Traffic Jam From Hell Omijając w ubiegłym tygodniu stojące w korkach samochody pomyślałem, że może zmotoryzowana część krakowian dowiedziała się o czymś, co skłoniło ją do ucieczki z miasta. W obrazku tym nie zgadzał mi się jednak jeden element – napełnienie aut, a raczej jego brak. W znakomitej większości siedzieli jedynie kierowcy.

Niewinni kierowcy padli ofiarą słabej reorganizacji ruchu, a dokładniej braku ograniczeń, choćby tymczasowych, dla ruchu samochodowego. Bardzo dobrze podsumował to tramwajem:

Remont rozpoczęty w środku tygodnia (takie przedsięwzięcia podejmuje się zwykle w weekendy, by podróżujący mogli poznać nową organizację ruchu, a organizatorzy zdążyli wychwycić błędy), bez jakiejkolwiek, nawet symbolicznej próby zachęcenia do rezygnacji z samochodu musiał skończyć się zakorkowaniem bez mała połowy Krakowa.

A zapowiada się, że będzie tylko gorzej, bo pomimo rozpoczęcia opóźnionych inwestycji w komunikację miejską, nasi włodarze zakochani w indywidualnym transporcie samochodowym, największe pieniądze przeznaczają na tzw. poprawę konkurencyjności tego rodzaju komunikacji. A to przecież autostrada do całkowitego paraliżu miasta.

foto:by nc savethedave