Zwodnicze ławki

11 03 2010 ::

Wiele się nie pomylę głosząc tezę, że każde europejskie miasto posiada ławkę. Mało tego, siedzenie jest czynnością równie miejską, co chodzenie, czy jeżdżenie. A może nawet miejską bardziej, wszakże rzadko kiedy siedzimy bez celu, zwykle przysiadamy z kimś, bądź z czymś – książką, gazetą, jedzeniem czy przemyśleniem. Podróżujemy, czekamy na kogoś, na tramwaj. O ile się da – siedząc.

Zagadką pozostaje więc dla mnie tak daleko idące niedocenienie roli ławki w codzienności miasta. Bo ławka dla mieszkańca jest czymś zupełnie innym, niż dla urzędnika, czy właściciela kawiarni. My chcemy na niej usiąść, a oni nam nie pozwolą, bo albo mamy usiąść w ich lokalu, albo zakładają, że jesteśmy bezdomnym chcącym się przespać.

Tak jak tabloidy, czy tego chcemy czy nie, wpłynęły na poważne gazety, tak galerie handlowe i ich quasipubliczna przestrzeń wpłynęła na nasze dotąd miasto. Bo ławka w mieście staje się tym, czym w galerii – miejscem do przepakowania zakupów, czy wchłonięcia kebaba.

Jedna z polskich redaktorek zajmujących się przestrzenią opowiadała kiedyś w radiu o pierwszej wizycie we Francji, jeszcze za czasów głębokiej komuny. Podczas wizyty z francuskimi przyjaciółmi w jednej z galerii postanowiła, dla żartu, położyć się obok nich na takiej oto galeryjnej ławeczce. Ale Francuzki od razu ją zestrofowały, żeby przestała, bo przyjdzie ochroniarz i ją wyrzuci. Ta historia stanowi chyba definicję quasipublicznej przestrzeni.

Dzisiaj ławkologia dostrzega pewną ewolucję również w domenie publicznej. Od ławki wygodnej, ozdobnej, drewnianej, która zachowała się jeszcze w parkach przechodzimy do ławki zimnej, najlepiej kamiennej, koniecznie bez oparcia, która w dodatku ustawiona jest na samym środku ulicy, w widocznym miejscu, pozbawionym odrobiny intymności. Tak wyglądają ławki na Rynku, ławeczka przed księgarnią na Grodzkiej, czy w Rondzie Mogilskim. Nawet nowe ławki przystankowe w tunelu hołdują obawie, że jeszcze znajdzie się jakiś bezdomny chcący się oprzeć w cieplutkim tunelu i nie pomoże nawet stado ochroniarzy, jakie ten tunel zatrudnia. W końcu bezdomny nie pasuje do całej tej narracji o nowoczesnym tunelu; jak określiła to jedna z bezradnych, prametra.

Zacnym obszarem badań ławkologii jest Świętokrzyskie i Roztocze. Istnieje tam zwyczaj stawiania ławek przed wejściem do domów, gdzie pozbawiona wyspecjalizowanych w tym celu instytucji (galeria handlowa) ludność zwyczajnie spotyka się. Przejeżdżając choćby przez Szczebrzeszyn spotykamy domy z gawędzącymi mieszkańcami i ich sąsiadami.

Nauką pomocniczą ławkologii jest trawnikologia. Rozwinęła się ona w Wielkiej Brytanii, gdzie (wskutek braku dostatecznej liczby galerii?) uniwersytety wpuściły studentów na pielęgnowane od stuleci trawniki. Już za kilka tygodni zobaczymy też morze ludzi wygrzewających się na “trawnikach” krakowskich bulwarów, zadeptanych przez wiankowiczów i zasranych przez psy.

Widać, że temat jest wdzięczny, w dodatku jak powiedziałby Foucault, nieskolonizowany przez jednolite dyskursy. Możemy bowiem podążyć tropem trawników, możemy oprzeć się o tradycyjną ławkę, albo wspiąć się na wielkie krzesło z placu Bohaterów. Nie ma jasnych, jedynych odpowiedzi, są jedynie nierozwiązane problemy.

foto:by nc nd _Teb, by nc nd Darwin Bell

Subskrybuj RSS


Komentarze

  1. Elenoir :: 11 03 2010

    Zgadza się, na Kielecczyźnie często się takie ławki na wsi spotyka. Niestety przy okazji wymiany drewnianych płotów na nowocześniejsze, metalowe albo kamienne ogrodzenia przeważnie zapomina się o ponownym zainstalowaniu ławki.

