Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Zarówno uzasadnienie prezesa Sądu Rejonowego we Wschowie w Lubuskiem, Jarosława Sieleckiego, jak i opinie ekspertów i dziennikarzy, którzy od rano dziś omawiali problematyczną kwestię, skłaniały do wniosku, iż rowerzyści pod wpływem alkoholu będą traktowani łagodniej od kierowców samochodów. Ci ostatni, na tzw. „podwójnym gazie”, bez wątpienia stwarzają poważniejsze zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu.
Na inne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego liczyli cicho również pracownicy więziennictwa. Niestety. Drakoński przepis faworyzujący pieszego stwarzającego po wypiciu alkoholu nie mniejsze zagrożenie dla ruchu pojazdów niż pijany rowerzysta, został utrzymany w mocy. W moim przekonaniu nierówne traktowanie uczestników ruchu drogowego poruszających się za pomocą mięśni, tak naprawdę stawia w uprzywilejowanej sytuacji pijanych kierowców, których policja przy każdej większej akcji wyłapuje dziesiątki, ale zdaje się traktować łagodniej. Bo jak inaczej można zinterpretować statystyki. Pijany rowerzysta może dostać maksymalnie karę 12 miesięcy pozbawienia wolności. Średnio zamyka się w Polsce cyklistę po spożyciu na 11 i pół miesiąca.
Dla porównania: za kradzież maksymalna kara to dziesięć lat, a średnia wyroków dwa lata
Czy naprawdę pijani rowerzyści powinni być traktowani tak samo jak pijani kierowcy samochodów? Zaledwie co dziesiąty wypadek, w którym alkohol odgrywał jakąkolwiek rolę był spowodowany przez cyklistę. Natomiast pijani kierowcy pojazdów silnikowych są przyczyną 80% wypadków.

28 comments
marcin says:
kwi 7, 2009
Szkoda, bo to prawo dotyczące rowerzystów to jakiś bubel…
Mam niejasne wrażenie, że w kontekście kodeksu drogowego za rowery dzieli się na te z silnikiem i rowery bez silnika.
Wszystkie skutery, motorynki i inne motorowery o pojemności do 50ccm i prędkości ograniczonej do 50 km/h są rowerami. Być może stąd bierze się orzeczenie TK.
Warto także wspomnieć, że za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu stracimy prawo jazdy na samochód, mimo, że do prowadzenia roweru nie są wymagane żadne uprawnienia.
ACTE says:
kwi 7, 2009
To jakieś chore jest… Ciężko mi cokolwiek więcej napisać, ale dobrze wiedzieć, że wypad na rowerze na kosza i piwko (po którym do auta bym nie wsiadł) może pozbawić mnie prawa jazdy samochodem. Ciekawe dlaczego przechodzenie na czerwonym świetle nie rzutuje na prawo jazdy? Skoro łamię przepisy jako pieszy, zapewne złamię je jako kierowca! :P
lu says:
kwi 7, 2009
Argumantacja autora artykułu: „Czy naprawdę pijani rowerzyści powinni być traktowani tak samo jak pijani kierowcy samochodów? Zaledwie co dziesiąty wypadek, w którym alkohol odgrywał jakąkolwiek rolę był spowodowany przez cyklistę. Natomiast pijani kierowcy pojazdów silnikowych są przyczyną 80% wypadków.” jest zupełnie bez sensu.
Podążając tym samym tokiem rozumowania – czyli: „jeśli pijani mający cechę X (jadą na rowerze) powodują mniej wypadków niż pijani mający cechę Y (kierujący samochodem) – to kary nakładane na X powinny być mniejsze niż na Y” możemy dojść do ciekawych wniosków np. po podstawieniu za X: „różowy w zielone gwiazdki” a za Y: „inny kolor samochodu” – wówczas okaże się, że według statystyk kierowcy różowych samochodów w zielone gwiazdki nie spowodowali w Polsce żadnego wypadku w ciągu ostatnich 50 lat – więc nie należy ich karać za żadne wykroczenie ani przestępstwo na drodze (bo przecież statystycznie nie czynią nikomu szkody).
Nie jestem przeciwnikiem łagodniejszego karania pijanych rowerzystów – jednak argumenty za takim właśnie traktowaniem muszą mieć jakikolwiek sens (którego tutaj brakło).
