na które nikt nie zwraca uwagi.

Masa krytyczna – masowy przejazd rowerowy

24 04 2009 ::

Wiosenny wykwit cyklozy, czyli przenoszonej drogą kołową miłości do rowerów, łatwo zauważyć nie tylko na ulicach Krakowa, gdzie ku niezadowoleniu urzędników zaczyna brakować dróg rowerowych, ale także w aktywności internetowej. Rowerowa fashionistka zwraca uwagę czy kostium cyklisty nie zgrzyta z jego jednośladem. Krakow.bicycles dokumentuje co ciekawsze rowery, infrastrukturę, a także tropi blokujące drogi rowerowe samochody. Z kolei radegk zajął się szablonową, ale w dobrym tego słowa znaczeniu, promocją comiesięcznego przejazdu krakowskich rowerzystów, którzy poprzez masowy przejazd ulicami Krakowa w każdy ostatni piątek miesiąca o g. 18 (to już dziś), chcą pokazać reszcie społeczeństwa, że to oni/MY nie blokujemy ruchu, My jesteśmy ruchem.

A dla tych, których rowery popiskują, że coś im dolega, w sobotę 25 kwietnia o g. 11 w skłocie Carandiru przy ul. Celnej 10 odbędzie się twórczy warsztat rowerowy. Będzie można zdobyć podstawowe umiejętności naprawy jednośladów napędzanych siłą mięśni oraz “nadrukować” na przyniesiony przez siebie nośnik – koszulkę, bluzę, torbę, deseczkę, któryś z poniższych wzorów.

ZIKiT zazielenia swój wizerunek

24 04 2009 ::

krakow łąka panorama wawel

W starciu sprytny gracz vs. naiwna dziennikarka, ta ostatnia poległa, a dowodem na to jest popełniony tekst, który w moim odczuciu jest marnym uzasadnieniem planowanej przez miasto wymiany drzew przy al. 3-go Maja. Z jednej strony gazeta, której udało się dotrzeć do wykonanej na zamówienie ZIKiT ekspertyzy, deklaruje przekazać ją niezależnym ekspertom, by później opublikować ich opinie. Z drugiej strony w pierwszym akapicie, wytłuszczonym drukiem jednoznacznie orzeka:

drzewa umierają i stanowią zagrożenie dla pieszych i samochodów.

Wszystko wskazuje na to, że ZIKiT-owi udało się znaleźć poparcie i tym podjąć próbę “zazielenienia” wizerunku w trakcie trwających Dni Ziemi.

Dlaczego stan drzew przy alei jest zły i kto ponosi za to odpowiedzialność? Wg mnie próbujący się bronić urzędnicy, bo to oni przecież wydawali pozwolenia na działania, które uprzykrzają życie drzew. Zacytuję gazetę, by wyraźniej naświetlić o jakich aktywnościach mowa:

Tuż obok ich pni wyasfaltowano nawierzchnie, położono torowisko, w rzędzie lip ustawiono ławki, linie hydrantów, zdrój wody oligoceńskiej, kilka automatów telefonicznych. Aby umożliwiać przejazdy tramwajom, ustawicznie podcinane są jesiony. Powstały ogromne rany na pniach. Zimowe utrzymanie dróg z użyciem solanki, także nie sprzyja ich zdrowiu.

Działania bez wyobraźni czy celowe, jak tzw “pielęgnacja” zieleni, która prowadzi do opisanego stanu:

Korony wszystkich drzew są zdeformowane bardzo radykalnym redukowaniem, pnie są silnie poranione, popękane i spróchniałe. Także stan młodych drzew dosadzonych określono jako zły.

To opinia spółki Siewniak-Lorberg z Toporowa, która proponuje naciągnąć nas krakowian na olbrzymie koszty, zarówno finansowe, jak i te znacznie trudniejsze do oszacowania i niedoceniane przez urzędników – koszty środowiskowe, ale także estetyczne.

