Z okupowanego kraju

13 10 2009 :: bezprym własnowolski

- Żyjemy w kraju, gdzie głowa jednego z wyznań podczas swych wizyt jest fetowana przez czynniki państwowe, a na przygotowanie jej podróży, choć nie jest wizytą dyplomatyczną, wydawane są środki publiczne z budżetu państwa.

- Żyjemy w kraju, gdzie prezydent oświadcza bez rumieńców na policzkach, że jest prezydentem obywateli jednego wybranego wyznania, a wyznaczniki etyczne tego wyznania nie mają alternatywy.

- Żyjemy w kraju, gdzie jak dawniej wiadomości z zakresu marksizmu-leninizmu, obecnie wiadomości nt. jednej religii są zdobywane już w żłobku, a poszerzane i rozwijane przez cały proces edukacyjny.

- Żyjemy w kraju, gdzie osoby zajmujące się wpajaniem jedynie słusznej religijności, które odbywa się w ramach publicznego systemu edukacyjnego, opłacane są z budżetu publicznego, uczące się dzieci nie mają realnej alternatywy, a oceny z efektów tego wpajania pojawiają się na świadectwach szkolnych.

- Żyjemy w kraju, gdzie wszystkie służby mundurowe mają oddelegowanego oficera politycznego… duchownego jedynego słusznego wyznania, którego pobory są często kilkakrotnie wyższe, niż pobory pracowników danej służby – jak ma to miejsce w przypadku celników. Oczywiście duchowni są opłacani z budżetu państwa.

- Żyjemy w kraju, gdzie ośrodki kultu są finansowane z budżetu państwa, a jeśli ze względów formalnych to nie wychodzi, ponieważ formalnie mamy nowoczesną konstytucją gwarantującą rozdział tronu od ołtarza, wtedy religijne ośrodki kultu przemianowuje się na centra naukowe i dalej finansuje z budżetu publicznego.

- Żyjemy w kraju, gdzie symbol jedynej słusznej religijności jest obecny we wszystkich miejscach publicznych poczynając od pałacu prezydenckiego i parlamentu, poprzez budynki rządowe, urzędy samorządowe, sale posiedzeń rad miejskich, sołectw, aż po urzędy pocztowe, sale szkolne i szpitalne.

- Żyjemy w kraju, gdzie do organizacji religijnej przystępujemy nieświadomie, jako niemowlęta, natomiast już jako dorosłym ludziom tworzy się nam najróżniejsze przeszkody, jeżeli zapragniemy opuścić tę wspólnotę.

- Żyjemy w kraju, gdzie prawa kobiet są przedmiotem handlu między czynnikami kościelnymi, a partiami, nawet tymi nazywającymi się lewicowymi.

- Żyjemy w kraju, gdzie wprowadzono najbardziej restrykcyjne prawo na kontynencie odbierające kobietom możliwość decydowania o własnym ciele – które to prawo nazywane jest „historycznym kompromisem”.

- Żyjemy w kraju, gdzie wszystkie organizacje społeczne, stowarzyszenia, fundacje, zrzeszenia podlegają zasadzie transparentności, i prowadzą jawną księgowość – oprócz organizacji kościelnej.

- Żyjemy w kraju, gdzie od orzeczeń wszystkich urzędów istnieje droga odwoławcza, wyjątkiem jest tzw. kościelna komisja majątkowa, która zajmuje się odzyskiwaniem dóbr kościelnych, które nigdy do kościoła nie należały. Od jej decyzji nie ma odwołania i nie trzeba dodawać, że eksperci tej komisji są kościelni.

- Żyjemy w kraju, gdzie, jak u Orwella, mowę nienawiści prezentowaną przez część mediów religijnych nazywa się mową miłości.

- Żyjemy w kraju, gdzie malowidła bóstwa witane są przez władze samorządowe, w eskorcie państwowej policji, straży pożarnej itp. funkcjonariuszy publicznych.

- Żyjemy w kraju, gdzie systemowe wyrównywanie szans obywateli, zastępowane jest przez doraźną działalność charytatywną instytucji religijnych, i nazywane jest to skutecznością.

- Żyjemy w kraju, gdzie w centrach największych, zatłoczonych miast, gros terenów zielonych jest niedostępna mieszkańcom, ponieważ parki i ogrody zamknięte są za kościelnymi murami, gdzie zdarza się, że podlegają dewastacji, mimo że należą do dziedzictwa narodowego.

