Zostawmy coś (a może Błonia) pasywnym

15 02 2010 :: olaf swolkień

Błonie Krakowskie

Nie byłem tak jak ksiądz Andrzej Augustyński w Central Parku, ale spędziłem trochę czasu w Ameryce. Moją uwagę zwróciło tam to, że kiedy włóczyłem się z plecaczkiem po różnych zakątkach Waszyngtonu, to na ogół byłem jedyny, a jeżeli ktoś zachowywał się podobnie do mnie, to prawdopodobnie był Europejczykiem. Amerykanie albo jeździli samochodami albo biegli albo pędzili na rowerach w obcisłych błyszczących stroikach, kaskach, okularach.

Mój amerykański znajomy powiedział mi kiedyś (ale to było już dobrych parę lat temu), że tym co w centrum Krakowa uderza go najbardziej, jest ogromna ilość ludzi poruszających się piechotą. Minęło jednak trochę czasu i Ameryka przyszła do nas. Na przykład nad Bałtykiem jest coraz mniej pieszych spacerowiczów, a coraz więcej rowerzystów z dziećmi, także w kaskach zabezpieczających przed groźnym upadkiem na piasek, a jeżeli już ktoś idzie piechotą, to koniecznie wymachując kijkami. Pokazywano mi także treść ślubowania jakie musiały składać maluchy w pewnej szkole, a było to zobowiązanie do „aktywnego spędzania czasu”, również w serwisach randkowych wyczytać można, że dana osoba „aktywnie spędza czas”, po czym wyliczona jest zwykle lista kilku modnych sportów.

Dosyć często chodzę przez Błonia, ale chodzę chyba nie aktywnie, bez kijków, specjalnego stroju, idę po prostu do pracy, Mijając psie kupy, zastanawiając się dlaczego znowu rotwailery są bez smyczy i kagańca, i gdzie jest ta cholerna straż miejska, lub brodząc w błocie gdy pada deszcz. Myślę sobie wtedy, że fajnie by było jakoś utwardzić te ścieżki, może jakimś żwirkiem czy faszyną, ale wiem, że to akurat uznano by za profanację, a w dodatku nie mam argumentów, ja po prostu idę, rozmyślam, więc jestem nieaktywny.

Koło Błoń budowane są obecnie dwa, gigantyczne niczym piramidy upamiętniające obecnych włodarzy Krakowa, cyrki dla aktywnych kibiców, którzy dojadą na nie samochodami, żeby zaparkować na specjalnie przygotowanych w tym celu parkingach, pod które wytnie się stare drzewa i poszerzy ulice. Poziom spalin w tym rejonie już dzisiaj często przekracza stężenia alarmowe. Teraz dojdą nowi aktywni, którzy jak to na aktywnych przystało dojadą tam samochodami, włożą rolki i będą płynąć z walkmanami w uszach, przy świetle neonów. Nie przeczę, w takie ciepłe wieczory jest często na czym, a raczej na kim oko zatrzymać.

A jednak coraz bardziej przypomina mi to wszystko George’a Orwella z jego przymusową poranną gimnastyką, tylko dziewczyny jakby z Huxleya, no i jeszcze „aktywny” ksiądz zajmujący się szlachetną działalnością, czysta perwersja.

foto:by nc nd fakeplasticgirl

Krakowskie święto bryi

13 01 2010 :: olaf swolkień

Police on Demand Pampeluna ma swoja uliczna corridę, niektóre włoskie miasteczka mają święta pomidorów, inne karczochów, w niektórych lokalach skąpo ubrane lub nagie kobiety walczą ze sobą w kisielu. Kraków – chluba polskiej kultury także nie pozostaje w tyle. Jak z pewnością wszyscy zauważyli, od kiedy zaczęły się opady śniegu, mamy w Krakowie święto bryi.

