Działania miasta w sprawie parkingów podziemnych wydają się być tylko pozorowane.
Parkingi podziemne są pilnie potrzebne naszemu miastu. Gorąco popieram ich budowę, bo tylko one są gwarantem uwolnienia przestrzeni miasta od zaparkowanych samochodów. Lokalizacja parkingów powinna być jednak przemyślana, trzeba je realizować jedynie na terenach z dobrym połączeniem drogowym, a więc przy drogach 2 pasmowych. Oznacza to lokalizację parkingów szczególnie w okolicy drugiej obwodnicy. Inne lokalizacje spowodują gigantyczny ruch dojazdowy po wąskich, nieprzystosowanych do tego drogach. Szczególnie obawiam się o proponowane lokalizacje położone tuż przy ważnych magistralach tramwajowych, taki parking może zablokować i tak już powolną komunikację zbiorową w wielu rejonach.
Realia
Większość mieszkańców Krakowa jednak nie do końca rozumie z czym wiąże się utworzenie parkingów podziemnych, a warto zauważyć, że podziemne parkingi będą płatne, a ich powstanie wiąże się z ograniczeniem parkowania na powierzchni. Tak więc po części kierowcy będą zmuszeni do parkowania pod ziemią, a nowych miejsc parkingowych nie przybędzie aż tak dużo, jak by się to mogło wydawać. Największym obecnie problem do rozwiązania jest kwestia zachęcenia inwestorów do budowy parkingów w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. W uproszczeniu polega to na tym, że miasto daje działkę, a inwestor buduje na niej parking w zamian za prawo korzystania z działki i parkingu przez określony czas – standardowo powyżej 30 lat.
Problem w tym, że potencjalni inwestorzy boją się bankructwa, bowiem w obecnej sytuacji po wybudowaniu parkingu obciążeni są kredytem i pensjami pracowników, natomiast nie mają żadnych perspektyw przyzwoitych przychodów. Inwestorzy obawiają się głównie tego, że po otwarciu parkingu po prostu nikt u nich nie zaparkuje w sytuacji, gdy wokół parkingu będzie się dało zaparkować za darmo, a wokoło nie zmniejszona zostanie liczba naziemnych miejsc parkingowych. Inwestorom więc nie spieszno do nowych inwestycji, a z drugiej strony miasto nie chce się narazić kierowcom wprowadzając jakieś ograniczenia w parkowaniu, czy poszerzając strefę płatnego parkowania. Mamy więc zaklęte koło niemocy, które skończy się tym, że o parkingach będzie się u nas ciągle tylko mówiło, natomiast żadne nie powstaną.
Istnieje też znacznie gorszy wariant – jakieś parkingi powstaną, ale znacznie poniżej potrzeb. Oto przy al. Focha początkowo miał powstać parking na 760 miejsc, potem zmieniono wymagania na 350 aut, a teraz przyjęto, że mogłoby to być nawet 150 miejsc. Identycznie sytuacja wygląda przy innych przetargach – zamiast dużych parkingów inwestorzy chcą zbudować „klitki”, bo tylko to ma szansę być rentowne. Problem w tym, że „klitki” nie spełniają potrzeb drugiego co do wielkości miasta w Polsce, a już na pewno nie oczyszczą ulic i nie uczynią z nich atrakcyjnych przestrzeni publicznych. Nawet jeśli za kilka lat jednak władze zrozumieją swój błąd to będzie za późno na jakiekolwiek zmiany, ponieważ wszystkie działki nadające się pod parkingi zostaną rozdysponowane na przynajmniej 30 lat. Nie muszę mówić jak taka sytuacja odbije się na rozwoju Krakowa, który podobno ma ambicje metropolitarne.
