Pierwszy MAIA jesienią
W najbliższą sobotę, 10 października, dojdzie w Krakowie do wydarzenia historycznego, na skalę przynajmniej krajową. Ulicami miasta przejdzie Pierwszy Marsz Ateistów i Agnostyków (MAIA). Osoby bezwyznaniowe postanowiły publicznie upomnieć się o swoje prawa w przestrzeni publicznej. Marsz rozpocznie się o godzinie 14:00 pod Collegium Novum, przejdzie na Rynek Główny, a następnie pod pomnik sławnego krakowskiego humanisty Tadeusza Boya Żeleńskiego, autora m.in. tych słów:
Państwo – pomijając nawet fakt, że najczęściej jest zbiorem jednostek rozmaitych wyznań – ma za przedmiot swoich starań byt człowieka na ziemi. Celem jego jest zmniejszenie cierpień, zapewnienie swoim obywatelom maksimum zdrowia, dobrobytu, oświaty. Kościół natomiast – gdyby jego politykę brać najidealniej – ma zadania zgoła inne. Życie doczesne ludzi jest dlań jedynie chwilką wobec wieczności za grobem; z tej perspektywy wszystkie męki doczesne są bez znaczenia, a nawet mogą być pożądane, o ile zbliżają do nagród wiekuistych, do których znowuż pierwszym warunkiem jest przestrzeganie nakazów Kościoła. Każde z tych dwóch stanowisk ma swoją logikę, ale pogodzenie ich bywa niezmiernie trudne. I dlatego domagamy się aby ustawodawcy tworzyli regulacje prawne – z utylitarną myślą – które będzie dążyć do zmniejszenia cierpień, zapewnienie swoim obywatelom maksimum zdrowia, dobrobytu, oświaty czy bezpieczeństwa fizycznego i egzystencjalnego.
Tematem tegorocznego MAIA jest “Moralność bez wiary”. Organizatorzy chcą tym hasłem zwrócić uwagę na fakt, że pojęcie moralności zostało zawłaszczone przez organizacje religijne i utożsamione z wykonywaniem woli bóstwa. Tymczasem moralność bez bóstw, bez strachu przed karą z ich strony, oparta na świeckich i racjonalnych podstawach jest niezbywalnym dorobkiem ludzkości, rozwijającym się nurtem myśli, będącym fundamentem światopoglądów rosnącej rzeszy ludzi.
Marszowi towarzyszyć będą też wydarzenia kulturalne, stwarzające przestrzeń do debaty. Już w piątek 9 października DKF Mikro Odeon zaprasza do kina Mikro (ul. Lea 5) o godz. 20:00 na film Terezy Nvotovej pt. “Jezus jest normalny!” (Czechy 2008). Film jest zapisem wspomnień autorki ze szkoły prowadzonej przez amerykańskich misjonarzy oraz obserwacji członków kościoła “Triumfalne Centrum Wiary”, stawia pytania związane z kwestiami “wychowania w wierze” i manipulacji dziećmi. Gościem spotkania będzie prof. dr hab. Zbigniew Pasek z Katedry Kulturoznawstwa i Filozofii Wydziału Humanistycznego AGH).
Natomiast w sobotę, po marszu, organizatorzy i organizatorki zapraszają o godz. 18:00 do Klubu pod Jaszczurami na spotkanie pt.: “Czy niewierzący potrafi kochać bliźniego swego? – rzecz o moralności”. W spotkaniu wezmą udział: prof. dr hab. Jan Woleński (Instytut Filozofii UJ), prof. dr hab. Piotr Flin (Instytut Fizyki UJK, Kielce), prof. dr hab. Jan Hartman (Zakład Filozofii i Bioetyki Collegium Medicum UJ).
Wbrew narastającej sekularyzacji społeczeństwa – co przyznają same czynniki kościelne – wpływ religii panującej na instytucje publiczne, ustawodawstwo, dyskurs społeczny i polityczny wzrasta. Kraków jest
chyba najwłaściwszym miejscem by rozpocząć wreszcie dyskusję o ignorowaniu, nie tylko osób niewierzących w przestrzeni publicznej, ale i naginaniu, ignorowaniu, destruowaniu prawa przez instytucje publiczne, w kontekście działalności grup religijnych, w szczególności Kościoła Rzymsko-Katolickiego.