Przepis na bryję jest prosty – trzeba na śnieg sypać dużo soli z jakimś chemicznym dodatkiem i broń Panie Boże tego co się zrobi na chodniku nie odgarniać. Wtedy wszyscy uprawiamy coś, co przypomina jakby chodzenie po plaży zimą. Jest to znakomita zaprawa dla nóg, np. przed wyjazdem na narty. Po pół godziny takiego brnięcia czujemy się jakbyśmy przeszli z 10 kilometrów. Dodatkowej atrakcyjności nadaje temu sportowi to, że pod bryją jest twardy i śliski chodnik, na który w każdej chwili możemy runąć. Co bardzo ważne, krakowska straż miejska znana ze swego zamiłowania do samochodów parkujących na chodnikach, także w tej dziedzinie odznacza się ogromną życzliwością i pilnuje żeby nikt zabawy nie psuł, ważne że śnieg jest posypany i zbryjony.

Zarządcy posesji i wynajęci do sprzątania zachowują to co najważniejsze czyli godność, którą odbiera machanie łopatą, a której przydaje eleganckie i dyskretne sypanie środków chemicznych. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że narodziło się coś na kształt zdrowej rywalizacji na najbardziej zbryjony chodnik. Sól ma także tę zaletę, że znakomicie pomaga w radzeniu sobie z chyba najgroźniejszą plagą jaka nas dotyka w Krakowie, czyli z ciągle pleniącymi się tu i ówdzie drzewami. A te jak wiadomo nie tylko, że gubią liście, które trzeba zamieść albo bardziej godnie zdmuchnąć odkurzaczem, to jeszcze mogą czasami się wywrócić i aż boję się to powiedzieć, bo brzmi to jak bluźnierstwo, o Jezu, mogą uszkodzić samochód.

Dlatego bardzo słusznie sypie się sól także wokół Błoń, gdzie rosną stare i krzywe lipy, do których przykuwają się jakieś oszołomy, żeby tylko nie mogło tam być równo i elegancko według standardów, tak właśnie standardów, urzędników ZIKiTu. Sypanie soli pomaga także w konserwacji wszelkiego rodzaju infrastruktury, od butów zaczynając, a na rurach i konstrukcjach kończąc. Przecież wszyscy wiemy, że kiedyś soli używało się do konserwacji. W dodatku prędzej czy później ta sól spłynie do wód gruntowych i ją sobie wypijemy, czyli nawet będzie ten no recykling, żeby się unia nie czepiała albo znowu ci ekolodzy.
więcej >>

Czy warto budować nowe drogi?

12 05 2009 :: marcin wójcik

transport publiczny portland oregon usa

Pan Wojtek mieszka na Kurdwanowie. Pracuje w biurowcu przy Mogilskiej i dojeżdża do pracy samochodem, gdyż lubi słuchać muzyki z głośników. Bardzo denerwują go korki na Wielickiej i Powstania Warszawskiego, które sprawiają, że jedzie do pracy 30 minut. Gdyby nie one, to jechałby minut 15.

Pani Kasia również mieszka na Kurdwanowie i pracuje w tej samej firmie przy Mogilskiej. Jednak do pracy dojeżdża tramwajem, ponieważ zajmuje to tyle samo czasu, a może poczytać najnowszą książkę.

Czasami pan Wojtek jest zbyt zaspany, by jechać samochodem i wybiera tramwaj. Wówczas podróż upływa mu na miłej rozmowie z panią Kasią.

Tymczasem władze miasta postanowiły rozwiązać problem korków na Wielickiej i Powstania budując nową obwodnicę przez Płaszów, dochodzącą do al. Jana Pawła II.

- to tylko wstęp do zgrabnie nakreślonych na blogu miasto marzeń rozważań na temat zrównoważonego transportu, utożsamianego najczęściej z działaniami wymierzonymi przeciwko kierowcom samochodów, a w najlepszym wypadku z zakupem nowego taboru dla komunikacji miejskiej.

Tymczasem zrównoważony transport, to coś więcej niż obiegowa wiedza na jego temat. To przede wszystkim poprawa dostępności komunikacyjnej i próba zapobiegania negatywnym skutkom tzw. ułatwień dla jednej tylko grupy uczestników ruchu.