Rozwiązanie
Tymczasem rozwiązanie jest dosyć proste. Miasto powinno razem z działką oferować inwestorom pakiet określonych ulic wokół potencjalnego parkingu, gdzie zakaże parkowania na powierzchni, oraz kolejne tereny gdzie wprowadzi opłaty za parkowanie. W ten sposób nowy parking stałby się rentowny i szybko znaleźliby się inwestorzy potrzebni do jego wybudowania. Oczywiście złamanie tego porozumienia musiałoby się wiązać z sowitymi karami nałożonymi na miasto, tak by inwestorzy nie bali się zmiany zdania ze strony miasta. Ktoś powie, że to handel klientami, ale ja powiem, że obecna sytuacja to dumping w czystej postaci i nikt w tych warunkach nie zainwestuje w parking. Można zaklinać rzeczywistość, jednak praw rynku się nie oszuka. Jeśli nie znajdą się inwestorzy, to chociażby włodarze miasta stawali na głowie to parkingi nie powstaną.
Czemu miasto samemu nie wybuduje parkingów?
Oczywiście ktoś może zaproponować, że to przecież miasto powinno wybudować takie parkingi. Czy byłoby to jednak uczciwe w sytuacji, gdy w mieście brakuje żłobków i przedszkoli, a zapewnienie miejsc parkingowych nie jest zadaniem własnym gminy.
Nawet gdyby miasto parkingi wybudowało to i tak musiałyby być one płatne. Przecież sytuacja w której nowe inwestycje w komunikację zbiorową są spłacane przez mieszkańców biletami, a inwestycja w parkingi podziemne nie miałaby jakiejkolwiek stopy zwrotu jest skrajnie niesprawiedliwa. Jednak by miejskie parkingi były rentowne miasto musiałoby wprowadzić zakaz parkowania na kilku najbliższych ulicach, a w szerszym obszarze strefę płatnego parkowania. W ten sposób zataczamy koło – ekonomii jednak nie oszukamy.
Pozorowane działania
Uważam, że ze strony władz miasta mamy do czynienia z działaniami pozorowanymi. Miasto oficjalnie chce parkingów podziemnych, ale jednocześnie robi wszystko by nie naruszyć fałszywie pojętego interesu kierowców. Wynikiem tego jest swoisty klincz, ponieważ żaden inwestor nie może sobie pozwolić na działalność charytatywną, a żaden polityk nie chce słyszeć o jakimś zakazie parkowania wokół przyszłego parkingu, czy o kolejnej strefie płatnego parkowania. Kolejni politycy prześcigają się w populistycznych obietnicach dotyczących sytuacji parkingowej Krakowa. Przoduje im Łukasz Osmenda, przewodniczący Komisji Infrastruktury RM, który w komentarzu dotyczącym akcji Stowarzyszenia Przestrzeń Ludzie Miasto „Więcej strefy płatnego parkowania” stwierdził:
Jedynym rozsądnym rozwiązaniem nie jest rozszerzanie strefy, a tworzenie nowych miejsc parkingowych. Skoro jest ich za mało, to sygnał, że trzeba budować parkingi. Musimy się przyzwyczaić do tego, że nie da się już tak zrobić, aby każdy mieszkaniec centrum miał pewne wolne miejsce postojowe pod swoim domem.
Spójrzmy jednak realistycznie na komentarz Pana Radnego. Czy możemy twierdzić, że w Krakowie jest obecnie zapotrzebowanie na płatne parkingi podziemne na terenach, gdzie nie obowiązuje strefa płatnego parkowania, jeśli nawet małe naziemne płatne parkingi świecą pustkami. Skoro nie ma popytu na płatne parkingi na 50 miejsc, to i parking na 700 aut tym bardziej będzie pusty. Tak więc od strony czysto rynkowej obecnie nie ma w Krakowie żadnego popytu na parkingi podziemne, mimo że teoretycznie wszyscy deklarują chęć korzystania z nich. Z drugiej strony sami sobie odpowiedzmy na pytanie, czy jest szansa by powstały jakieś darmowe parkingi podziemne np. na Kazimierzu, czy w okolicach Dworca Głównego i Opery?
