Dzień Wegetarian

11 01 2010 :: marcin wójcik

K27 ścienny tygodnik uliczny - My nie gęsi

W lokalu, w którym ostatnio dosyć często zdarza nam się jeść obiad, specjalnej różnicy w jadłospisie z okazji Dnia Wegetarian, nie zauważyłem. Znów musieliśmy sztukować dania z warzywnych dodatków do mięs. Dziś jednak pozwoliliśmy sobie na przeprowadzenie choćby próby przeciągnięcia na etyczną stronę jedzenia jednego z naszych znajomych, którego nałóg zmusił do zamówienia klopsów.

Dlaczego jedzenie mięsa nazwałem nałogiem? Ponieważ

ogromne pożądanie mięsa nie jest wyrazem rzeczywistej potrzeby białka, a tylko sygnałem uzależnienia od substancji wyciągowych zawartych w mięsie. Efekt ekscytujący, jaki przynosi jadanie mięsa i który jest przyczyną jego ogromnego łaknienia, pochodzi stąd, że mięso zawiera liczne substancje wyciągowe, w skład których wchodzą: kwas mlekowy, cholesterol i puryny, w tym kwas moczowy. Zaś struktura chemiczna kwasu moczowego jest prawie identyczna ze strukturą kofeiny.

- wyczytałem na stronie 43 w książce Marii Grodeckiej Wszytko o wegetarianizmie.

W tej samej książce, którą z okazji Dnia Wegetarian wreszcie postanowiłem przeczytać w całości, urzekł mnie jeszcze jeden cytat otwierający rozdział o dylematach białkowych. Autorem poniższych słów jest sam George Bernard Shaw

Pomyślcie o straszliwej energii nagromadzonej w każdym produkcie roślinnym, na przykład w żołędzi. Zakopujecie żołądź do ziemi i oto następuje eksplozja tak silna, że wynikiem jest dąb. Zakopcie natomiast martwego barana, a nie otrzymacie nic prócz rozkładu i zgnilizny.

foto:by nc nd MIK – Marcin Klag

Subskrybuj RSS


Komentarze

  1. JarMark :: 11 01 2010

    Mimo, iż nie jestem wegetarianinem, to polecam książkę Pani Marii Grodeckiej z wielu innych powodów.
    Czytałem ją dwukrotnie i uważam, że warto przynajmniej ograniczyć spożycie mięsa, co wyjdzie nam na zdrowie a i środowisko zyska.

    O aspektach humanitarnych wobec zwierząt się nie wypowiadam, bo to trudny temat i to już każdy sam musi rozważyć …

  2. qag :: 12 01 2010

    A z plemnika i jaja eksploduje płetwal błękitny!

  3. lEn :: 12 01 2010

    @autor

    ty tak na serio, czy tylko se jaja robisz ? :)

  4. marcin wójcik :: 12 01 2010

    @IEn

    pół żartem, pół serio ;)

    na wesoło chciałem uczcić również i “mój” Dzień Wegetarian, a na poważnie, to rezygnacja z mięsa uważam za jedną z najważniejszych i najmądrzejszych decyzji jakie podjąłem w swoim życiu.

    tekstem tym nikogo na wegetarianizm nachalnie mam nadzieję nie namawiam, a podyskutować uważam zawsze jest dobry czas. jeśli nie ja, to może poprzez lekturę Maria Grodecka kogoś przekona, jak pisze JarMark, do ograniczenia spożywania mięsa.

  5. marcin wójcik :: 12 01 2010

    Znaleziony na szybko i do szybkiego czytania przeznaczony artykuł tej samej dr Marii Grodeckiej. Krótka (przeczytanie nie zajmie Ci więcej niż 5 min.) i rzeczowa argumentacja na rzecz wegetarianizmu.

  6. tramwajem :: 13 01 2010

    “warto przynajmniej ograniczyć spożycie mięsa, co wyjdzie nam na zdrowie a i środowisko zyska.”

    Właśnie, jeśli ktoś chce jeść mięso to już jego decyzja, niemniej warto chociaż robić to świadomie”

    http://www.greenpeace.org/poland/zagrozone-gatunki-morskie/przewodnik

  7. qag :: 13 01 2010

    Każdy kij ma dwa końce

    i choć kij to część rośliny nie jadłbym go.

    Z resztą nie wiem na ile powyżej podlinkowany tekst nie jest jakaś propagandą antywegetariańską i ile syfu jest w mięsach, nabiale czy miodzie. Co jakiś czas pojawia się sensacja typu: pomidory powodują jakąś chorobę”, ale jestem zwolennikiem rozsądku. Jedni jedzą samo mięso inii samo zielone. Tak bywa. A tu link do obrazka na temat

  8. marcin wójcik :: 13 01 2010

    @qag

    dzięki za link do znacznie lepszej ilustracji

  9. lEn :: 13 01 2010

    Z podanego artykułu:
    “Mięso jest ciągle traktowane jako pokarm prestiżowy, świadczący o zamożności. F.M Lappe nazwała to powszechne adorowanie mięsa w swoim kraju – “amerykańską religią Wielkiego Befsztyka”. We wstępie do wydanej w 1982 roku książki…”

    Cóż właśnie – troszke to nieaktualne, wpieprzanie na ilość mięcha to dziś już niemodne, podobnie jak dawniej okaz zdrowia to był ktoś “dobrze odżywiony” czyli gruby a dziś otyłość świadczy raczej o biedzie.