PS. Sam jestem rowerzystą (m.in. całe liceum jeździłem codziennie do szkoły – 13km w jedną stronę przez cały Kraków). Raz w życiu po piwie pojechałem na rowerze (przez Planty) i wystarczy mi wrażeń – jeśli ktoś chce po piwie jechać na rowerze – to może to robić tylko na wydzielonej fizycznie jednokierunkowej ścieżce rowerowej – wtedy ani nie wpier…li się w bogu ducha winnego pieszego, ani nie wjedzie pod koła nadjeżdżającego samochodu (nawet jeśli ten wyprzedzał w przepisowej odległości).
qag says:
kwi 7, 2009
Tu chodzi głównie o niesprawiedliwość związaną z tym, że jeśli masz prawo jazdy to jesteś znacznie dotkliwiej ukarany niż ten, który prawa jazdy nie ma. Przyrównałbym to do tego: to tak jakby za jakieś wykroczenie odbierali stopień naukowy. Zatem absolwenci liceum nie tracili by nic, natomiast magister, doktor czy profesor traciliby nieco więcej. Jeśli do kierowania rowerem nie potrzeba uprawnień, nie da sie ich stracić. A nie powinno się karać utratą uprawnień do innej działalności. Nie masz badań zdrowotnych, pracując w kuchni – weźmiemy ci prawo wyborcze. To jest absurd.
@lu. Kolor samochodu nie jest cechą istotną przy powstawaniu wypadków (w przeciwieństwie do rodzaju środka transportu, jego prędkości, masy i stanu kierującego) zatem argument z kolorami jest całkiem bezpodstawny.
qag says:
kwi 7, 2009
P.S. Zresztą nie chodzi o łagodniejsze traktowanie, tylko adekwatne. Jestem za egzekwowaniem obowiązku posiadania przy rowerze świateł, sprawnie działających hamulców itp. Ale trochę rozsądku. Jeśli tak dalej pójdzie to za chodzenie po pijanemu też zaczną odbierać prawo jazdy. Oczywiście tym co je mają!!! Ci co ich nie mają będą mogli chlać i zataczać sie po ulicach bezkarnie.
m says:
kwi 7, 2009
@qag, zapędziłeś się – nie bezkarnie, bo obecnie nieposiadający prawa jazdy rowerzysta też jest surowo karany. Zbyt surowo.
Co do meritum – zdarzało mi się nie raz wracać po pijaku na rowerze. Powiem tak: jeśli w Krakowie funkcjonowałaby komunikacja nocna, to bym się nie czepiał. Jeśli rowerzysta miałby nieco podwyższony próg promili – też by mnie to nie obchodziło. Ale na litośc boską jak ja mam wrócić z tego piwa?
Już mi się powoli nudzi łażenie w nocy wszędzie na nogach.. ciągle albo z miasta, albo do pracy, a mam kilkanaście km do Rynku. Jak to mówią: „skończę studia i fruuu!” :)
smif says:
kwi 7, 2009
Za jazde po pijanemu powinna być kara, niezależnie czy jedzie się na rowerze, czy samochodem. Ale za jazde po 1-2 piwkach, czy paru drinkach, szanse na spowodowanie wypadku na rowerze nie rosną (przynajmniej nie muszą), a w przypadku prowadzenia samochodu owszem. Miałem okazje jechać na rowerze po 3 piwach (po mojej ulicy tylko! :) i oczywiście, nie czułem się tak pewnie jak po trzech kawach. Ale jadąc wolniej niż zazwyczaj i uważniej nie ma żadnego problemu. Natomiast raz gdy przestawiałem samochód po 3 piwach miałem świadomość, że na droge bym się bał wyjechać.
Jednym słowem: kierowca na gazie – surowe sankcje. kompetnie pijany rowerzysta – wysoki mandat. Ale normalnie zachowujący sie cyklista na lekkim gazie nie powinien być karany tak jak kierowca TIRa na lekkim gazie…
m says:
kwi 7, 2009
to może zbiorowa petycja o podniesienie progu dla rowerzystów nie jeżdżących po zatłoczonych chodnikach/obleganych drogach?
Radek says:
kwi 7, 2009
Chciałem tylko zauważyć, że porównywanie liczby wypadków powodowanych przez pijanych rowerzystów i kierowców bez uwzględnienia ich udziału w ruchu jest niewłaściwe. Co z tego, że powodują oni 10% wypadków, jeśli w potoku rowerzyści nie przekraczają 1% ogółu ruchu? W sumie szacuje się że wypadków z rowerzystami wynosi ok. 9% (bez rozstrzygania o winie i wpływu alkoholu), co przy niskim ich udziale w ruchu wskazuje na istotę problemu.