Zastanawiam się jaki sens ma wymiana wszystkich drzew na nowe, skoro sami autorzy opracowania dostrzegają, iż dosadzane w tym rejonie drzewa również nie mają się dobrze. Jaką mam gwarancję, że te które zostaną nasadzone w ramach wymiany będą odporniejsze na głupotę ludzi odpowiedzialnych za dbanie o ich zdrowie?

Myślę, że nie tylko w moim przekonaniu największym szkodnikiem niszczącym krakowską zieleń są niekompetentni ludzie na odpowiedzialnych stanowiskach. Pasożyty niszczące nasze miasto, które wyspecjalizowały się w działaniach pozorujących. Kupić za publiczne pieniądze nowe sadzonki drzew by uśmiechając się do kamery je nasadzić, jest bardzo łatwo. Ale zadbać by drzewo wyrosło i cieszyło się dobrym zdrowiem, a mieszkańcom dawało radość, to zadanie przekraczające umiejętności ZIKiT-u.

foto:by nc nd smif

Dzień Ziemi

22 04 2009 ::

dzien ziemi earth day W mieście – kolebce nowoczesnych prospołecznych idei, San Francisco, Dzień Ziemi obchodzony jest dokładnie od roku 1970. W Krakowie, mieście o prawie takiej samej ilości mieszkańców, na tym podobieństwa się kończą, Dzień Ziemi obchodzony jest dopiero po raz dwunasty. Krótką historię celebrowania łatwo wytłumaczyć żelazną kurtyną, ale schematyczne i bez wyobraźni podejście do tematu, tłumaczyć może jedynie niska świadomość ekologiczna tych, którzy Dni Ziemi w Krakowie organizują lub je sygnują.

Prym wiedzie nie kto inny jak zastępca prezydenta Wiesław Starowicz, który za wszelką cenę chcąc przypodobać się opinii publicznej, głosi na łamach Dziennika Polskiego:

Dni Ziemi to pewien symbol, poprzez który zwracamy uwagę społeczeństwa na zagrożenia, a jednocześnie pokazujemy, że zawsze trzeba myśleć o środowisku i działać na rzecz jego ochrony.

Działania krakowskiego polityka ograniczają się do jednorazowej jak plastikowa torebka, akcji sadzenia 40 jarzębin w Nowej Hucie. Posunięcie wyłącznie dla mediów, które oczywiście przemilczą ujemny bilans w krakowskim drzewostanie, gdzie ubytki sięgają 3 000 drzew rocznie, a ZIKiT nasadza jedynie 2 500 drzew – patyków. Co na to prezydent? Uśmiechnie się do kamery wbijając łopatę w ziemię, by pokazać jak działa na rzecz ochrony środowiska.

Dla urzędników promowanie postaw ekologicznych w społeczeństwie kończy się na wymianie 20 butelek typu PET, 20 aluminiowych puszek i 20 baterii na sadzonki kwiatów balkonowych i krzewów. Tę samą akcję powtórzą podczas festiwalu, czy raczej festynu recyklingu. Na pomysł darmowej dla wszystkich komunikacji miejskiej na czas Dni Ziemi, by zmniejszyć choćby na chwilę emisję zanieczyszczeń, nikt w magistracie nie wpadnie, ale reklamę zostaw samochód w domu kanału National Geographic na pewno ktoś z urzędników widział.

Tylko za jeden element tegorocznych krakowskich Dni Ziemi można pochwalić miasto. Wreszcie Wydział Kształtowania Środowiska zwraca się do mieszkańców z prośbą o zgłaszanie telefonicznie (012-616-88-93) miejsc – mogą to być tereny prywatne – do nasadzania nowych drzew. Kolejnym krokiem powinno być potrojenie ilości nasadzeń względem ubytków, tworzenie lub odzyskiwanie miejsc pod nowe drzewa, stymulowanie rozwoju zielonych technologii i inicjatyw gospodarczych, wspieranie istniejących, i wreszcie obranie kursu na zrównoważony rozwój miasta.