- Żyjemy w kraju, gdzie wydarzenia o dużej doniosłości społecznej, począwszy od świąt państwowych skończywszy na rozpoczęciu roku szkolnego obfitują w oficjalne elementy religijne, do uczestnictwa, w których są nakłaniani wszyscy.

- Żyjemy w kraju, gdzie odkrycia naukowe stare i nowe, które pomagają ludziom spełniać pragnienia, plany życiowe i aspiracje, żyć bardziej komfortowo i przyjemniej, w większej zgodzie z własną naturą jak innymi członkami społeczności, negowane są przez hierarchię duchowną jako nie zgodne z bożym planem. Zakaz stosowania odkryć nauki jest wprowadzany do ustawodawstwa pod presją kręgów kościelnych.

- Żyjemy w kraju, gdzie zlikwidowano wczasy pracownicze jako archaiczny wytwór zbrodniczego systemu, zastępując je nowoczesnym modelem wypoczynku – wyjazdami pielgrzymkowymi.

- Żyjemy w kraju, gdzie wszelkie zgromadzenia publiczne muszą zostać zgłoszone do odpowiedniego urzędu, a jeśli to się nie stanie organizatorzy są pociągani do odpowiedzialności karnej – nie dotyczy to zgromadzeń religijnych i spontanicznych wystąpień ludności np. w dniu śmierci przywódcy religijnego.

- Żyjemy w kraju, gdzie duchowni mogą ustawiać pomniki w miejscach publicznych, bez wiedzy i zgody władz samorządowych, takich jak architekt miejski czy konserwator zabytków.

- Żyjemy w kraju, gdzie istnieje nadzwyczajna ochrona tzw. „uczuć religijnych”, mimo że nikt ich nie zdefiniował, ani chociażby nie podał różnicy między uczuciami estetycznymi, poglądami politycznymi czy zdrowym rozsądkiem. Owocuje to m.in. cenzurą i kryminalizacją dzieł sztuki i kultury.

- Żyjemy w kraju, gdzie media publiczne mają obowiązek chronić i propagować wartości religijne jedynego słusznego wyznania.

- Żyjemy w kraju, gdzie, gdy ludzie o innym światopoglądzie niż panujący zwrócą publicznie uwagę, że ich prawa są strukturalnie i instytucjonalnie ograniczane, zawsze znajdzie się jakiś duchowny, który będzie zaprzeczał, groził, i przenosił wagę problemu na płaszczyznę prywatną mówiąc: „sam mam kilku przyjaciół ateistów”.

- Żyjemy w kraju, gdzie irracjonalne, metafizyczne, niekonkluzywne poglądy są dominującym uczestnikiem debaty o ustroju, kierunkach rozwoju społeczeństwa, kształcie legislacji, etc.

- Żyjemy w kraju, gdzie ustrój nazywany jest demokratycznym, ale większość religijna nie ma żadnego względu na mniejszości – i działa w zgodzie z zasadą zwycięzca bierze wszystko.

Chcemy to zmienić? A wy?

Subskrybuj RSS


Komentarze

  1. apt73 :: 14 10 2009

    Czy przerysowanie jest tutaj celowym zabiegiem stylistycznym, czy autora dopadła jakaś ciężka frustracja i w ten sposób ją wyraża? Nie lubię ekstremów – z żadnej strony, a powyższy tekst jest jednym z nich. Co Ci tak dopiekło, Autorze?

  2. JarMark :: 14 10 2009

    Być może w niektórych punktach autor tej specyficznej wyliczanki trochę przesadza, a nawet lekko histeryzuje, na przykłąd w tym przykładzie:

    “- Żyjemy w kraju, gdzie zlikwidowano wczasy pracownicze jako archaiczny wytwór zbrodniczego systemu, zastępując je nowoczesnym modelem wypoczynku – wyjazdami pielgrzymkowymi.”

    Ale – niestety – w większości ma rację.

