
Spóźnione teksty mają tę zaletę, że nie pozwalają wydarzeniom miejskim przejść jak zwykły medialny news. Dlatego wracam do hitowego ArchFilmFest. W zeszłym tygodniu dotarł on do Bunkra Sztuki, który przeżył taki szturm, jakby wchodził w skład Wału Atlantyckiego w Normandii.
Świetne filmy o światowej klasy architekturze stały się przyczynkiem do rozważań wraz z zaproszonymi gośćmi (dziennikarzami i architektami) nt. poziomu naszych lokalnych realizacji. Niestety, większość ekspertów bardzo pilnowała się, by nie otworzyć się przed publicznością i nie podzielić z nią jakąś naprawdę pasjonującą, głęboką myślą. Dominowało utyskiwanie na różnego rodzaju niemożności, spowodowane m.in., a jakże, warunkami historycznymi. By uzasadnić niskie loty współczesnej polskiej architektury i urbanistyki przyczyn poszukiwano w: PRLu, zniszczeniach wojennych, w zaborach.
Zupełnie groteskowy był rzucony publiczności banał o tym, że kultura zaczęła rozwijać się szybciej na południu kontynentu, gdzie ludzie częściej się gromadzą ze względu na cieplejszy klimat i wytwarzają gęstszą sieć interakcji społecznych – w związku z tym też mamy nierówne szanse. Aż żal myśleć o Szwedach! Jednocześnie powinniśmy chyba odrzucić fałszywą tezę, że to właśnie owoce pracy architektów chronią nas przed kaprysami pogody.
Utyskiwanie nasiliło się szczególnie po filmie mówiącym o berlińskiej dzielnicy Hansaviertel tworzonej w latach 50. m.in. przez Niemeyera, Le Corbusiera, Gropiusa, Alto, a poruszającym problem (przekształcania się koncepcji) mieszkaniówki. Tamto osiedle, luźna, blokowa zabudowa otoczona zielenią, nam kojarząca się z PRL-em, było liberalno – demokratyczną odpowiedzią na klasyczną, socrealistyczną Karl – Marks – Alee powstającą we wschodniej części miasta. Wielowymiarowe piętno, które czas odcisnął na tym założeniu architektoniczno – urbanistycznym, raczej mobilizuje prospołecznie myślących mieszkańców, którzy frustracje przekuwają na wspólnotowe działania naprawcze, a nie wspólne narzekania.
Osiedle, mimo niechęci jakie często samo to hasło wywołuje, jako forma zagospodarowania przestrzeni miejskiej nie odeszło do historii wraz z epoką modernizmu. Jednak widząc współcześnie powstające osiedla wiemy już, że o ich standardzie nie świadczy li tylko jakość zastosowanego materiału (jak się niektórym wydawało w okresie Polski Ludowej). Specjaliści nadal poruszają się utartymi koleinami (co widać było na spotkaniu): między świadomością wzlotu i upadku centralnego planowania, a doświadczeniem wolnej amerykanki i równie totalnego dyktatu developerki.
więcej >>