Otwarty Ogród Doświadczeń

22 04 2009 ::

krakow ogrod doswiadczen park lotnikow Chowany na zimę do magazynów Ogród Doświadczeń w Parku Lotników Polskich na dwa dni przed obchodzonym dziś Dniem Ziemi, ponownie otworzył swe podwoje. Pracownikom ogrodu, pomimo jak na razie nieudanych starań o niezależność oraz niedokończonej infrastruktury, dopisuje humor i nie brakuje dobrych pomysłów.

Na powitanie nowego sezon ekipa Ogrodu Doświadczeń ogłosiła tajemniczo brzmiące hasło: Hedy poszły w górę…. Natychmiast je jednak wyjaśniła cytatem z jednej z książek swojego patrona – Stanisława Lema, który w Cyberiadzie napisał:

1 hed = ilość ekstazy, jakiej się doznaje, gdy przebędzie się cztery mile w bucie z gwoździem wystającym, a potem gwóźdź się usunie.

Ekstazy, zachwytu, po prostu dobrych doświadczeń nie zabraknie na pewno w ogrodzie w najbliższą niedzielę 26 kwietnia o g. 15, kiedy to rozpocznie się puszczanie modeli balonów na ogrzane powietrze. Będzie to okazja do uczczenia eksperymentu przeprowadzonego 225 lat temu przez Jana Śniadeckiego, Jana Jaśkiewicza, Jana Szastera i Franciszka Scheidt’a, którym w 1784 roku z Ogrodu Botanicznego udało się wzbić w przestworza banię powietrzną z grubego papieru na wysokość ok. 3900 metrów.

Wyczyn ten być może uda się i Tobie powtórzyć. W niedzielę w ogrodzie odbędą się także warsztaty z robienia balonów. Wszystkie dzieci, również dorosłe, są mile widziane.

foto:by nc efeb

Bike Friday – rower na piątek, ale nie na piątkę

21 04 2009 ::

Nie spiesząc się z powrotem z zaplanowanego świątecznego urlopu, wejście w normalny cykl pracy zacząłem od piątkowego spotkania zespołu zadaniowego do spraw dróg rowerowych w UMK. Muszę przyznać, iż moje tempo w porównaniu z urzędniczym jest stanowczo za duże. W przypadku infrastruktury rowerowej, która najbardziej leży mi na sercu, Kraków nie jest może liderem “slow movement”, ale na pewno prowadzi w wyścigu najwolniej budowanych dróg rowerowych.

Wracając do rowerowego piątku. Bardziej uroczyste niż zwykle spotkanie zespołu “uświetnił” sam wiceprezydent Wiesław Starowicz, którego brak zaangażowania, wręcz obojętność dla tematu, jest moim zdaniem najpoważniejszym problemem krakowskich cyklistów. Co roku urzędnicy obiecują, a rezultaty są mizerne i przyprawiające o nudności. Tak też było z prezentacjami wygłaszanymi beznamiętnym tonem, z którego łatwo wywnioskować jak nieważne dla urzędników jest to zagadnienie.

24 kwietnia 2009 - Masa Krytyczna! / April, 24th 2009 - Critical Mass! Z przeczytanej jak seria z karabinu maszynowego prezentacji dowiedziałem się, że w Krakowie jest blisko 73 km dróg rowerowych. W ten bilans urzędnicy sprytnie wliczyli już wciąż jeszcze nie skończony, choć przejezdny nowy fragment trasy do Tyńca oraz obiecywany od dwóch lat tunel rowerowy pod dworcem głównym PKP. Co ciekawe, w 2006 roku łączna długość dróg rowerowych wynosiła 59 km, a plan zakładał, że do 2010 powstanie kolejne 110 km. Dlatego wydawana przez miasto mapa rowerowa w miarę dobrze się prezentuję, bo najbardziej widoczne są na niej planowane drogi. Tak też będzie i w tym roku. Nie spodziewam się cudu. Zapowiedziany na spotkaniu nowy plan rowerowy pojawi się zapewne najwcześniej pod koniec lata albo jesienią. Śmiem twierdzić, że do tego czasu z wykorzystaniem narzędzi internetowych, krakowscy cykliści sami stworzą znacznie bardziej użyteczną mapę. Liczę również, że co raz liczniej zaczną się pojawiać na masach krytycznych.