    Mnie irytuje przede wszystkim to, że kościół nie płaci podatków, nie ma przejrzystych finansów dostępnych publicznie i jest wielowątkowo finansowany z budżetu państwa (i nie tylko).
    Kasa, kasa, geszefty i byznesy.
    Jak widzę i słyszę na przykład tzw. prałata Jankowskiego i jego arogancję połączoną z prymitywną bezczelnością, to robi mi się niedobrze i dopada mnie, jak to ujął apt73 “frustracja”

    Na razie czuję bezsilność wobec bezczelności i pazerności kleru katolickiego…

  3. ACTE :: 15 10 2009

    Zgadzam się z apt73. Skrajność vs. skrajność zawsze równa się śmieszności. Bądźmy RACJONALNI i nie przyczepiajmy się tak emocji, które przeminą tak samo jak się pojawiły :)

    Zaś hasło “nie módl się za mnie” pozostanie na długo w mojej głowie. Genialne! :D

  4. raw :: 16 10 2009

    wyjątkowo tendencyjne stwierdzenia,
    kolejny raz mniejszość próbuje narzucić swoje racje większości i nie chodzi tu o statystyki wierzących, weźmy np krytykowana przez autora wizyta papieża: na krakowskich błoniach zbiera się 600 tyś młodzieży, następnego dnia rano prawie 1 mln ludzi na mszy. Cała małopolska ma 3 mln mieszkańców, czyli ponad 1/3 była na miejscu z pozostałych 2 mln część pewnie oglądała mszę w telewizji,

    “Żyjemy w kraju, gdzie duchowni mogą ustawiać pomniki …” – chciałbym wiedzieć jakie prawo to reguluje, znam prawo budowlane i nie ma tam żadnego rozróżnienia, wszystkie obiekty małej architektury w miejscach publicznych wymagają zgłoszenia, poza m. publicznymi można je stawiać bez ograniczeń (niezależnie od przekonań religijnych)

  5. raw :: 16 10 2009

    “Żyjemy w kraju, gdzie w centrach największych, zatłoczonych miast, gros terenów zielonych …”

    kolejny tendencyjny kawałek: masę terenów “zielonych” jest również w rękach prywatnych lub co gorsza instytucji państwowych i również są niedostępne i podlegają degradacji – natomiast sam byłem w kilku ogrodach przyklasztornych i na zdegradowane nie wyglądały

  6. lEn :: 16 10 2009

    przejaskrawienie hasel pewnie dlatego ze to mowa wiecowa, ale jako katolik z wieloma sie zgadzam (pewnie wiekszoscia).

  7. raw :: 16 10 2009

    IEn nie rozumiem, jak możesz się zgadzać z antykatolickimi hasłami i jednocześnie twierdzić, że jesteś katolikiem.
    IMO wiele z tych postulatów jest wyssane z palca (tak jak ten z pomnikami), druga grupa to żale do pozostałej części społeczeństwa (jak np to, że mamy prezydenta jakiego wybrała demokratyczna większość – nie-katolicy też mieli prawo głosu), tylko nieliczna część to faktyczne postulaty co do których można dyskutować, czy nie warto ich prowadzić w życie

  8. Michał :: 16 10 2009

    Nie chcę się tu z nikim kłócić ani obrażać ale pewnie każdy ma trochę racji. Moja duchowość to moja sprawa i nie będę obnażał jej na blogu. Myślę, że to przejaskrawienie ma prowadzić do debaty, do obserwacji i zastanowienia się. Nie ma co się obrażać bo myślę, że zgodzicie się ze mną, że każda ze stron w tej dyskusji ma dużo do zrobienia.

    Tak więc podsumowując, wyssane nie wyssane z palca, zapewne jakaś – mniejsza lub większa – prawda w tym jest.

    Po drugie, ludzie mogą dosadnie pewne sprawy z religią i duchowością przeżywać. Jeśli któraś ze stron nie ma racji to druga jest tu po to żeby wytłumaczyć, a nie na nią naskakiwać.

  9. Michał :: 16 10 2009

    a z pomnikami to myślę, że chodziło po prostu o to, że księdzu z racji jego rangi łatwiej uzyskać zgodę na pomnik niż osobie świeckiej. Brzmi to życiowo, choć oczywiście nie powinno tak być.

    A co do prezydenta, nie jest to fragment przeciw katolikom, które wybrały prezydenta, tylko że prezydent nazywa się prezydentem tylko katolików. Nie wiem czy to prawda, nie słyszałem tego ale uznacie chyba, że to nie brzmi ładnie w ustach głowy państwa. Już pomijając sam fakt, że nie-katolicy też mogli głosować na jego osobę. I co wtedy?

  10. a :: 18 10 2009

    na wawelu postawiono pomnik papieża bez zgody urzędu, wymigując się naciąganymi kruczkami prawnymi spod znaku wiejskich cwaniaczków i UM boi się lub nie potrafi nic z tym zrobić. Nie jest to łamanie prawa ale takie zachowanie osób promujących surową etykę jest żenujące.

