K27 ścienny tygodnik uliczny - My nie gęsi

W lokalu, w którym ostatnio dosyć często zdarza nam się jeść obiad, specjalnej różnicy w jadłospisie z okazji Dnia Wegetarian, nie zauważyłem. Znów musieliśmy sztukować dania z warzywnych dodatków do mięs. Dziś jednak pozwoliliśmy sobie na przeprowadzenie choćby próby przeciągnięcia na etyczną stronę jedzenia jednego z naszych znajomych, którego nałóg zmusił do zamówienia klopsów.

Dlaczego jedzenie mięsa nazwałem nałogiem? Ponieważ

ogromne pożądanie mięsa nie jest wyrazem rzeczywistej potrzeby białka, a tylko sygnałem uzależnienia od substancji wyciągowych zawartych w mięsie. Efekt ekscytujący, jaki przynosi jadanie mięsa i który jest przyczyną jego ogromnego łaknienia, pochodzi stąd, że mięso zawiera liczne substancje wyciągowe, w skład których wchodzą: kwas mlekowy, cholesterol i puryny, w tym kwas moczowy. Zaś struktura chemiczna kwasu moczowego jest prawie identyczna ze strukturą kofeiny.

- wyczytałem na stronie 43 w książce Marii Grodeckiej Wszytko o wegetarianizmie.

W tej samej książce, którą z okazji Dnia Wegetarian wreszcie postanowiłem przeczytać w całości, urzekł mnie jeszcze jeden cytat otwierający rozdział o dylematach białkowych. Autorem poniższych słów jest sam George Bernard Shaw

Pomyślcie o straszliwej energii nagromadzonej w każdym produkcie roślinnym, na przykład w żołędzi. Zakopujecie żołądź do ziemi i oto następuje eksplozja tak silna, że wynikiem jest dąb. Zakopcie natomiast martwego barana, a nie otrzymacie nic prócz rozkładu i zgnilizny.

foto:by nc nd MIK – Marcin Klag