Porządek wg urzędnika

20 04 2009 ::

krakow za stare drzewo rynek glowny

Miasto przyjazne dla mieszkańców, jest również miastem przyjaznym dla turystów. Odwrócenie kierunku nie jest korzystne dla mieszkańców.

Z moich wieloletnich obserwacji – choć nawet przy krótkotrwałym obserwowaniu naszych urzędników bezpośrednio odpowiedzialnych za wizerunek miasta – wynika, że zarówno zieleń miejska, jak i rowerzyści, jawią się im jako zło konieczne. A zło trzeba zwalczać, piętnować i nie pozwalać się mu rozpleniać.

I tym to sposobem zło jakim są tereny zielone w mieście najlepiej poddawać jest tzw. “pracom pielęgnacyjnym”, które polegają na wycinaniu drzew, krzewów i zamienianiu skrawków zieleni w wyłożone kostką bitumiczną place i placyki. Porządek musi być. Ale jaki? Czy porządek to tylko pozamiatany chodnik czy również szczęśliwość w oczach małych obywateli, których cieszą kwitnące kwiaty, zieleniące się drzewa, sikorki przysiadające na krzewach, czy dzięcioły stukające w korę drzew. Krakowski Magistrat prowadzi nas wszystkich, obywateli miasta do nieuchronnej izolacji od przyrody. Ku zaskoczeniu dla rzeszy Krakowian, jednym z najnowszych planów jest tzw. wymiana 247 jesionów i 161 lip przy przy al. 3 Maja.

Podobnie sprawa wygląda z rowerzystami. Wyciąć ich jest trudniej, ale za to pozostaje popularne w ostatnich dziesięcioleciach humanitarne utrudnianie im funkcjonowania. Na to sposobów jest wiele. Począwszy od dróg rowerowych z których trudno korzystać, bo albo nagle się urywają, albo zwyczajnie są źle wytyczone i wykonane, poprzez karanie mandatami, kiedy przy porównywalnych wykroczeniach, kierowcy samochodów są jedynie pouczani. Wiele źródeł podaje, że prowadzone są specjalne akcje “łapania” rowerzystów, kiedy to policja lub straż miejska urządza polowania na cyklistów pod różnymi pretekstami. Z podziwu wyjść nie mogę, dlaczego zarządzający miastem prezydent i jemu przyboczni wice uparcie nie chcą nauczyć się i czerpać z doświadczeń miast wielkością porównywalnych do Krakowa, jak Kopenhaga czy Amsterdam. O ile ciekawiej, czyściej, po prostu lepiej żyłoby się nam wszystkim, kiedy udział roweru w codziennych podróżach po mieście wyniósłby 30%, a Kraków być może załapałby się na listę miast przyjaznych dla cyklistów.

Powyższy wynik od lat w Krakowie jest jedynie pobożnym życzeniem i deklaracją papierowych działań polityków i urzędników. W praktyce, ci, którzy powinni być w tworzenie zrównoważonego transportu najbardziej zaangażowani, tłumaczą się brakiem pieniędzy nawet na utrzymanie dróg rowerowych. Za to na nowe estakady i oczywiście ich utrzymanie grube miliony prawie zawsze się znajdują. Próby zwrócenia uwagi choćby na brak wystarczającej ilości znaków poziomych, nie mówiąc już o pionowych, są wyśmiewane przez jednego z wiceprezydentów podczas przez niego zwoływanych posiedzeń w UMK. I jak tu edukować skoro same władze są tak oporne na doświadczenia, wiedzę i naukę. Czy to kwestia pokolenia i jego wieku, czy może tylko partyjnego zacietrzewienia i niechęci do społeczeństwa jako takiego?