    Przyznać muszę jednak że znam osobiście tylko ten jeden choć jaskrawy przykład stawiania pomników w taki sposób.

  11. bezprym :: 18 10 2009

    @ raw
    Twoje komentarze pokazują jak bardzo pomieszane są pojęcia demokracji i dyktatury większości. Ta ostatnia z oczywistych powodów demokracją nie jest – tradycyjnie przypisuje się jej raczej cechy ochlokracji – władzy motłochu. Rodzajów demokracji jest wiele, w Polsce mamy do czynienia raczej z poliarchią niż demokracją, niemniej jednak aspirujemy do systemu demokratycznego, ba, są nawet grupy obywateli, które aktywnie o to zabiegają.
    Twoje wypowiedzi potwierdzają tylko punkt ostatni opublikowanej litanii.

    Co do kwestii szczegółowych (a wymienię tylko przykłady krakowskie):

    Pomniki: przykładem złamania prawa jest nie tylko jak trafnie zauważł(a) a, ten papieski (ósmy w Krakowie) postawiony na Wawelu, ale także Piotra Skargi postawiony przez Arcybractwo Miłosierdzia na pl. Marii Magdleny.

    Ogrody: przykładem pozyskania prawem kaduka (czyt.poprzez komisje majątkową) jest park Jalu Kurka zawłaszczony przez salwatorianów wbrew wielu protestom i próbom odbicia go z rąk “ojców” przez mieszkańców, którzy nie mają w swojej okolicy żadnego innego skrawka zieleni.

    Dewastacja ogródów: wojewódzki konserwator zabytków Jan Janczykowski sam przyznaje, że: “Przyklasztorne ogrody są w zdecydowanej większości mocno zaniedbane, nie ma w nich już cennych drzew, nie istnieją także pierwotne koncepcje ogrodowe” w związku z tym zamiast rewaloryzacji jeden z zakonów planuje zbudować parking między ul. Skałeczną a Paulińską, w miejscu dawnego przyklasztornego ogrodu. Rozpoczęła się budowa parkingu między klasztorem Paulinów na Skałce a klasztorem Augustianów. Natomiast Kapucyni w ogrodzie klasztornym budują budynki instytucji charytatwnej.

    Finansowanie wydarzeń religijnych: jest zwyczajnie zabronione przez polskie ustawodawstwo z konstytucją na czele (nagminnie łamany jest art.25 i art.53 Konstytucji RP).

    W tekscie nie ma NIC anty-katolickiego (niektórzy zauważają, że pasowałby np. do Iranu :)), każdy z tych wersów (czasem w sposób sarkastyczny) pokazuje tylko jak daleko sfera publiczna została zawładnięta przez jedną opcję, jak instytucje państwowe ugięły się pod presją jednego światopoglądu i jak daleko odeszliśmy od ustaleń prawnych (nawet konkordatowych!) przyznając uprzywilejowaną pozycję jednej instytucji religijnej. Nie ma w nim nic naciąganego i wyssanego z palca, a kwestie, których dotyczy były opisywane przez prasę.

    Nie wszyscy Polacy to katolicy. Co więcej, liczba katolików wśród Polaków maleje – do czego przyznaje się sam kościół (dlatego taka batalia została stoczona o religię w szkołach – na mszach pojawia się 40% Polaków, a poprzez system edukacyjny kościół ma dostęp do 100% młodej populacji). Rośnie liczba apostazji – oficjalnych wystąpień z kościoła, a Polacy in gramio w ramach kościoła zaspokajają sobie raczej potrzebę rytuałów przejścia: nadanie imienia (tj. przyjęcie do wspólnoty rodzinnej, ludzkiej), ślub, pogrzeb + doroczne święta. Ale i tu pojawiła się niedawno alternatywa: http://www.ceremoniehumanistyczne.pl/

  12. raw :: 19 10 2009

    bezprym, a czym wg Ciebie jest demokracja jeżeli nie dyktaturą większości? Oczywiście nie uważam, że większość nie powinna słuchać uwag mniejszości ale nie może być tak, że mniejszość dyktuje warunki większości wg zasady kto głośniej krzyczy ten ma większe prawa.