Jednak to nie do populistycznych polityków mam największe pretensje, lecz do społeczeństwa beznamiętnie wierzącego w nawet najbardziej nierealną bajkę o darmowych parkingach. To samo społeczeństwo ma tak nieprzystające do rynkowej rzeczywistości żądania i roszczenia w kwestii parkingów. Jak to się dzieje, że dorośli ludzie wierzą w parkingowego świętego Mikołaja? Czas porzucić marzenia i realnie zmierzyć się z problemem, inaczej jeszcze przez długie lata będziemy kontynuować debatę o braku wymarzonych parkingów podziemnych. Miasto musi zrobić coś by zachęcić inwestorów, a może się to stać jednie kosztem darmowego parkowania w okolicy przyszłych parkingów. Czy jesteśmy na to gotowi?
foto:
the justified sinner

17 comments
Remi says:
wrz 6, 2010
Parkingi podziemne są po prostu za drogie. W Wiedniu na Park&Ride, który ma 6 pięter i jest przy stacji metra. Cały dzień kosztuje 3 Euro!! Przelicz sobie to dodatkowo na h pracy w Wiedniu. A w Krakowie 7zł / h ?? Taki parking po prostu musi się opłacać, a nie stawiać bezsensowne zakazy parkowania. Jeżeli miałbym tani parking przy pętli tramwajowej i tym tramwajem mógłbym szybko dojechać do pracy to nawet bym nie myślał, żeby jechać do pracy autem. Przerabiałem coś takiego u nas – parkowałem koło pętli w Łagiewnikach i tam wsiadałem w 8, niestety różnica czasu w dojeździe w jedną stronę była 20-40 min na niekorzyść tramwaju, więc dałem sobie spokój.
Adam Łaczek says:
wrz 6, 2010
@Remi
Mylisz Park&Ride z komercyjnymi parkingami blisko centrum.
Park&Ride to w okolicach Borku Fałęckiego, ROK, czy pętli tramwajowej w Ruczaju.
I takie parkingi mogą kosztować tanio/byc darmowe dla posiadaczy biletu miesięcznego
Natomiast parkingi blisko centrum są komercyjne i drogie. Założę się że parkingi blisko centrum Wiednia są droższe niż ten nasz na Pl. na Groblach.
I tu prosta zasada – chcesz dojechac do pracy to płac, albo przesiądz się do MPK. Nie ma innego wyjścia.
Kolejny problem który poruszyłeś to to, że tramwajem niestety jedzie się wolniej od auta.
To wszystko wynik sygnalizacji stawianej pod auta „Żeby czasami korku nie wywołac”
Do tego brak wydzielonego torowiska na Kalwaryjskiej (tam powinna byc sygnalizacja blokująca wjazd autem dopóki ze zwężenia nie zjechał ostatni samochód)
Dopóki nie zmienimy tej rasistowskiej polityki będziemy zachęcac ludzi do korzystania z aut a nie z tramwajów.
marcin wójcik says:
wrz 6, 2010
@Remi
dokładnie to samo miałem Ci napisać o myleniu Park&Ride z garażami podziemnymi blisko centrum. Sprawdziłem na wiedeńskiej stronie. Parkingi w takich cenach sa na skraju Wiednia. w śródmieściu stolicy Austri parkowanie jest rzeczywiście nieco tańsze niż na Groblach (1,20 Euro za godzine) ale limitowane do maksymalnie 2 godzin, co ma zniechęcić kierowców do wjeżdżania do centrum. chyba, że naprawdę muszą coś załatwić.
w Krakowie problemem są kierowcy dojeżdżający do pracy i zastawiający chodniki przez większość dnia, a nie ci, którzy chcą się dostać na godzinę do urzędu.
marcin wójcik says:
wrz 6, 2010
@Adam Łaczek
a ja nie jestem zwolnennikiem budowania parkingów podziemnych w Krakowie, bo jak sam wykazałeś nasze władze nie potrafią się za to zabrać. moim zdaniem, najpierw należy uleczyć i oczywiście rozszerzyć obecną strefę płatnego parkowania wprowadzając choćby limit czasu postoju do 2-3 godzin.
mogłoby się okazać, że część problemu z parkowaniem w cetrum sama by się rozwiązała, ale do tego trzeba mniej populistów, a więcej odważnych radnych, którzy stawią czoła problemom zatłoczonych i dewastowanych przez samochody ulic Krakowa.