ACTE says:
kwi 8, 2009
Naprawdę nie wiem, gdzie musisz mieszkać żebyś w obecnym momencie narzekał na komunikację ;) Albo dobra, nie czepiam się, bo nie wiem jak jest z innymi dzielnicami. Do Huty mam zawsze pełną gamę do wyboru ;) A szczególnie fajnie jest w weekendy, kiedy to najczęściej chodzi się na piwo.
@Radek – wypadek z udziałem rowerzysty to m.in. potrącenie go przez auto wyprzedzające go z odstępem 30cm, zajechanie drogi itp. Acz oczywiście zdarzają się przypadki piractwa chodnikowego, czyli jazda bez hamulców z górki w nadziei na to, że zza rogu kamienicy nikt nie wyjdzie (czyt. że z podporządkowanej nikt nie wymusi pierwszeństwa ;)
m says:
kwi 8, 2009
@ACTE, masz rację, nie czepiaj się :) już nie mówię o dziurach między nocną a dzienną, ale akurat pokrycie to jest tragiczne. jesli bys mieszkal po południowej stronie Wisły, to bys chyba lepiej zrozumiał :) to rozlegly obszar, znacznie slabiej zaludniony niz Huta.
qag says:
kwi 8, 2009
Niezależnie od krakowskich autobusów czy tramwajów, ten artykuł niesie dla mnie smutne treści.
marcin wójcik says:
kwi 8, 2009
owszem smutne, bo w TK zasiadają na pewno sami kierowcy traktujący rower albo jako urządzenie do rekreacji, albo zło konieczne na drogach, bo w ich oczach to środek komunikacji dla ubogich.
Brak rozróżnienia pomiędzy rowerzystą a kierowcą samochodu i utrzymanie w mocy tego przepisu, pasuje do myślenia, które o mały włos a wapkowałoby rowerzystów w kaski i kamizelki odbalskowe. Wszystko dla wygody kierujących pojazdami silnikowymi. niedługo domy stojące wzdłuż ulic każą malować farbą odblaskową, bo inaczej kierowcy ich nie zauważą. drzewa już skutecznie usuwają, bo zabijają.
Artur says:
kwi 8, 2009
Niby dlaczego kierowcy i rowerzyści mają być inaczej traktowani? Ja bym nie rozróżniał tu środka transportu, ale infrastrukturę, z której korzystają. Jeśli wszyscy (kierowcy, motocykliści, rowerzyści) korzystamy z publicznych dróg, to powinno nas obowiązywać takie samo prawo. Pijany rowerzysta też może spowodować wypadek, też tragiczny w skutkach. Nie przekonuje mnie tu argumentacja o udziale procentowym rowerzystów w wypadkach. W tym miejscu należałoby też napisać o udziale rowerzystów w całości ruchu drogowego. Ja poszedłbym dalej, dla wszystkich korzystających z dróg obowiązkowe uprawnienia (oczywiście na rower mniej „specjalistyczne”) oraz OC.
marcin wójcik says:
kwi 8, 2009
@Artur
tym torem dotrzesz do punktu, w którym każesz pieszym zdobywać uprawnienia do poruszania się po chodnikach, które przecież są w ciągu pasów dorgowych. Zauważ, że znak B-36 zakaz zatrzymywania się obowiązuje dotyczy automatycznie także chodnika, bo jest w pasie drogowym. można więc uznać, że piesi również korzystają z tej samej infrastruktury. znacznie lepiej jest to widoczne na wsi, gdzie czesto nie ma chodników, więc piesi chodzą po jezdni.
wydaje mi się, że nie tędy droga.