    W kwestiach szczegółowych:
    Nie uważam, że wszyscy ludzie kościoła są z założenia nieskazitelni, dlatego to co piszesz jest prawdziwe, ale nieprawdziwa jest teza jakoby wszystko było winą kościoła, świeccy tak samo stawiają nielegalnie pomniki, pracuję w budownictwie i wiem, że stawiają nielegalnie dużo większe budowle (np potrafią po znajomości dostać pozwolenie na budowę mostu w ciągu 3 dni) – różnica polega na tym, że o nich nie przeczytasz w gazetach bo to temat niechwytliwy,

    co do ogrodów to analogiczna sytuacja jest na Woli Duchackiej, od dłuższego czasu rada dzielnicy i mieszkańcy zabiegają o utworzenie parku w dawnym ogrodzie dworskim przy ul. Estońskiej, wszystko było na dobrej drodze, odpowiednie opinie, obietnice radnych miasta itd. a tu przez wakacje cichaczem (bez konsultacji z radą dzielnicy) wydano dwie WZki (dla osób prywatnych) na budowę domów oraz zgodę na wycinkę drzew na tym terenie. Drzewa są już wycięte. Czekamy aż załatwią sobie pozwolenia na budowę i po parku śladu nie będzie. Za to będą ogrodzone domki w ładnej okolicy.

  13. jah :: 19 10 2009

    Ewidentna ewolucja serwisu, nieprawdaż. Jestem wielce ciekaw i kibicuje.

  14. raw :: 19 10 2009

    Inna sprawa: To fakt, mamy nietolerancyjne społeczeństwo! Ale ten brak nietolerancji dotyczy wszystkich. Katolik w swoim pół-katolickim środowisku, w wielu sytuacjach musi się wykazać odwagą, żeby stanąć po stronie swoich wartości. Dlaczego nie-katolik miałby być od tego zwolniony. Mówisz, że jest tylko 40% katolików. To dlaczego wszyscy posyłają dzieci do I Komunii? Może nie-katolicy nie mają odwagi, żeby iść pod prąd? A może jednak katolików jest więcej?

  15. raw :: 19 10 2009

    Właśnie znalazłem źródło fragmentu o ogrodach, na który powołuje się bezprym. Częsta praktyka wyjmowanie słów z kontekstu. Jan Janczykowski nie przesądza w tej wypowiedzi jaka jest przyczyna takiego stanu ogrodów. Zainteresowanych tematem odsyłam do artykułu

  16. xaaz :: 19 10 2009

    Złota czcionka dla Michała:
    “(..) prezydent nazywa się prezydentem tylko katolików. Nie wiem czy to prawda, nie słyszałem tego ale uznacie chyba, że to nie brzmi ładnie w ustach głowy państwa.”

    Nie brzmi, nie brzmi.
    ROTFL :)

  17. bezprym :: 19 10 2009

    @ raw:
    Reagujesz jak w tym kawale z brodą: “A u was biją Murzynów!”. Ten tekst był o niekorzystnych efektach uprzywilejowania jednej z instytucji w pewnym kraju. Dlatego NIE BYŁ o prywatnym ogrodnictwie, NIE BYŁ również o wesołej ojczyźnianej pomnikomanii, etc.

    Co do demokracji (choć nie chciałbym zanadto popadać w niepotrzebne dygrasje): demokracja przedstawicielska w dostępnej nam obecnie formie – ze względu choćby na ordynację wyborczą, JEST DE FACTO formą rządów mniejszości. Lecz nawet przy zmianie ordynacji i przy 99% frekwencji nadal prowadziłaby do konserwacji poliarchii czy oligarchii. Starożytni Grecy na przykład losowali urzędników. Np. do Rady Pięciuset – spośród wszystkich obywateli (do “wszystkich” nie zaliczały sie kobiety czy niewolnicy). Jakkolwiek zaskakujący dla nas wydaje się ten pomysł, Grecy wiedzieli, że w odpowiednio dużej próbie znajdzie się odpowiednia reprezentacja każdej grupy społecznej! Podobną, aczkoliwek doprowadzoną ad absurdum, funkcje pełnią losowo wybierani ławnicy w amerykańskich sądach. Jeszcze inną formę demokracji wykorzystują Helveci, demokrację bezpośrednią z licznymi referendami na szczegółowe tematy i z rotacyjną, krótkoterminową funkcją najwyższych organów państwa. Unia Europejska stosuje i przez kilka najbliższych lat będzie stosować formę głosowań przez aklamację. Kolejną formą, wg mnie mającą największe szanse na odzwierciedlenie różnych, często rozbieżnych aspiracji obywateli, jest demokracja uczestnicząca, wprowadzana w formie budżetów partycypacyjnych, uznana w 1996 roku przez ONZ-owską konferencję Habitat za wzorcowy przykład samorządności. Na pierwszy rzut oka skomplikowany system otwartych posiedzeń, wyborów delegatów, przeliczeń głosów podług ustalanych priorytetów,etc. minimalizuje jednak alienację instytucji społecznych i finansowych, wpływa pozytywnie na transparentność działań organów władzy i na samoedukację obywatelską. Jak widzisz demokracja nie jedno ma imię ;)

