Życie Warszawy
Wśród 15 polskich seriali z największą liczbą odcinków ponad połowa (9) rozgrywa się w Warszawie. Drugie miejsce zajmuje Wrocław (Kiepscy, Pierwsza Miłość, teoretycznie również Włatcy Móch) a trzecie Kraków, który zawdzięcza swą pozycję kręconym przez krakowski ośrodek TVN serialom W-11 i Detektywi.
Tak wielką dysproporcję można by jeszcze zrozumieć, gdyby seriale poruszały wątki ogólnokrajowej polityki czy wielkiego biznesu. Trudno sfilmować takie środowiska w innych miastach. Jednakże zdecydowana większość seriali nie ma z nimi nic wspólnego i równie dobrze mogłoby się dziać w Katowicach czy Łodzi. Nie da się również obronić argumentu o wyjątkowej urodzie Warszawy, bowiem w miastach takich jak Kraków, Poznań lub Gdańsk o piękne plenery nietrudno.
Najtrafniejsze uzasadnienie nasuwa się zatem samo – seriale po prostu kręci się w stolicy. Kluczowa jest obecność wielkich spółek medialnych, w tym trzech głównych sieci telewizyjnych. Co ciekawe nawet TVP, utrzymywana z naszych podatków i posiadająca kilkanaście oddziałów lokalnych, poza Warszawą umieściła jedynie Plebanię. Wynika to jednak wprost z zamysłu serialu, rozgrywa się on na wsi.
Tymczasem Londyn, gdzie żyje co piąty Brytyjczyk, pojawia się w serialach stosunkowo rzadko. Najbardziej znane współczesne seriale kręcone są poza stolicą, np. w Manchesterze (Life on Mars, najnowszy Paradox), gdzie BBC przenosi zresztą redakcję kanału sportowego i dziecięcego. Legendarny serial Skins dzieje się w Bristolu, a The Office – w Slough. W Wielkiej Brytanii statuty nadawców publicznych nakazują im bowiem pokazywanie życia poza stolicą.
Dlaczego tak nie może być i u nas? Myślę, że o wiele chętniej oglądalibyśmy seriale kręcone w naszym mieście. Być może dopiero Kraków udający Paryż przekona do siebie filmowców.























Wydaje mi sie, że nowy serial TVN “Po prostu Majka”, który ma zastąpić “Brzydulę” był kręcony w Krakowie.
Jest kręcony w Krakowie. Tylko szkoda iż specjalnie do tego celu stworzyli Kraków (Kazimierz) na Biskupińskiej :(
Część jest na mieście, ja im kiedyś w kadr wszedłem przez przypadek. Jakiś facet z krótkofalówką wyskoczył zza krzaka i prosił żeby przeszedł dalej…
@tramwajem
Generalnie nie oglądam seriali i ich nie lubię.
Ale jak zdarzy mi się przypadkiem gdzieś coś obejrzeć – to przyznam, że jedno jest uderzające w_większości_seriali, a to ma jak najbardziej związek z tym, że akcja toczy się w “warszawce” …
Życie ukazane w tych serialach jest oderwane od rzeczywistości, albo inaczej: rzeczywistość nasza polska codzienna jest ukazana zwykle przez pryzmat bogatych, eleganckich (często młodych i pięknych) ludzi, którzy oczywiście mają same piękne domy i apartamenty, którzy oczywiście jeżdżą prawie zawsze samochodami.
Jeśli już zdarzy się ktoś, kto jeździ tramwajem lub autobusem, albo – nie daj boże – rowerem, to z pewnością jest to “M jak miłość” i sceny kręcone na wsi (do której czasami któryś z bohaterów przybywa “pekaesem”
Oczywiście nasi bohaterowie durnowatych seriali zwykle – jeśli mają dzieci – wożą je obowiązkowo do szkoły samochodami, no bo dzisiejszy “nuworysz” musi wybrać dobrą szkołę najczęściej na drugim “końcu Warszawy”..
Gdy więc patrzę na fragmenty tych seriali i słucham debilnych albo pustych dialogów oraz gdy widzę, jak te “filmy” są naszpikowane krypto-reklamami, a do tego treść jest zupełnie nie powiązania z prawdziwym życiem i “lukrowana” na maxa, to mnie ogarnia i smutek i przerażenie, że degrengolada następuje tak szybko.
Wówczas w zasadzie jest mi obojętne czy są kręcone w Warszawce, Krakówku, czy jakimkolwiek innym wielkim polskim mieście.
Tak, zwykle pani prawniczka, pan biznesmen, itp. pracują na Nowym Świecie (lub ostatecznie w biurowcu na Służewcu), mieszkają na Krakowskim Przedmieściu lub w pobliżu, a do domu jadą samochodem przez most Świętokrzyski (marka zależna od producenta, który zasponsorował). :-)
Takie co pokazują życie nazywają sie filmy dokumentalne. “Hamlet” też trochę naciągany był. A już “Czekanie na Godota” całkiem nierealne.
qag ma racje. seraile i filmy, te NIE dokumentalne, zawsze naginają rzeczywistość na potrzeby scenariusza, dziś może nawet bardziej sponsora.
@tramwajem
tutaj troche rozminąłeś się z prawdą, choć nie oglądam seriali namiętnie,z wyjątkiem jednego, zagranicznego, a polskie seriale raczej widuje i to z przypadku, to na stronie TVP z ichniejszej ankiety skopiowałem kilka tytułów seriali, których akcja rozgrywa się poza Warszawą, ale i nie w Krakowie:
Ojciec Mateusz, Londyńczycy, Dom nad rozlewiskiem, Przystań, Siostry, Ranczo.
Być może jest ich więcej.
@marcin wójcik
Może nie zaznaczyłem tego wystarczająco wyraźnie, ale opierałem się na ‘liście seriali o największej liczbie odcinków’ z wikipedii.
Jak się pracuje 8h/dzień 5x w tygodniu (a tak jest przez wiele lat produkcji “seriali o największej liczbie odcinków”) to najchętniej pracuje koło domu. Jak łatwo się domyśleć zaoszczędza to czasu na dojazdy.
@tramwajem
zaznaczyłeś wystarczająco wyraźnie, ale jak pisałem ten komentarz, to o tym zapomniałem, bo starałem się stanąć w obronie TVP, do której mam wiele innych zastrzeżeń, jak nadmierne, wspomniane tu przez przedmówców, propagowanie jazdy samochodem.
komunikacja miejska i rower w serialach “publicznych” powinny rozgrywać główne role, co najmniej tak ważne jak jednoślad “Ojca Mateusza”.