Artur says:
kwi 8, 2009
Wiedziałem, że ktoś zareaguje w ten sposób. Więc moja odpowiedź jest prosta – nie! Piesi nie muszą mieć uprawnień. Oczywiście, że gdzieś tam dochodzi do przenikania pieszych w infrastrukturę stricte drogową, jak np. podczas wspomnianego przez Ciebie przechodzenia przez jezdnię. Ale tu już pieszy może być ukarany, czy to za przechodzenie w niedozwolonym miejscu czy też na czerwonym świetle. A więc musi posiadać fundamentalną wiedzę o korzystaniu z tejże infrastruktury. Natomiast wykonujący manewry na drogach muszą mieć już odpowiednią wiedzę jak pokonywać skrzyżowania, jak odpowiednio sygnalizować manewry i je wykonywać, znać pierwszeństwa przejazdu itp.
marcin wójcik says:
kwi 8, 2009
@Artur
czy muszą mieć tę wiedzę, skoro nasze prawo nie wymaga od pełnoletniego obywatela poruszającego się na rowerze żadnych uprawnień. dlaczego więc ma być on karany z taką samą surowością jak kierujący jednak potencjalnie bardziej niebezpiecznym, bo mającym znacząco większą masę, a przez to siłę rażenia samochodem.
Artur, ja nie jestem przeciwnikiem karania pijanych rowerzystów w ogóle. opowiadam się jednak za rozróżnieniem rowerzysty od kierowcy i przede wszystkim nie odbierania prawa jazdy za jazde pod wpływem na rowerze.
pokusiłbym się nawet o postawienie takiej tezy, że łagodniejsze traktowanie rowerzystów może zmiejszyć ilość pijanych kierowców.
w tym momencie wielu kierowców świadomie wybiera samochód wiedząc, że będzie np. wracać z knajpy po dwóch czy trzech piwach, bo ma dokładnie tyle samo do stracenia, co jadąc na rowerze, a przy tym nie musi utrzymywać równowagi, rower nie jest więc alternatywą.
w przypadku kiedy za jazdę na rowerze po alkoholu, groziłby im tylko mandat, a za jazdę samochodem nawet surowsze niż obecnie sankcje karne, mogłoby się okazać, że część przesiadłaby się na rower.
oczywiście mogę się mylić
Artur says:
kwi 8, 2009
Marcin:
1. Tak, musisz. Przynajmniej jak dla mnie. Jak wyobrażasz sobie korzystanie z dróg nie znając zasad na nich panujących? Skoro prawo tak stanowi, to znaczy, iż trzeba je zmienić.
2. Takim sposobem możemy dojść do wniosków, że inaczej karzemy motocyklistów, kierowców Seicento, kierowców Mercedesów klasy S, kierowców TIRów. Bzdura! Korzystanie z publicznych dróg wymaga trzeźwości od każdego!
3. Ja to widzę tak: masz kartę rowerową – to za jazdę po pijaku ją odbierają. Prawo jazdy kat. A lub B uprawnia do jazdy na rowerze bez karty rowerowej, jedziesz po pijaku – odbierają Ci je do kolejnego egzaminu, który możesz zdawać po jakimś tam czasie.
4. Marcin, wybacz, ale ja mam nadzieję, iż pijani kierowcy nie będą (o zgrozo!) przesiadać się na rower. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że przede mną przewraca się jakiś rowerzysta…
marcin wójcik says:
kwi 8, 2009
@Artur
do jazdy na rowerze wystarczy dowód osobisty. czy w takim razie za jazdę po pijanemu powinni mi go odebrać na jakiś czas?
ad.4. na kursie na prawo jazdy, mam nadzieję, nadal uczą, o zasadzie ograniczonego zaufania. nawet w świecie najsurowszych kar może Ci się przed maską wywrócić pijany rowerzysta.
bart76 says:
kwi 8, 2009
@qag „… Kolor samochodu nie jest cechą istotną przy powstawaniu wypadków … ”
Polecam
srebrne auta bezpieczniejsze
:-)
Artur says:
kwi 8, 2009
Marcin:
Piszę przecież, że sam dowód nie powinien wystarczać do jazdy rowerem po ulicach. Już pisałem dlaczego.
