Warto było rzucać kamienie

24 09 2009 :: marcin wójcik

W poprzednim odcinku napisałem:

że warto było niemal codziennie wrzucać kamyki do ogródka Urzędu Miasta Krakowa.

Dlaczego? Utyskiwanie na działania krakowskiego magistratu i innych miejskich jednostek przyniosło wymierne efekty, a co chyba najważniejsze ośmieliło innych obywateli miasta nie tylko do bardziej krytycznego spojrzenia na poczynania włodarzy, ale przede wszystkim do publicznego wyrażania swoich opinii. Tu z pomocą przyszedł oczywiście internet i jedno z jego najwspanialszych, prostych w obsłudze narzędzi – blog. Ale nie tylko, w tym roku furorę robi Facebook.

W kolejności alfabetycznej. Blogi. Kiedy zaczynałem krakoff.info – bloga miejskiego, blogi utożsamiane były wyłącznie z pamiętnikami, bo rzeczywiście takich było najwięcej. Obecnie krakowska blogosfera ulega trendom światowym i blogi tematyczne nie są już rzadkością. Wymienię tylko kilka, moim zdaniem najciekawszych.

Najmłodszy w towarzystwie, ale prawdopodobnie najgłośniejszy – Projekt Miejski, bardzo szybko przebił się do tzw. mediów głównego nurtu. Co prawda na razie jest to niezbyt wartki nurt krakowski, ale w tym wypadku chodzi o sprawę lokalną, ale jakże istotną – planowaną budowę pomnika Kuklińskiego. Projekt Miejski to nie tylko blog, to przede wszystkim zakrojone na szeroką skalę działania o charakterze społeczno-artystycznym, których zadaniem będzie ożywienie struktury miasta i tworzenie płaszczyzn do publicznej debaty, by ostatecznie mieszkańcy mieli faktyczny wpływ na plany zagospodarowania przestrzeni publicznej.

Równie młody blog Stowarzyszenia Przestrzeń – Ludzie – Miasto wywodzi się z dwu zbliżonych tematycznie miejsc w sieci. Pierwsze to małopolski odłam forum skyscrapercity.com, drugie – już martwa strona krakopolis.pl. Przedmiotem zainteresowania piszących i czytelników były i wciąż są, takie dziedziny jak architektura, urbanistyka , transport, a także wiele innych skupionych wokół głównego tematu jakim są inwestycje. Głównym celem stowarzyszenia jest m.in. działanie na rzecz zrównoważonego rozwoju Krakowa. Ten temat na krakoff.info poruszałem wielokrotnie, tym bardziej się ciesze, że inni go podejmują.

Wokół zrównoważonego, ale transportu, kręci się już ostatni blog – Miasto marzeń, w którym autor proponuje rozwiązania, jakie możnaby zastosować mniejszym lub większym kosztem w komunikacji miejskiej.

A wracając do wrzucania kamyków do ogródka UMK i podległych jednostek miejskich, nie mogę pominąć zapowiedzianego na początku Facebook’a i jego krakowskich ognisk zapalnych. Sam do jednego się przyczyniłem zakładając na FB grupę Ratujmy drzewa przy błoniach skupiającą obecnie ponad 1400 członków. Dzięki aktywnemu zaangażowaniu kilkudziesięciu z nich, udało się do tej pory zorganizować dwa happeningi, a także wpłynąć na ZIKiT, by ten zlecił przeprowadzenie niezależnej ekspertyzy mającej przedstawić faktyczny stan drzew i możliwości ich leczenia.

Na koniec zdjecia Piotra Markowskiego z ostatniej akcji przy Błoniach.

Po wakacjach czas wrócić do pracy

17 09 2009 :: marcin wójcik

Dwa miesiące milczenia jakie sobie i Tobie czytelniku zafundowałem, najprościej byłoby zrzucić na karb lenistwa. Najrozsądniejszym wytłumaczeniem mojego “zniknięcia” była chęć nabrania dystansu do Krakowa i krakoff’a. Tak było na początku wakacji. Później rzeczywiście chęć do odpoczynku wzięła górę, a kiedy już zabierałem się za pisanie, zwyczajnie nie wiedziałem od czego zacząć.

Dziś dystansu mam tak dużo, że wzięło mnie trochę na wspomnienia. Kiedy ponad trzy lata temu rozpoczynałem przygodę z krakoff.info starałem się poruszać tematykę wtedy mocno zaniedbywaną przez media, a dla wielu, w tym nawet mi bliskich osób, całkowicie niezrozumiałą. Wtedy byłem egzotyczną, choć na szczęście nie bezludną, wyspą w “krakowskim” internecie.

Dziś wraz ze wzrostem świadomości obywatelskiej krakowian i pojawiającymi się coraz liczniej oddolnymi inicjatywami na rzecz bądź to ratowania dewastowanej przestrzeni miejskiej, bądź zieleni, krakoff.info stracił na wyjątkowości. To co nie tak dawno było niszowe, teraz pojawia się coraz częściej na pierwszych stronach lokalnych gazet. Dlatego moja “strata”, tak naprawdę dziś jest ogromnym sukcesem. Teraz wiem, że warto było niemal codziennie wrzucać kamyki do ogródka Urzędu Miasta Krakowa i że warto to robić nadal.