pijany pijacy piwo rowerzysta Nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy. Zarówno uzasadnienie prezesa Sądu Rejonowego we Wschowie w Lubuskiem, Jarosława Sieleckiego, jak i opinie ekspertów i dziennikarzy, którzy od rano dziś omawiali problematyczną kwestię, skłaniały do wniosku, iż rowerzyści pod wpływem alkoholu będą traktowani łagodniej od kierowców samochodów. Ci ostatni, na tzw. „podwójnym gazie”, bez wątpienia stwarzają poważniejsze zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu.

Na inne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego liczyli cicho również pracownicy więziennictwa. Niestety. Drakoński przepis faworyzujący pieszego stwarzającego po wypiciu alkoholu nie mniejsze zagrożenie dla ruchu pojazdów niż pijany rowerzysta, został utrzymany w mocy. W moim przekonaniu nierówne traktowanie uczestników ruchu drogowego poruszających się za pomocą mięśni, tak naprawdę stawia w uprzywilejowanej sytuacji pijanych kierowców, których policja przy każdej większej akcji wyłapuje dziesiątki, ale zdaje się traktować łagodniej. Bo jak inaczej można zinterpretować statystyki. Pijany rowerzysta może dostać maksymalnie karę 12 miesięcy pozbawienia wolności. Średnio zamyka się w Polsce cyklistę po spożyciu na 11 i pół miesiąca.

Dla porównania: za kradzież maksymalna kara to dziesięć lat, a średnia wyroków dwa lata

- czytam w Gazecie.

Czy naprawdę pijani rowerzyści powinni być traktowani tak samo jak pijani kierowcy samochodów? Zaledwie co dziesiąty wypadek, w którym alkohol odgrywał jakąkolwiek rolę był spowodowany przez cyklistę. Natomiast pijani kierowcy pojazdów silnikowych są przyczyną 80% wypadków.