    Co do statystyki: proszę przeczytaj jeszcze raz co napisałem odnośnie tych 40% ;) no i nie okazuj udawanej naiwności, która do Ciebie nie pasuje. Wielkie słowa, jak “wartości”, schowajmy na lepsze okazje, natomiast zastanówmy się dlaczego bierzmowanie nazywane jest imprezą pożegnalną z kościołem? ;)

    Co do cytatów: Janczykowski nie przesądza, natomiast raw jak się zdaje już rozsądził :) [niech zgadnę: kościół był tak zajęty stawaniem po stronie wartości, że nie miał czasu zająć sie ogrodnictwem?] Kto jest odpowiedzialny w głównej mierze za stan własności jak nie jej posiadacz/własciciel? Ciekawe, że w tym kraju nawet skrajni liberałowie (w sensie gospodarczym), stają się ślepi, gdy spojrzą w kierunku kościoła. W tym punkcie jednak nie tylko o to chodzi (o zgrozo!) – jak wielu z was zastanawiało się co znajduje się w samym centrum miasta, w kwartale między ulicami Dietla, Stardom, Gertrudy, Sebastiana?

  18. raj :: 26 10 2009

    @raw: “bezprym, a czym wg Ciebie jest demokracja jeżeli nie dyktaturą większości?”
    Zajrzyj chociażby do Wikipedii:
    “Demokracja (gr. δημοκρατία demokratia “rządy ludu”, od wyrazów δῆμος demos “lud” + κρατέω krateo “rządzę”) – ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli, przy respektowaniu praw mniejszości.” Przy respektowaniu praw mniejszości – zwracam na to uwagę. Dyktatura większości, jak każda dyktatura, nie respektuje praw mniejszości, i na tym polega fundamentalna różnica.

  19. Janusz :: 31 10 2009

    Temat rzeka… a problem obecnie – nie do rozwiązania. Finansowanie kościelnego imperium to fakt. Naturalnie są sytuacje, gdy wskazana jest pomoc państwa – mam na myśli głównie zabytki. Przenikanie się interesów, wielowiekowa tradycja i gigantyczne pieniądze, które przepływają… szkoda słów. Muszą minąć ze dwa pokolenia, zanim…

  20. bezprym :: 6 11 2009

    doprowadzają do ruiny nie tylko ogrody:
    Stara zajezdnia: sala konferencyjna czy muzeum?

    ale to pikuś, bo nikogo nie zastanawia nawet jakim prawem zakon w ogóle wszedł w posiadanie budynku przemysłowego.
    Czyżby zajeznia tramwajowa była budynkiem kultu odebranym kościołowi przez zbrodniczy system? Nie, zajezdnię postawiono na pocz.XX. Czy na terenach zakonu? Prawdopodobnie. Kiedyś wszystkie ziemie należały do kościoła lub arystokracji – te czasy szczęśliwie minęły za sprawą wielowiekowej walki z feudalizmem.
    Zamiana za straty “moralne”? Hmm… ale dlaczego na cenny teren w środku Krakowa – ktoś z komisji majątkowej palcem pokazał, a nie ma ścieżki odwoławczej. Miejmy nadzieję, że już wkrótce te “zwroty” zostaną sądownie podważone, bo inaczej miasto nasze czeka ruina i marnacja.

    p.s. Maria Teresa dokonywała kasaty zakonów – czy mamy teraz też za to oddawać? Nie ma w tym nic śmiesznego: w Gdańsku, bodajże franciszkanie (zakon ubogich, rech, rech) domagali się zwrotu budynku, w którym mieści się obecnie Muzeum Narodowe – odebrał im go jeden z ostatnich królów.

  21. bob :: 9 01 2010

    Proponuje wyjazd do Korei Płn. tam nie będziesz miał z tym problemu …

Imię (required)

Email (required)

Website

Komentuj