Owszem uczą. Oczywiście, że może, ale po co zwiększać to prawdopodobieństwo „przesiadaniem” pijanych kierowców na rowery, czy też poczuciem bezkarności wśród niektórych.
marcin wójcik says:
kwi 8, 2009
@Artur
czy w takim razie rowerzysta, również pełnoletni, powinien posiadać kartę rowerową?
i czy posiadanie prawa jazdy wyłączało by rowerzystę z tego obowiązku?
i co traciłby ten ostatni rowerzysta przyłapany na jeździe pod wpływem?
czy to, że nie chcesz „przesiadania się” pijanych kierowców na rowery mam rozumieć, iż wolisz by jeździli samochodami?
interesujący jest fakt, że pomimo, iż więcej kierowców łapanych jest pod wpływem, to i tak więcej rowerzystów siedzi w więzieniach
Artur says:
kwi 8, 2009
Znowu wypunktuje:
1. Tak. Bez względu na wiek osoba poruszająca się po drogach publicznych powinna mieć do tego uprawnienia (nomenklatura obojętna), których zdobycie poprzedzałby kurs uczący zachowania na drodze. Owszem, posiadanie prawa jazdy kat. A, A1 lub B, B1 zezwalałoby na korzystanie z roweru na drogach gdyż zdobycie takiego dokumentu poprzedza stosowny kurs oraz egzamin. A ten ostatni delikwent jadąc na rowerze traciłby właśnie prawko. Tutaj można się jednak pokusić o jakieś łagodniejsze sankcje, jak np. zawieszenie (a nie zabranie) prawa jazdy na 3 miesiące i grzywnę.
2. Pijani, wolę by jeździli MPK, Taxi lub byli wożeni przez żony, kochanki i inne osoby – oczywiście trzeźwe. Ja tak robię będąc pod wpływem i być może dlatego dziś cieszę się zdrowiem i wolnością :)
3. Cóż… Tego fenomenu nie potrafię wyjaśnić.
m says:
kwi 9, 2009
„1. Tak. Bez względu na wiek osoba poruszająca się po drogach publicznych powinna mieć do tego uprawnienia (nomenklatura obojętna), których zdobycie poprzedzałby kurs uczący zachowania na drodze.”
o boże.. wiesz jak to w polsce by wyglądało? opłata kilka stówek, kurs trwa kilka miesięcy i oczywiście zdaje 10%. polska jest pod tym wzgledem krajem na tyle beznadziejnym, ze powinno sie dazyc do znoszenia regulacji prawnych, bo one nigdy nie funkcjonuja wlasciwie.
„2. Pijani, wolę by jeździli MPK, Taxi lub byli wożeni przez żony, kochanki i inne osoby – oczywiście trzeźwe.”
no dajże spokój, po jednym piwku „pijany”? rozumiem jak ktoś się upije, ale przecież piwo do posiłku czy przy spotkaniu ze znajomymi to jest moje święte prawo i nikomu nie wyrządze krzywdy wsiadając po nim na rower i jadac spokojnie sciezka. rower to nie samochod.
Artur says:
kwi 9, 2009
m:
Kto mówi tu o szkołach jazdy i WORD’ach? Natomiast fakt, że coś nie funkcjonuje poprawnie nie jest żadnym argumentem za tym by nie wprowadzać nowelizacji. Właściwie szkolenie kierowców jest ch*** warte więc w sumie mógłbym jeździć bez prawka :)
Ależ oczywiście, że masz prawo. Sam nie stronie od alkoholu. Natomiast trzeźwość i nietrzeźwość są względne. Ilość trunku do upojenia dla różnych osób jest inna. Małe piwko nawet przed jazdą autem mogę spożyć i w razie kontroli nie wydmucham „upojenia”. Być może Ty też pozostaniesz w stanie trzeźwości, ale ktoś inny być może już nie. I dlaczego taki ktoś ma mieć taryfę ulgową… A, i jeszcze jedno, że krzywdy na rowerze nikomu nie zrobisz, to już wcale nie jest takie pewne.
marcin wójcik says:
kwi 9, 2009
@Artur
ale przyznasz chyba, że samochodem po pijanemu można zrobić większe szkody.
nowelizacja by się jak najbardziej przydała, w której powinno się odróżnić rowerzystę od kierującego pojazdem silnikowym, a także nawet podwyższyć nieznacznie próg dopuszczalnej zawartości alkoholu
Artur says:
kwi 9, 2009
Nie mam tu czego przyznawać bo są to oczywiste fakty.
Należy rozróżnić – owszem. Co do podwyższenia progu na którym następuje nietrzeźwość, to faktycznie można tak zrobić w przypadku rowerzystów. Natomiast po przekroczeniu tego progu bez względu na pojazd należy przykładnie karać, a sprawców wypadków sądzić za przestępstwo.
marcin wójcik says:
kwi 9, 2009
czyli wychodzi na to, że rowerzysta z kierowcą może się dogadać :) , chyba że z niedzielnym