A ja jeszcze polecę artykuł, który niedawno czytałem: http://www.polityka.pl/politycy-w-zakrystii/Text01,933,302599,18/ bardzo smutny, ale prawdziwy :(
Niestety nie dałem rady być. ;<
A ja bylam, i nie tylko sie z tego ciesze, ale jestem dumna, ze to wlasnie w Krakowie odbyl sie pierwszy taki marsz.
Czekam na wiadomosci o nastepnym.
Nie byłem i trochę żałuję, zaznaczam od razu, że nie jestem ani ateistą, ani agnostykiem, pojawiłbym się jako sympatyk. To, że pierwszy taki marsz odbył się w Krakowie, z natury swojej konserwatywnym jest dowodem na to, że może jednak ateiści i agnostycy nie są tak bardzo zmarginalizowani, jak im się wydaje. Poglądami prezentuję drugą stronę, jednak nie do końca się utożsamiam z tzw. wojującym katolicyzmem i jestem zdecydowanie za państwem wolnym światopoglądowo, tym bardziej, że dzisiaj religia katolicka eksploatowana przez polityków traci na wartości, bo nie jest ważne jakiego wyznania jesteśmy, ale jaką moralność prezentujemy. Moje doświadczenie każe mi podwoić uwagę w przypadku “zdeklarowanych” katolików, bo bywają bardziej niemoralni niż niewierzący. A etyka może być uniwersalna, bo pewne wartości wychodzą ponad światopogląd, ważna jest jakość naszych relacji z innymi, jeżeli ich podłożem jest szacunek dla nich, to nieważna jest religia której jest się wyznawcą. Jeżeli tzw. katolik uważa, że na przykład ateista jest w jakikolwiek sposób gorszy od niego, to – przykro mi bardzo – powinien uczciwie przestać się przyznawać do katolicyzmu, biorąc choćby pod uwagę pierwsze i najważniejsze przykazanie-fundament naszej, mojej religii. Pozdrawiam wszystkich ateistów i agnostyków
@ apt73
Twój głos, jak i wiele podobnych głosów dochodzacych z kręgów osób wierzących, pokazuje, jak wiele z postulatów laickich znajduje wśród Was zrozumienie i to wbrew oficjalnym stanowiskom instytucji kościelnej. To dobry zwiastun dla poprawy poziomu demokratyzacji kraju. Rok temu Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów opublikowało apel do polityków zawierający postulaty laickie – spotkały się one oczywiście z krytyką hierarchii – choć nie wychodzą ani na jotę poza to co zapisane jest w konkordacie (SIC!)
Mam jedno zastrzeżenie: nie mieszajmy porządku instytucjonalnego, etycznego i prywatnego. Pewne “uniwersalia” są pre-religijne, np. są warunkiem sine qua non istnienia społeczeństwa, zostały one li jedynie zawłaszczone przez religie (wcześniej nie operowano innym językiem). Osobiście uważam, że obecnie są one minimum niewystarczającym, które mogło sprawdzać się, (np. w przypadku dekalogu) wśród pasterskich, prymitywnych plemion pustynnych, ale nie w rodzacym się biotechnicznym społeczeństwie informacyjnym.
Co do kwestii instytucjonalnej dyskryminacji poruszanej przez Młodych Wolnomyślicieli, Polskie Stow.Recjonalistów, Towarzystwo Kultury Świeckiej, Towarzystwo Humanistyczne i inne organizacje ateistów i humanistów – częstą reakcją wierzących jest przenoszenie dyskusji na poziom prywatny “nie są, nie mogą być dyskryminowani – przecież sam jestem tolerancyjny i mam przyjaciół ateistów”. Drastycznie rzecz ujmując w przedwojennych Niemczech, niejeden Niemiec i Niemka też mieli przyjaciół Żydów. [i mam nadzieję, że nie zostanę zaraz oskarżony o przypisywanie kościołowi zbrodniczych tendencji - chodzi mi o zilustrowanie procesu alienacji struktur instytucjonalnych, procesu niszczącego demokrację].
Widać że osoby niewierzące, o ile już orientują się w założeniach jakiejś religii, to tylko tej jednej dominującej ;), bo z punktu widzenia innej, zupełnie niedominującej religii, wybrały sobie zupełnie fatalny skrót nazwy swojej manifestacji… :(
(dla niezorientowanych – w hinduizmie i buddyzmie maja to ułuda, iluzja przesłaniająca prawdziwą rzeczywistość…)