W Krakowie nie ma miejsca dla lasów
Mamy najmniej lasów w porównaniu z innymi dużymi miastami. – Szukamy nowych terenów do zalesienia, ale jest to niezwykle trudne – mówi Maciej Głód z magistratu.
Lasy w Krakowie zajmują powierzchnię 1431 ha, co stanowi zaledwie 4,38 procent powierzchni miasta. Dla porównania w Katowicach jest to 40 proc., Szczecinie – 16 proc., Warszawie – 14 proc., Poznaniu – 13 proc., w Łodzi 10 proc., Wrocławiu – 7 proc.
- czytam w Dzienniku Polskim, a oczy z przerażenia otwierają mi się szerzej.
Przypominają mi się także niezarejestrowane niestety słowa z-cy prezydenta Krakowa Wiesława Starowicza, który podczas pamiętnego, specjalnego posiedzenia Komisji Planowania Przestrzennego i Ochrony Środowiska odnośnie planowanej przez ZIKiT wycinki wszystkich drzew w ciągu Alei 3. Maja, pochwalił się jak to z platformy widokowej widział / zauważył, że Kraków jest wyjątkowo zielonym miastem, któremu nie brak drzew, a planowana wymiana drzew, jest koniecznym zabiegiem kosmetycznym. Jakby drzewa były niechcianymi w mieście pryszczami.
Znów powrócę teraz do cytowanego wcześniej tekstu, bo przecież mniej terenów zielonych czy
Mniej lasów w mieście to przede wszystkim mniej miejsc do rekreacji i odpoczynku dla mieszkańców. Lasy pełnią także funkcję gleboochronną (np. przed erozją), redukują hałas ruchu drogowego, oczyszczają powietrze i ogólnie zwiększają komfort życia w mieście. Tymczasem na jednego mieszkańca przypada w Krakowie tylko 19 m kw. powierzchni leśnej. Jest to znów najmniejszy wskaźnik na tle dużych miast. Dla porównania: Katowice mają 204,9 m kw./mieszkańca, Szczecin – 118,8 m kw., a Poznań – 61,9 m kw.
Czy mimo tego jest jakieś światełko nadziei na lepszą, bardziej zieloną przyszłość dla Krakowa?
foto:
brunauto























Ludzie sadźcie drzewa!
Sadźcie nawet te iglaki co je teraz na święta do domów w doniczkach kupujcie. Tylko sprawdzcie, czy przypadkiem sprzedawca nie przyciął korzeni aby drzewo zmieściło się w skąpym plastikowym opakowaniu.
I dlatego ten urząd zgadza się na wycinkę 15 ha lasu w Prokocimiu, bo w lesie trzeba wybudować szpital. Dzisiaj odebrałem decyzję zezwalającą na wycinkę 6.775 drzew (głównie brzozy, dęby, robinie, klony, czeremchy, ale tez i inne) oraz 2.736 krzewów. Oczywiście będziemy się odwoływać, a ja zbiorę wszystkie gromy jako główny oszołom sprzciwiajacy się budowie szpitala, ale mam to w nosie.
Jeszcze głupsze jest to, że kawałek dalej jest pusty teren i nie ma tam lasu. Myślę, że ten lasek dałoby się jakoś zaadoptować na potrzeby szpitala i wszystkim wyszłoby to na dobre.
rzeczywiscie w Kraku brak terenow rekraacyjnych, na studiach chodzilem pobiegac wokolo bloni i te pare drzew co rosnie dookola juz komus przeszkadzalo. co myslicie na temat pomyslu zrobienia na bloniach ogrodow? jak na razie to ta pusta przestrzen nie jest wykorzystana. ok – nie ogrody to przynajmniej wyrownac teren zrobic trawniik z prawdziwego zdarzenia i strzelac do obsrywajacych go wlascicieli 4-nogow.
Ja bym raczej strzelał do tych którzy co chwila organizują imprezy na błoniach i do tych którzy wydają na to zezwolenia. Błonia są dewastowane na potęgę – rozjeżdżane samochodami dostawczymi (w tym ciężarowymi, a nawet tirami). To co się działo w czerwcu to szczyt wszystkiego. Jedna impreza za drugą, gigantyczne namioty na połowie błoń, rozjeżdżona trawa, dziury – wyglądało to jak poligon wojskowy.
Tragedią dzisiejszego “asfaltowanego i zabetonowywanego miasta” jest też to, że jeśli się gdzieś “wymienia” drzewa albo sadzi nowe, młode, to są to zwykle gatunki nie związane z naszym lokalnym środowiskiem i najczęściej są to drzewa-krzewy, żeby nie rosły zbyt duże… :((
I tak mało co ma szansę wyrosnąć ponad rozmiary krzewu przy krakowskim zamiłowaniu do solenia ulic :(
Przetarg na usuwanie drzew “wygrała” firma Ogród System, której szef, facet z farbowanymi włosami na potęgę wycina, co się da, za przyzwoleniem pani Kingi Gawin z ZiKITu. pospacerujcie po bulwarach wislanych, zobaczycie dzielo zniszczenia.