Remi says:
wrz 6, 2010
No to właśnie o tym piszę :) Nie interesowała mnie cena parkingu w centrum Wiednia, nie interesowało mnie czy tam jest strefa płatnego parkowania, ani czy jest miejsce czy nie. Przy zjeździe z autostrady, przyklejony do stacji metra miałem tani parking, z którego miałem bezpośrednie połączenie z centrum. Jeżeli wybudujesz kosmicznie drogie parkingi podziemne w centrum, postawisz zakazy na powierzchni, a nie dasz ludziom opłacalnej – i cenowo i czasowo – alternatywy to nie rozwiążesz problemu. Sklepy i firmy poprzenoszą się w miejsca gdzie można tanio dojechać i zaparkować i tam się zrobią problemy i znowu trzeba będzie stawiać strefy, zakazy i tak w kółko.
tramwajem says:
wrz 6, 2010
Nie przesadzimy samochodziarzy do km bez usprawnienia tramwajów. Ja osobiście jestem przeciwny ograniczaniu wjazdu do centrum bez dawania marchewki w postaci sprawnej komunikacji. Remi bardzo dobrze podsumował problem, bo akurat linia do Borku jest chyba nabardziej niewykorzystaną szansą krakowskiej km.
Dlatego jeśli chcemy zamknąć usta populistom (akurat Osmenda to sam sobie zamknął, ale na jego miejsce przyjdą następni) i uzyskać zrozumienie u kierowców, to trzeba zacząć od zmian pozytywnych, a nie ograniczeń.
Adam Łaczek says:
wrz 6, 2010
@tramwajem
Tylko dochodzimy do paradoksu.
Jak usprawnić tramwaje? Wprowadzając utrudnienia dla aut – np. Strefę B na większości ulic I obwodnicy (projekt wrzucałem na facebooka niedawno), czy dając całkowity priorytet dla tramwajów na skrzyżowaniach co zakorkuje ulice.
Więc by dać coś w zamian jednak trzeba coś ograniczyć. Z rzeczy które nie ograniczają aut wymieniłbym SKA i parkingi P&R
Adam Łaczek says:
wrz 7, 2010
Mam takie przemyślenie o strefie płatnego parkowania i jej poszerzeniu.
Wiele osób mówi NIE i „dajcie najpierw coś w zamian”.
Odniosę się teraz do sytuacji na kolei i likwidowaniu kolejnych połączeń ponieważ były nierentowne.
Nikt tam nie dawał niczego w zamian. Po prostu wygenerowanie alternatywy było możliwe po likwidacji połączeń kolejowych (np. nowa linia busów)
Bez tej likwidacji nie byłoby by aż takiego popytu na nową linię busów i linia nie powstała by.
Z rynkowego punktu widzenia najpierw należy wywołać popyt na nową usługę (zlikwidować połączenie kolejowe/ wprowadzić płatne parkowanie)a dopiero później wprowadzać nową ofertę (np 2x więcej kursów linii aglomeracyjnej, częstsze kursy busów czy puszczenie kolei aglomeracyjnej). W odwrotnym przypadku ciężko będzie o rentowność nowej oferty (ciężko też estymowac gdzie konkretnie trzeba będzie wprowadzać nową ofertę), a wprowadzenie opłat za parkowanie może się przedłużyć i kto wtedy pokryje straty inwestora (ZIKiT, PKP PR, czy prywatnej firmy przewozu osób)?