Sprawdź co pani Kasia i pan Wojtek zyskali po decyzji władz o budowie obwodnicy, co stracili, i ostatecznie czy było warto budować nową drogę?

foto:by nc nd bitchcakes

ZIKiT zazielenia swój wizerunek

24 04 2009 :: marcin wójcik

krakow łąka panorama wawel

W starciu sprytny gracz vs. naiwna dziennikarka, ta ostatnia poległa, a dowodem na to jest popełniony tekst, który w moim odczuciu jest marnym uzasadnieniem planowanej przez miasto wymiany drzew przy al. 3-go Maja. Z jednej strony gazeta, której udało się dotrzeć do wykonanej na zamówienie ZIKiT ekspertyzy, deklaruje przekazać ją niezależnym ekspertom, by później opublikować ich opinie. Z drugiej strony w pierwszym akapicie, wytłuszczonym drukiem jednoznacznie orzeka:

drzewa umierają i stanowią zagrożenie dla pieszych i samochodów.

Wszystko wskazuje na to, że ZIKiT-owi udało się znaleźć poparcie i tym podjąć próbę “zazielenienia” wizerunku w trakcie trwających Dni Ziemi.

Dlaczego stan drzew przy alei jest zły i kto ponosi za to odpowiedzialność? Wg mnie próbujący się bronić urzędnicy, bo to oni przecież wydawali pozwolenia na działania, które uprzykrzają życie drzew. Zacytuję gazetę, by wyraźniej naświetlić o jakich aktywnościach mowa:

Tuż obok ich pni wyasfaltowano nawierzchnie, położono torowisko, w rzędzie lip ustawiono ławki, linie hydrantów, zdrój wody oligoceńskiej, kilka automatów telefonicznych. Aby umożliwiać przejazdy tramwajom, ustawicznie podcinane są jesiony. Powstały ogromne rany na pniach. Zimowe utrzymanie dróg z użyciem solanki, także nie sprzyja ich zdrowiu.

Działania bez wyobraźni czy celowe, jak tzw “pielęgnacja” zieleni, która prowadzi do opisanego stanu:

Korony wszystkich drzew są zdeformowane bardzo radykalnym redukowaniem, pnie są silnie poranione, popękane i spróchniałe. Także stan młodych drzew dosadzonych określono jako zły.

To opinia spółki Siewniak-Lorberg z Toporowa, która proponuje naciągnąć nas krakowian na olbrzymie koszty, zarówno finansowe, jak i te znacznie trudniejsze do oszacowania i niedoceniane przez urzędników – koszty środowiskowe, ale także estetyczne.

Zastanawiam się jaki sens ma wymiana wszystkich drzew na nowe, skoro sami autorzy opracowania dostrzegają, iż dosadzane w tym rejonie drzewa również nie mają się dobrze. Jaką mam gwarancję, że te które zostaną nasadzone w ramach wymiany będą odporniejsze na głupotę ludzi odpowiedzialnych za dbanie o ich zdrowie?

Myślę, że nie tylko w moim przekonaniu największym szkodnikiem niszczącym krakowską zieleń są niekompetentni ludzie na odpowiedzialnych stanowiskach. Pasożyty niszczące nasze miasto, które wyspecjalizowały się w działaniach pozorujących. Kupić za publiczne pieniądze nowe sadzonki drzew by uśmiechając się do kamery je nasadzić, jest bardzo łatwo. Ale zadbać by drzewo wyrosło i cieszyło się dobrym zdrowiem, a mieszkańcom dawało radość, to zadanie przekraczające umiejętności ZIKiT-u.

foto:by nc nd smif

Bike Friday – rower na piątek, ale nie na piątkę

21 04 2009 :: marcin wójcik

Nie spiesząc się z powrotem z zaplanowanego świątecznego urlopu, wejście w normalny cykl pracy zacząłem od piątkowego spotkania zespołu zadaniowego do spraw dróg rowerowych w UMK. Muszę przyznać, iż moje tempo w porównaniu z urzędniczym jest stanowczo za duże. W przypadku infrastruktury rowerowej, która najbardziej leży mi na sercu, Kraków nie jest może liderem “slow movement”, ale na pewno prowadzi w wyścigu najwolniej budowanych dróg rowerowych.

