Nigdy nie wycinało się tylu starych drzew jak obecnie – po silnych wichurach w ostatnich kilku latach, gdy przewróciło się wiele drzew, czyniąc także szkody, zwolennicy „posprzątania” zyskali bardzo silne argumenty „psychologiczne”, a administracja przyzwyczaiła się do wydawania zezwoleń przy słabej reakcji społecznej.

Według mnie pomysł wycinki, jest konsekwencją zorganizowania parkingów przy Błoniach. Samochody parkują pod drzewami. Spadające jesienią liście, a w ciągu całego roku ptaki zostawiające ślady swojej obecności na maskach samochodów, inicjowały pomysły co bardziej wpływowych obywateli Krakowa, by ten problem rozwiązać. Inicjują oni proces wycinki nieformalnie poprzez swoje rozliczne kontakty. Mamy wiele przykładów takich działań (naprawę niektórych dróg podjęto tylko dlatego, że przejeżdżały nimi wpływowe na lokalnej scenie osoby).

Wycinka drzew przy Błoniach to barbarzyństwo i powinno się zrobić społeczną ekspertyzę powołując niekwestionowanych fachowców dendrologów. Jest jeszcze jedna droga – jako społeczeństwo obywatelskie, to my powinniśmy decydować czy chcemy, by te drzewa były czy nie. Urzędnicy pełnią rolę wykonawczą.

Słyszałem też, że osoba wykonująca ekspertyzę wskazująca drzewa do wycięcia, otrzymuje określoną kwotę za wskazanie. Mechanizm jest więc prosty – więcej drzew wskazanych do wycięcia – większa dokumentacja – większe wynagrodzenie, a to, że kwota za dokumentację stanowi ułamek procenta wartości wyciętych drzew, nie mówiąc już o utracie wartości przyrodniczej, to są już sprawy, na które nikt nie zwraca uwagi.