Tak więc oczywiste jest że likwidacja nierentowego darmowego parkowania w centrum jest nieuchronna, ponieważ jest ono po prostu „nierentowne” przy takim deficycie miejsc parkingowych i nie można blokować tego na zasadzie „dajcie coś w zamian”.
Remi says:
wrz 7, 2010
No super tylko, że uruchomienie nowej linii busów po likwidacji połączenia PKP ile trwa? miesiąc, dwa? A ile trwa wybudowanie nowej linii tramwajowej? Czy modernizacja istniejącej? Ile trwa wybudowanie nowych parkingów?
Adam Łaczek says:
wrz 7, 2010
Tyle że my nie zakazujemy, a każemy za to płacić, a to różnica.
Taka swoista „prywatyzacja” przestrzeni.
Jest jeszcze car pooling który w warunkach darmowego parkowania nie specjalnie się opłaca, a po rozszerzeniu strefy C z pewnością zyska na znaczeniu.
Ile czasu zajmuje zrobienie portalu do car poolingu ?
marcin wójcik says:
wrz 8, 2010
portali do carpoolingu jest co najmniej kilka, a jeden z pierwszych powstal w Krakowie w ramach civitas caravel na Politechnice Krakowskiej, ale sie nie sprawdzil, jak cala idea, z powodow o ktorych pisze Adam. wprowadzenie platnego parkowania na jak najwiekszym obszarze Krakowa i porzadna egzekucja maja szanse przyblizyc nas do Zachodu szybciej niz budowa autostrad czy kolei duzych predkosci.
tramwajem says:
wrz 8, 2010
@Adam Łaczek
„Z rzeczy które nie ograniczają aut wymieniłbym SKA i parkingi P&R”
Przede wszystkim separatory, priorytety na skrzyżowaniach (tak, ograniczą ruch samochodowy, ale od razu jest coś w zamian niskim kosztem), nowe buspasy, nowe linie tramwajowe.
Nie na darmo wspominam tu o linii do Borku. Na Kalwaryjskiej dzień w dzień kilku samochodziarzy blokuje tysiące osób jadących tramwajem. A biorąc pod uwagę wielokilometrowe korki na Zakopiance tramwaj mógłby być tutaj hitem. Moim zdaniem to o wiele ważniejszy problem niż podziemne parkingi, z całym szacunkiem.
Co do drugiego problemu, który poruszasz, to nie jest kwestia opłacalności wprowadzanych rozwiązań, bo tajemnicą poliszynela jest niższy koszt utrzymywania km niż budowy nowych dróg. Chodzi tutaj o podejście do mieszkańca – Polacy są takim narodem, że sami wiedzą lepiej i dopóki nie dasz im lepszej alternatywy nie zrezygnują z samochodu, będą olbrzymie protesty. Oczywiście wszystko można zrobić małymi krokami, ale jeśli np. widzę 8,5-metrowy autobus na linii 103 i pasażerów liżących okna to nie mam wątpliwości, że nikt się do niego z samochodu nie przesiądzie.
marcin wójcik says:
wrz 8, 2010
z wysadzeniem ludzi z ich prywatnych samochodów jest taki problem, że równolegle do procesu wsadzania ich do KM należy rozbudowywać i tworzyć ułatwienia dla rowerzystów, Najszybciej i najliczniej zasilą grupę cyklistów pasażerowie komunikacji, a nie kierowcy samochodów. Ci ostatni niemal zawsze mówią, że chcą lepszej komunikacji w zamian za rezygnację z auta. zreszta rozwiajanie tylko KM i transportu samochodowego dalekie jest od zrownowazonego rozwoju/transportu.