    W moim rodzinnym mieście (Starachowice) ustawiono stosunkowo niedawno trochę całkiem przyzwoitych.
    Jeśli chodzi o te krakowskie, to dodam, że powinny być chyba częściej sprzątane, zwłaszcza na Plantach.

  2. marcin wójcik :: 16 03 2010

    ławki – na ich przykładzie można rozpocząć debatę o jakości przestrzeni miejskiej, a nawet oceniać przestrzeń, która staje się coraz bardziej nieprzyjazna dla mieszkańców.

    Na wspomnianym Rynku Głównym jest tylko nieco ponad 200 darmowych miejsc siedzących – tych zimnych, bez oparcia, za to chyba ponad 2 tys. wygodnych, osłoniętych nawet parasolem i oczywiście płatnych miejsc w kawiarnia szczelnie okalających rynek.

    nowe ławki, interesujące, ale zimne i bez oparcia, za to grające muzykę Chopina, widziałem ostatnio w Warszawie. jestem w stanie zrozumieć brak oparcia, nie można przecież dopuścić by ktoś zasiedział się przy mistrzu, ale nie mogę pojąć dlaczego ustawiono te ławki w takich miejscach, że trudno je dostrzec. zamiast ustawić ławkę Chopina w tym samym rzędzie z innymi istniejącymi już ławkami, ktoś ustawił ją z boku, w mniej oczywistym do siedzenia miejscu, dlaczego?

  3. hemulen :: 17 03 2010

    Zastanawiam się czy nasilająca się od jakiegoś czasu dyskusja o przestrzeni publicznej jest jedynie efektem mody bez zrozumienia czy rzeczywiście różne środowiska zaczynają dostrzegać ważność tej przestrzeni wspólnej która jest tym ważniejsza że zaproszeni do niej są wszyscy. Patrząc na świadomość naszych architektów można mieć obiekcje (bo ci zwyczajnie nie czytają więc wszystko ogranicza się do formy). O podejściu miasta lepiej nie wspominać. Może więc czas na oddolne zagospodarowanie i animacje aktywności z poziomu obywatelskiego?

  4. marcin wójcik :: 17 03 2010

    @hemulen

    tak to jest czas najwyzszy na oddolne dzialania, bo te nawet wynikajace z mody, kiedy beda realizowane stosunkowo czesto, maja szanse stac sie przyczynkiem do prawdziwej debaty spolecznej, a nawet narzedziem nacisku na lokalna wladze.

  5. tramwajem :: 17 03 2010

    hemulen, to ja mam pomysł.

    Załatwmy przyczepę wielkości samochodu. Spotkajmy się i zamontujmy na niej ławki. Okryjmy czymś przyczepę, by na nią nie wyglądała. Ustawmy doniczki z ładną roślinnością. Po czym kupmy na kogoś znajomego karnet na B i zaparkujmy w megauczęszczanym miejscu miasta, ale w oddaleniu od innych samochodów. Do tego mały transparencik “Tyle tracisz przez każdy z zaparkowanych samochodów”. Wpuśćmy ludzi na naszą przyczepę. I tak przez kilka dni, w jakąś sobotę, albo niedzielę. Możemy się dogadać z ludźmi z innych środowisk miastotwórczych, żeby zawsze ktoś czuwał przy naszej przyczepie. Jednocześnie rozdajmy ankiety “Czy chcesz zamienić to miejsce parkingowe na kawałek miasta?” i dokumentujmy ich opinie i reakcje.

  6. marcin wójcik :: 18 03 2010

    @tramwajem

    czyli chcesz zorganizowac ulepszną wersję parking day

    tak się składa, że miałbym chyba nawet przyczepę na zbyciu.

  7. tramwajem :: 19 03 2010

    o jaaaaa!
    nie wiedziałem że w kraku coś takiego przeszło. czytałem kiedyś o czymś takim na krakoff, ale myślałem że to z zagranicy. nowa karmelicka jest super do takiej akcji, chociaz myslalem tu o obrębie plant raczej.

Imię (required)

Email (required)

Website

Komentuj