Tor F1 zamiast torów tramwajowych
Kiedy w ubiegłym roku Kraków “objechała” z olbrzymią prędkością informacja o grupie przedsiębiorców planujących budowę toru Formuły 1 na terenie wojskowego poligonu w Pasterniku, zasugerowałem, iż prawdopodobnie lepszym wizerunkowo, a także tańszym rozwiązaniem, byłby tor uliczny.
Informację o wyścigu o budowę toru F1, przeczytałem niemal jak samosprawdzającą się przepowiednię.
Budowa nowego toru to koszt 300 – 400 mln dolarów. Tory uliczne są o około 30 – 40 procent tańsze, a wyścigi na nich bardziej widowiskowe. Zdecydowano się więc na ich wyznaczenie w polskich miastach kandydatach. Wiadomo, że nie stać byłoby na to samych miast. Do tego typu przedsięwzięcia musiałoby się włączyć państwo i sponsorzy
- mówi Bartosz Skwiercz, przedstawiciel firmy inicjującej przedsięwzięcie, które na moje oko nie ma szans na powodzenie, jest natomiast sprytnym pomysłem na darmową reklamę.
Tor uliczny dla Roberta Kubicy i jego kolegów ze stajni, wytyczali podobno najlepsi polscy specjaliści. Nie zmienia to faktu, że do całego przedsięwzięcia mieliby dopłacić wszyscy podatnicy, nawet ci niezainteresowani F1, a dodatkowo ucierpieliby pasażerowie komunikacji miejskiej. Ewentualna budowa toru biegnącego ulicami: Konopnickiej, Kalwaryjską, Długosza i Ludwinowską wymagałaby bowiem likwidacji torowiska tramwajowego w ul. Kalwaryjskiej. Tym samym pomysł, w moim przekonaniu, sam się zdyskredytował.






















W moim odczuciu całe to zamieszanie trzeba między bajki włożyć, bo akcja raczej służy rozbudowaniu bazy adresów e-mail przez LG ;)
Swoją drogą do stadionów też wszyscy dopłacają – nawet Ci nie zainteresowani piłką, a jakoś budowa stadionów ma powszechne błogosławieństwo.
@skz
mojego błogosławieństwa stadiony nie mają. powinny powstawać ze składek kibiców, prywatnych sponsorów itp.
marcinie,
tez nie jestem, jak wiesz, fanem piłki. jednak stadiony pozwalają na organizację innych imprez takich jak koncerty, etc. tym niemniej, wolalbym by miasto postawilo 10 parkingow P+R zamiast budowac stadion :)
co do toru, to powtórzę sie (lista masy): o ile Euro 2012 byłoby jednorazowym paraliżem miasta na jakiś czas to “tor” musiałby paraliżować miasto przynajmniej raz w roku, nie mówiąc o wieloletnich utrudnieniach związanych z potrzebnymi przebudowami.
uwazam ze to pomysl prawie tak nietrafiony jak pomysl jednego z krakowskich duchownych, by w niedziele umozliwic wiernym dojazd na msze i wpuscic samochody do starego miasta.
poza tym nie chce zeby krakow kojazyl sie z tak prymitywnym “sportem”.
Ale o co chodzi, przecież F1 jeździ szybciej i ma lepszy serwis niż tramwaj. Same pożytki :)
Co do “futbolu” to wydaje się, że chyba nikt nie ma takiej władzy, oprócz PZPN, żeby co tydzień organizować imprezę, na której jest kilka pobitych osób, zdemolowanych obiektów, zmobilizowanych setek/tysięcy funkcjonariuszy policji i robić to bez żadnych konsekwencji. Nie mówiąc o pokrywaniu kosztów operacji. Za zabawy kiboli płacisz TY, czytelniku. Chodzi o to, żeby nie popierać aberracji naszpikowanych dragami i sterydami kretynów dla nabijania kabzy kolegom Laty, Listkiewicza i tym podobnych “działaczy”, których życiowym osiągnięciem jest to, że jak byli łebkami to szybko ganiali za nadmuchanym pęcherzem.
Sport jest fajny, bardzo lubię go uprawiać, a stadiony i hale to rzeczywiście przydatne miejsca. Dobrym przykładem jest hala Bercy w Paryżu, w której odbywa się wszystko co się da: od koncertów, przez wyścigi samochodowe po regaty windsurfingowe(!). Tylko trzeba tym zarządzać i organizować. Klubom sie to nie opłaca, bo ich pastwisko się niszczy, a ze strony miasta urzędasom też się nie chce, bo nie mają w tym interesu, bo to nie ich.
A w jakiś weekend mogliby sie pościgać, chociaż to straszny hałas, smród i nudne. Więcej zachodu niż pożytku. Może gdzieś koło Liszek czy Kryspinowa by sie dało takie gonitwy urządzać? Jest infrastruktura, bo i kiełbaski i kąpielisko.
W Krakowie odbywały się wyścigi uliczne – na Alejach 3 Wieszczów! Szykany polegały na przejeżdżaniu z jednej nitki na drugą.
FSO (na Warszawach M20 – “garbusach”) reprezentowali Marek Varisella i Marian Zatoń. Zawsze zajmowali 2 ostatnie miejsca. Wygrywały najczęściej Citroeny BL11 “Traction Avant!” takie same, jakimi jeździła Bezpieka. Potem były wyścigi na byłym lotnisku w Rakowicach – tam startowały prawdziwe “wyścigówki” zwane dziś “bolidami”. Brylowali zawodnicy z NRD (Melkus) i ZSRR. No i doroczny “Wyścig Górski o Błękitną Wstęgę Serpentym Ojcowa”. Albo nocny odcinek specjalny Rajdu Polski przez Las Wolski do Bielan.
Ech, łza się w oku kręci.