Wracając do rowerowego piątku. Bardziej uroczyste niż zwykle spotkanie zespołu “uświetnił” sam wiceprezydent Wiesław Starowicz, którego brak zaangażowania, wręcz obojętność dla tematu, jest moim zdaniem najpoważniejszym problemem krakowskich cyklistów. Co roku urzędnicy obiecują, a rezultaty są mizerne i przyprawiające o nudności. Tak też było z prezentacjami wygłaszanymi beznamiętnym tonem, z którego łatwo wywnioskować jak nieważne dla urzędników jest to zagadnienie.

24 kwietnia 2009 - Masa Krytyczna! / April, 24th 2009 - Critical Mass! Z przeczytanej jak seria z karabinu maszynowego prezentacji dowiedziałem się, że w Krakowie jest blisko 73 km dróg rowerowych. W ten bilans urzędnicy sprytnie wliczyli już wciąż jeszcze nie skończony, choć przejezdny nowy fragment trasy do Tyńca oraz obiecywany od dwóch lat tunel rowerowy pod dworcem głównym PKP. Co ciekawe, w 2006 roku łączna długość dróg rowerowych wynosiła 59 km, a plan zakładał, że do 2010 powstanie kolejne 110 km. Dlatego wydawana przez miasto mapa rowerowa w miarę dobrze się prezentuję, bo najbardziej widoczne są na niej planowane drogi. Tak też będzie i w tym roku. Nie spodziewam się cudu. Zapowiedziany na spotkaniu nowy plan rowerowy pojawi się zapewne najwcześniej pod koniec lata albo jesienią. Śmiem twierdzić, że do tego czasu z wykorzystaniem narzędzi internetowych, krakowscy cykliści sami stworzą znacznie bardziej użyteczną mapę. Liczę również, że co raz liczniej zaczną się pojawiać na masach krytycznych.

Więcej niż Godzina dla Ziemi

3 04 2009 :: marcin wójcik

krakow wawel w nocy oswietlenie zamek krolewski

Wyłączyłem się na więcej niż godzinę, na cały tydzień, jeśli chodzi o pisanie bloga, i już zaczynam zauważać oszczędności w czytelnikach. Aby zapobiec dalszemu deficytowi, przechodzę do rzeczy. Godzina dla Ziemi – akcja wyłączania oświetlenia, odłączania od prądu urządzeń, choć miała miejsce w ubiegłą sobotę, nadal nie daje mi spokoju. Nie chodzi o jej słuszność, czy rzekome oszczędności, które podważają specjaliści od energetyki. Martwi mnie, że instytucje, które w tym roku w Krakowie wzięły wreszcie udział w akcji, tak naprawdę nic z niej nie zrozumiały i niczego się nie nauczyły. Po prostu dla poprawy wizerunku, bo dziś w modzie jest troska o środowisko, przyłączyły się do akcji.

Również dla poprawy wizerunku, Zamek Królewski na Wawelu, który wg dziennikarzy tonie w ciemnościach – jeśli tak rzeczywiście by było nie musiałby wyłączać iluminacji na Godzinę dla Ziemi – już pod koniec kwietnia ma świecić w nocy jeszcze mocniej. Zdaję sobie sprawę, iż pojedyncze lampy będą oszczędniejsze od tych nieświecących obecnie, ale w sumie może się okazać, że zużycie prądu i rachunki będą wyższe.