    Dziś modne jest raczej wsuwanie jakiegoś skorupiaka złowionego w tym samym dniu gdzieś na drugim końcu świata, który przyleciał do nas pierwsza klasą, ew. klasą biznes.
    Wegetarianizm też już zbladł jako modny w latach 90, dziś bardziej kojarzy się ze zwariowanym półsekciarstwem, lub “wiecznie młodym” 60 letnim hipisem – stuknięty ale nieszkodliwy.

    Odżywianie to zbyt poważna sprawa żeby kierować się modami czy globalnym ociepleniem, które może się okazać równie prawdziwe jak straszenie pandemią świńskiej grypy. Przede wszystkim dietę trzeba układać sobie z głową, co i w jakich ilościach jest dla mnie dobre. Artykuły pisane w oparciu o badania robione pod wcześniejsze założenia są szkodliwe zarówno jeśli nawołują do jedzenia tylko trawy jak i te reklamujace mcdonalda jako źródło taniego i pożywnego jedzenia.

  10. marcin wójcik :: 13 01 2010

    @IEn

    nie chwytam o Ci właściwie chodzi. najpierw pisze, że dieta to kwestia mody i że wegetarianizm już modny nie jest (skąd masz takie informacje) i jak duża część społeczeństwa musiała by być wege, by można było mówić o modzie?

    później stwierdzasz, że

    Odżywianie to zbyt poważna sprawa żeby kierować się modami

    nie znam nikogo kto układa swą dietę wg jak to nazwałeś mody. raczej wszyscy kierują się głową. niestety nie zawsze wybory kulinarne są trafne, bo ludzie nazbyt łatwo ulegają pokusom i wpadają w uzależnienia (czyt. nałóg mięsny)

  11. JarMark :: 13 01 2010

    @ IEn
    @ marcin wójcik
    Ja też nie bardzo wiem, o co autorowi chodziło :)

  12. qag :: 13 01 2010

    Na wsi u dziadka była tak Zośka. Mówiła, że każdy człowiek ma zapisane ile może w życiu zjeść. I jak zje wszystko wcześniej to wcześniej z tego świata zejdzie. Sama była bardzo biedna i niedojadała. Chodziła po polach i zbierała (jak przed wojną)kłosy które spadły z wozów w czasie żniw. Żyła 98 lat w zdrowiu.

  13. marcin wójcik :: 14 01 2010

    @to all

    link podany przez tramwajem, to tylko krótki przewodnik po problemach związanych z, jak to nazwał z kolei IEn, modą na spożywanie tego co można wyłowić z morza.

    przy takim podejściu i pozostawienie wszyskiego rynkowi, który niby wszystko wyreguluje, to niebawem i ta mode przeminie, bo nie będzie już nic do wyławiania. dla tych którzy chcą jeść ryby, pewnym wyjhściem z kłopotu może być hodowla, jak to ma miejsce w przypadku słodkowodnych karpii czy pstrągów.

    na temat żywienia znakomitą książką, wcale nie nawołującą do wegetarianizmu, tylko traktującą żywienie w sposób zrównoważony, jest właśnie Sustainable cuisine.

  14. marcin wójcik :: 14 01 2010

    @qag

    może w innym tonie, ale podobne przesłanie niesie Grodecka. nie chodzi o niedojadanie w potocznym tego słowa znaczeniu, ale o dostarczanie organizmowi odpowiedniej ilości białka. zarówno jego nadwyżka jak i niedobór są szkodliwe dla organizmu. Wydaje się jednak, że w przypadku diety mięsnej, znacznie łatwiej przesadzić z białkiem.

  15. qag :: 18 01 2010
  16. qag :: 18 01 2010

    a tu jeszcze jeden
    Wygląda na to, że wszystko zginie.

  17. marcin wójcik :: 18 01 2010

    @qag

    o tym także pisze Grodecka. obecnie od 80 do 90% całej światowej produkcji zboża i roślin strączkowych przeznaczana jest na pasze dla zwierząt hodowlanych, a nie dla człowieka bezpośrednio.

    z wegetarianizmem jest tak samo jak z udziałem ruchu rowerowego w ogólnej liczbie podróży miejskich. im więcej wegetarian, tym lepiej dla środowiska, ale także lepiej dla jedzących mieso. mniejszą ilość miesa można produkować w tradycjyjny, rzekłybym ‘domowy’, w odróżnieniu od przemysłowego, sposób – co gwarantuje wyższą jakość mięsa.
    więcej rowerzystów na ulicach miast, więcej miejsca dla samochodów = mniejsze korki.

Imię (required)

Email (required)

Website

Komentuj