@tramwajem
priorytety na skrzyżowaniach,, nowe buspasy i linie tramwajowe, jak najbardziej TAK, ale z separatorami, np. takimi jak na Lubicz, juz nie bardzo się zgadzam, bo te bardzo zle wplywaja na ruch rowerowy. Byc moze nalezy pomyslec jak uspokoic Kalwaryjska. moze nalezy ja „przeciac” dla aut, by nie mozna jaj byly w calosci przejechac autem, za to KM i rowerem tak. takie rozwiazania widzialem w Kopenhadze. wystarczylo niecale 100m prawdziwego, a nie fikcyjnego jak u nas na Karmelickiej. jak zwykle klania sie egzekucja. potrzebne sa kamery, ktore szybko by na siebie zarobily.
tramwajem says:
wrz 9, 2010
@marcin, no i tutaj się z Tobą nie zgadzam, obecnie jazda po Kalwaryjskiej jest bardzo niebezpieczna, bo samochody pędzą obok rowerzysty, gdyż mają szeroko. Natomiast unormowanie sytuacji prawdopodobnie wymagać będzie wyrzucenia parkujących z chodnika i wówczas można oddać część chodnika pod pas rowerowy.
Poza tym Lubicz to trochę inny przypadek, najbliższe alternatywy to dopiero Kopernika i tunel, natomiast Kalwaryjską można stosunkowo łatwo ominąć jadąc koło parku. Rower nie zawsze musi korzystać z tych samych tras, co km, bo łatwiej wyznaczyć dwa ciągi, niż na jednym zmieścić tyle rodzajów ruchu.
marcin wójcik says:
wrz 9, 2010
@tramwajem
oczywiscie, ze alternatywna do Kalwaryjskiej trasa dla rowerzystow moze prowadzic Zamoyskiego i Podskale. sa tylko dwa problemy.
bezpieczne i przyjazne podlacznie jej do kladki oraz ronda matecznego, a drugi to wynik poprowadzenia takiej trasy przy jednoczesnym wprowadzeniu separatorow na Kalwaryjskiej. odcinasz rowerzystow od handlowej ulicy, ktora sama w sobie stanowi cel wielu podrozy. o Kalwaryjskiej nie mozna myslec w kategoriach ulicy przelotowej.
o wprowadzeniu pasa rowerowego na chodnik mozna zpomniec, bo to dobre rozwiazanie tylko w teorii. w prawktyce wiazaloby sie z przebudowa calej Kalwaryjskiej, bo nie wyobrazam sobie by rowerzysci mieli skakac po kraweznikach przy przekraczaniu przecznic.
skutecznosc separatorow na polu wygaszania ruchu rowerowego lub spychania go na zaparkowany chodnik, mozna latwo zaobserwowoac na pobliskiej Limanowskiego, ale takze na Grzegorzeckiej.
ja jestem zwolennikiem rozwiazań bardziej rewolucyjnych, ktore w czesto sa takze najtanszymi. niestety nie ma w Krakowie urzednikow, ale takze politykow, gotowych je wprowadzac w zycie (patrz. opor z dopuszczeniem ruchu rowerowego pod prad)
tramwajem says:
wrz 9, 2010
Ależ ja nikogo nie odcinam, to nie jest moim zamysłem. Korki występują tylko w porze szczytu, przez pozostały okres jazda na rowerze będzie tam wygodniejsza dzięki ograniczeniu prędkości samochodów. Poza tym istotnie miałem na myśli przebudowanie części chodnika na pas rowerowy.
Grzegórzecka to rzeczywiście zupełnie inny przypadek, ponieważ nie ma tam tam wystarczającej ilości miejsca na zupełną separację wszystkich typów ruchu. Dlatego dla mnie sepratory na tego typu ulicach to środek przejściowy do wprowadzenia strefy. Natomiast uważam, że przed wyproszeniem stamtąd kierowców należy im dać alternatywę w postaci sprawnego transportu publicznego, którego aktualnie w Krakowie nie ma.
szkolenie bhp says:
wrz 15, 2010
Bardzo dobry artykuł. Planowanie dróg i parkingów powinno być przeprowadzone jakieś 30 lat temu, teraz to tylko łatanie błędów przeszłości.