
W starciu sprytny gracz vs. naiwna dziennikarka, ta ostatnia poległa, a dowodem na to jest popełniony tekst, który w moim odczuciu jest marnym uzasadnieniem planowanej przez miasto wymiany drzew przy al. 3-go Maja. Z jednej strony gazeta, której udało się dotrzeć do wykonanej na zamówienie ZIKiT ekspertyzy, deklaruje przekazać ją niezależnym ekspertom, by później opublikować ich opinie. Z drugiej strony w pierwszym akapicie, wytłuszczonym drukiem jednoznacznie orzeka:
drzewa umierają i stanowią zagrożenie dla pieszych i samochodów.
Wszystko wskazuje na to, że ZIKiT-owi udało się znaleźć poparcie i tym podjąć próbę “zazielenienia” wizerunku w trakcie trwających Dni Ziemi.
Dlaczego stan drzew przy alei jest zły i kto ponosi za to odpowiedzialność? Wg mnie próbujący się bronić urzędnicy, bo to oni przecież wydawali pozwolenia na działania, które uprzykrzają życie drzew. Zacytuję gazetę, by wyraźniej naświetlić o jakich aktywnościach mowa:
Tuż obok ich pni wyasfaltowano nawierzchnie, położono torowisko, w rzędzie lip ustawiono ławki, linie hydrantów, zdrój wody oligoceńskiej, kilka automatów telefonicznych. Aby umożliwiać przejazdy tramwajom, ustawicznie podcinane są jesiony. Powstały ogromne rany na pniach. Zimowe utrzymanie dróg z użyciem solanki, także nie sprzyja ich zdrowiu.
Działania bez wyobraźni czy celowe, jak tzw “pielęgnacja” zieleni, która prowadzi do opisanego stanu:
Korony wszystkich drzew są zdeformowane bardzo radykalnym redukowaniem, pnie są silnie poranione, popękane i spróchniałe. Także stan młodych drzew dosadzonych określono jako zły.
To opinia spółki Siewniak-Lorberg z Toporowa, która proponuje naciągnąć nas krakowian na olbrzymie koszty, zarówno finansowe, jak i te znacznie trudniejsze do oszacowania i niedoceniane przez urzędników – koszty środowiskowe, ale także estetyczne.
Zastanawiam się jaki sens ma wymiana wszystkich drzew na nowe, skoro sami autorzy opracowania dostrzegają, iż dosadzane w tym rejonie drzewa również nie mają się dobrze. Jaką mam gwarancję, że te które zostaną nasadzone w ramach wymiany będą odporniejsze na głupotę ludzi odpowiedzialnych za dbanie o ich zdrowie?
Myślę, że nie tylko w moim przekonaniu największym szkodnikiem niszczącym krakowską zieleń są niekompetentni ludzie na odpowiedzialnych stanowiskach. Pasożyty niszczące nasze miasto, które wyspecjalizowały się w działaniach pozorujących. Kupić za publiczne pieniądze nowe sadzonki drzew by uśmiechając się do kamery je nasadzić, jest bardzo łatwo. Ale zadbać by drzewo wyrosło i cieszyło się dobrym zdrowiem, a mieszkańcom dawało radość, to zadanie przekraczające umiejętności ZIKiT-u.
foto:
smif