foto:by nc efeb

Korupcja w straży miejskiej

8 04 2009 ::

zapiski strazy miejskiej

Branie łapówek przez strażników miejskich opisane dziś w Gazecie Wyborczej, nie jest niespodzianką. Powodem tego nie jest bynajmniej fakt, iż korupcja zdaje się być polską cechą narodową. Przyczyna raczej tkwi w systemie działania SM. Wyższe pensje oczywiście mogłyby w pewnym stopniu przeciwdziałać korupcji, ale po co obciążać kosztami wszystkich obywateli. Lepiej by ciężar utrzymywania, niepotrzebnej moim zdaniem straży miejskiej, spoczywał na tych, co łamią przepisy.

Strażnicy powinni otrzymywać, jako dodatek do wynagrodzenia, procent od wystawianych mandatów. Z jednej strony takie rozwiązanie może potencjalnie wywołać zjawisko, że SM zacznie żerować na łatwych ofiarach, czyli nieprawidłowo przechodzących przez jezdnię pieszych, “babcie” handlujące bez zezwolenia i rowerzystów jeżdżących ze strachu przed samochodami po chodnikach.

Nawet jeśli miałoby tak być, nie widzę przeciwwskazań. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, iż w systemie premiowym SM zamiast patrolowania ślepych uliczek, gdzie spokojnie można sobie sms’ować, wreszcie zaczęłaby dostrzegać znaki drogowe i interpretować je na korzyść miasta, a jednocześnie zaczęłaby na siebie po prostu zarabiać. W obecnym układzie nie ma sensu utrzymywać służb, które nie radzą sobie ze swoimi obowiązkami.

foto:by sa arekolek

Do Tyńca najlepiej na rowerze

7 04 2009 ::

krakow klasztor benedyktynow tyniec

Są co najmniej dwa powody, dla których jeśli wybierasz się do Tyńca, najlepiej pojechać na rowerze. Pierwszy: już za miesiąc powinien być gotowy kilometrowy odcinek drogi rowerowej. Długo oczekiwany odcinek nie domyka w całość trasy, ale dla tzw. niedzielnych rowerzystów, czy też cyklistów rekreacyjnych, będzie to spore ułatwienie.

Drugi: jedyna atrakcyjna alternatywa dla roweru, czyli tramwaj wodny, wciąż pozostaje opcją w planach. Co prawda miasto ogłosiło przymiarki do uruchomienia tramwaju jeszcze w tym roku. Rozpoczęcie poszukiwań operatora jeszcze niczego nie przesądza. Dwa lata temu w marcu słyszeliśmy podobne zapewnienia. Były pieniądze, było zainteresowanie właścicieli barek i statków. Trzymam kciuki za wodowanie tramwaju jeszcze w tym roku.

Jest jeszcze trzeci powód, dla którego warto zrezygnować z samochodu i wybrać rower jadąc do Tyńca: niedostateczna ilość miejsc parkingowych w najbliższej okolicy klasztoru.

foto:by hotbodigram

To był sądny dzień dla pijanych rowerzystów

7 04 2009 ::

pijany pijacy piwo rowerzysta Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Zarówno uzasadnienie prezesa Sądu Rejonowego we Wschowie w Lubuskiem, Jarosława Sieleckiego, jak i opinie ekspertów i dziennikarzy, którzy od rano dziś omawiali problematyczną kwestię, skłaniały do wniosku, iż rowerzyści pod wpływem alkoholu będą traktowani łagodniej od kierowców samochodów. Ci ostatni, na tzw. “podwójnym gazie”, bez wątpienia stwarzają poważniejsze zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu.