Po co więc oświetlać tzw. ikony miasta? Chyba tylko po to, by połechtać próżność dyrekcji Zamku, kilkoro radnych oraz wojewódzkiego konserwatora zabytków. Na turystów to raczej nie będzie silny magnes, a dla fotografujących kilka sekund dłużej otwarta migawka nie robi dużej różnicy, co widać na zdjęciu. WWF organizując akcję Godzina dla Ziemi podkreśla jej funkcję edukacyjną. Nie chodzi przecież o wyłączanie prądu raz w roku, ale o realne oszczędzanie energii przez cały rok.

foto:by nc sa Bibounday

ZIKiT dyskryminuje rowerzystów

27 03 2009 :: marcin wójcik

Krakowski Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu wykazuje się wyjątkowo słabym zaangażowaniem w sprawy infrastruktury rowerowej. Nowe drogi rowerowe, mimo ambitnego planu, którym miasto się chwali, idzie jak po grudzie. A nowe trasy powstają w zasadzie wyłącznie przy okazji innych inwestycji. O takim sposobie myślenia, a przede wszystkim działania, w Krakowie pozostaje nam cyklistom wyłącznie pomarzyć, ewentualnie poczytać i obowiązkowo powalczyć manifestując w każdy ostatni piątek miesiąca o g. 18 pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Tam właśnie startuje masa krytyczna.

Najbardziej bolesny w postawie ZIKiT-u jest brak zrozumienia problemu i pokrętne tłumaczenie się urzędników. Krakowska Federacja Zielonych, która jest w ciągłym kontakcie pisemnym z zarządem, ostatnio otrzymała kolejną popisową odpowiedź w sprawie zagospodarowania jedenastu sztuk stojaków rowerowych z remontowanego placu Szczepańskiego. Po przebudowie tzw. salon secesyjny zyska stylowe parkingi dla cyklistów.

W nawiązaniu do Państwa pisma, ZIKiT informuje, że:
stojaki rowerowe, które zostaną zdemontowane w wyniku przebudowy pl. Szczepańskiego można wykorzystać i przenieść częściowo na pl. Dominikański – 6 szt. Informujemy również, że nie ma możliwości umieszczenia 3 szt. stojaków rowerowych na ul. Brackiej, z uwagi na duży ruch kołowy (strefa B – pojazdy zaopatrzenia oraz taksówki). Ponadto nie ma możliwości lokalizacji 2 szt. stojaków rowerowych w rejonie skrzyżowania ul. św. Tomasza i św. Jana z uwagi na niedostateczną szerokość chodników – w obrębie skrzyżowania ul. Sławkowskiej i ul. św. Tomasza zamontowane są już 3 szt. stojaków rowerowych typu ucho w pełni zaspokajające potrzeby cyklistów.

Zacznę od końca tej, dla mnie śmiesznej, wypowiedzi. Stojaki na rogu ulic Sławkowskiej i św. Tomasza owszem zaspokajają potrzeby cyklistów, których punktem docelowym jest ul. Sławkowska, a nie usługowe zagłębie jakim jest zaułek niewiernego Tomasza plus zespół kinowy ARS. W tym rejonie brak stojaków zacznie być zauważalny w najbliższych tygodniach wraz ze wzrostem temperatury. Wąskie chodniki nie powinny być wymówką, ponieważ zgodnie ze standardami technicznymi przyjętymi zarządzeniem prezydenta Krakowa. Na stronie 30 dokumentu jest wyraźnie napisane, iż w centrum Krakowa zaleca się umieszczać stojaki:

w jezdniach ulic na niektórych miejscach dotychczas wykorzystywanych jako miejsca postojowe samochodów, tak, aby nie utrudniać ruchu pieszych, w grupach po 4-6

Najwyraźniej urzędnicy ZIKiT nie znają rzeczonego dokumentu. Polecam dokładne jego przestudiowanie, bo przypadek ulicy Brackiej również pod niego podpada. A jeśli jest tam duży ruch kołowy, to zgodnie z wciąż obowiązującą polityką transportową miasta powinien być on wtym rejonie uspokajany. Ustawienie stojaków rowerowych wraz z elementami małej architektury doskonale się do tego nadaje.

Na podwieczorek proponuje wywiad z szefową nowojorskiego wydziału transportu – Janette Sadik-Khan. Ciekawe kiedy dyrektor Joanna Niedziałkowska będzie się mogła pochwalić podobnymi osiągnięciami w Krakowie.