Miałem wczoraj zabawną sytuację na ul. Mogilskiej. Czekając przed sklepem dostrzegłem rowerzystę jadącego chodnikiem. Jakaś starsza kobieta krzyczy nagle „Rowerzysta! Jak można tak łamać przepisy! Po chodniku jeździć!” Trochę mnie to zdziwiło, bo rowerzysta jechał powoli i omijał pieszych z daleka. Jest to jednak symptomatyczne: kobietę bulwersował pojedynczy rowerzysta, a praktycznie nie zauważała masowego łamania przepisów przez kierowców, którzy

– Masowo parkują na chodniku, niszcząc go i nie zostawiając 1,5 m przejścia. Mało tego – parkują także przy przjeścia dla pieszych, co sprawia że piesi wchodzący na przejście są zupełnie niewidoczni,

– Znacznie przekraczają prędkość, nie zwalniają przed przejściem dla pieszych, a wielu wciąż wyprzedza rowerzystę „na gazetę”,

– Bez żenady wyprzedzają na przejściu dla pieszych, w tym także te pojazdy, które ustępują pierwszeństwa pieszemu.

Mimo tego kobietę zdenerwował właśnie w miarę bezpiecznie, choć nieprzepisowo jadący rowerzysta. Wykroczenia kierowców spowszedniały tak bardzo, że ich nie dostrzegamy, a co gorsza akceptujemy, uważając „że tak trzeba”.

Prasa pisze ostatnio o przejeżdżaniu rowerem przez przejścia. Może warto napisać także o kierowcach ignorujących znak „Przejście dla pieszych”, czy zieloną strzałkę? Przez to naprawdę giną ludzie.

Oczywiście irytują mnie rowerzyści, którzy np. omijają czerwone światło wjeżdżając na chodnik. Ktoś powie „żaden kierowca tak nie robi”. Nie zamierzam tego pochwalać, ale żeby obiektywnie zbadać naganne zachowania trzeba spojrzeć w statystykę wypadków (SEWiK). Tam okaże się, że te karygodne zachowania rowerzystów nie są tak niebezpieczne jak wspomniane zachowania kierowców, które tolerujemy na co dzień. Parkowanie tuż przed przejściem jest o wiele bardziej niebezpieczne, niż nawet najbardziej naganne zachowania rowerzystów. Szkoda, że Straż Miejska mandatująca przejazd 4 km/h po przejściu zdaje się tego nie rozumieć.

Winny jest efekt potwierdzenia

„Jest to tendencja do preferowania informacji, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe. Powoduje, że ludzie poszukują informacji i zapamiętują je w sposób selektywny, interpretując je w błędny sposób. Efekt ten jest szczególnie silny w przypadku zagadnień wywołujących silne emocje i dotyczących mocno ugruntowanych opinii.”

Jeśli ktoś wierzy, że to rowerzyści są największą zakałą krakowskich dróg to będzie zapamiętywać tylko te sytuacje, w których rowerzyści skandalicznie naruszyli przepisy, a nie odnotuje bardziej niebezpiecznych zachowań kierowców. Dlatego apeluje do wszystkich: spójrzcie obiektywnie na przyczyny wypadków i prócz licznych drzazg w oczach rowerzystów dostrzeżcie też niebezpieczne belki w oczach kierowców!

Foto: Rafał Terkalski, by nc krakow.bicycles