Na inne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego liczyli cicho również pracownicy więziennictwa. Niestety. Drakoński przepis faworyzujący pieszego stwarzającego po wypiciu alkoholu nie mniejsze zagrożenie dla ruchu pojazdów niż pijany rowerzysta, został utrzymany w mocy. W moim przekonaniu nierówne traktowanie uczestników ruchu drogowego poruszających się za pomocą mięśni, tak naprawdę stawia w uprzywilejowanej sytuacji pijanych kierowców, których policja przy każdej większej akcji wyłapuje dziesiątki, ale zdaje się traktować łagodniej. Bo jak inaczej można zinterpretować statystyki. Pijany rowerzysta może dostać maksymalnie karę 12 miesięcy pozbawienia wolności. Średnio zamyka się w Polsce cyklistę po spożyciu na 11 i pół miesiąca.

Dla porównania: za kradzież maksymalna kara to dziesięć lat, a średnia wyroków dwa lata

- czytam w Gazecie.

Czy naprawdę pijani rowerzyści powinni być traktowani tak samo jak pijani kierowcy samochodów? Zaledwie co dziesiąty wypadek, w którym alkohol odgrywał jakąkolwiek rolę był spowodowany przez cyklistę. Natomiast pijani kierowcy pojazdów silnikowych są przyczyną 80% wypadków.

tagi: , , ::

Bitwa na poduszki

3 04 2009 ::

bitwa na poduszki pillow fight

Dobre praktyki spędzania czasu wolnego zaczynają coraz częściej pojawiać się także w Krakowie. Być może dzieje się tak za sprawą wracającej do kraju emigracji, która podpatrzyła jak można rozładować stres, robiąc przy okazji coś naprawdę zwariowanego. Bo jak inaczej można nazwać publiczną, całkowicie dobrowolną i chyba najdelikatniejszą z możliwych bójkę, czyli pillow fight – bitwę na poduszki. W sobotę 4 kwietnia na całym świecie, w Krakowie o g. 16 na Rynku, do walki do ostatniego pióra staną wszyscy chętni rozpierzenia przeciwnika.

Na początku (informacja przebiła poszwę milczenia 17 marca) miały być tylko dwie drużyny. W czarnych koszulkach – Uniwersytet Ekonomiczny, w białych – Uniwersytet Jagielloński. Dzień przed historycznym starciem wiadomo już, że w zielonych koszulkach wystąpi brać studencka AGH, która nawet z tej okazji zbudowała nawet internetowe koszary, choć oficjalnym werbunkiem pierzowego wojska zajmuje się grupa na Facebook’u. Zaciągnęło się już ponad 1200 osób.

Aktualizacja (6.04.2009): O krakowskim wydaniu bitwy na poduszki, które 4 kwietnia przetoczyły się przez cały świat z okazji nieoficjalnie ustanowionego International Pillow Fight Day, zrobiło się naprawdę głośno, ale także nieświeżo z powodu zwykłego braku odpowiedzialności oraz poszanowania dla ogólnie przyjętych zasad utrzymania porządku. To, że krakowscy studeci potrafią zaszaleć wiadomo choćby z przebiegu juwenaliów. Pytanie czy potrafią się bawić, pozostaje otwarte. Zamiana Rynku w sobotnie popołudnie w pobojowisko, którego brać studencka, wbrew regułom nie posprzątała, może być jednorazową wpadką. Może być również najlepszym dowodem, że to pokolenie zasad nie ma.

Na forum Wyborczej studenci najczęściej bronią się argumentem, że spontaniczną bitwą chcieli ożywić skostniałe miasto. Niezaprzeczalnie to akurat im się udało. Tłumaczą, iż w przypadku flash mob-ów coś może się wymknąć spod kontroli. I tak też się stało, bo nawet podstawowe reguły flash mob-u złamali. Akcje tego typu odbywają się dla czystej przyjemności, a w krakowską bitwę wplątała się komercja. Może w takim razie to firma, która dała studentom 100 poduszek powinna dodatkowo zapłacić za reklamę i pokryć koszty sprzątania pierza.

Na koniec wybrane galerie zdjęć ludzi z Krakowskiej Grupy Fotograficznej.

foto:by nc nd radziu