Cała prawda o Ogrodzie Doświadczeń

8 05 2008 :: marcin wójcik

Witaj na krakoff.info - stronie o życiu miasta Krakowa. Nasz kanał RSS to Rewelacyjnie Szybka Sybskrypcja wiadomości z Krakowa (zobacz video).

krakow ogrod doswiadczen im stanislawa lema

Przecinanie wstęgi, pokazywanie się przed kamerami, to jest to co urzędnicy lubią najbardziej - sukces. Dziś jest kolejny powód do dumy - uroczyste otwarcie Ogrod u Doświadczeń im. Stanisława Lema. Przepiękne i niezwykle potrzebne Krakowowi miejsce. Niestety z winy jego zarządcy niepozbawione jest wad, ale o nich za chwilę.

Zacznę od sukcesu, którym bez wątpienia jest publikacja prawdy o ogrodzie w Gazecie Krakowskiej. Nareszcie fakty, o których podczas spotkania Zielone miasto, projektowane dla środowiska opowiadał w Galerii Pauza Bartosz Haduch, architekt prowadzący projekt z ramienia biura Ingarden&Ewy Architekci, zostały zaprezentowane szerszej publiczności. Rzecz dotyczy, wydawać by się mogło spraw mało istotnych, a mianowicie użytych do budowy ogrodu materiałów.

Wszystkie są naturalne - kamień, drewno, kruszywo. Większość z nich to surowce wtórne. Można na nich bazować, tworząc ciekawe struktury, a ograniczając koszty. Część z nich od początku chcieliśmy zastosować. A resztę po prostu znaleźliśmy w zakładach kamieniarskich wokół Krakowa. Bardzo ciekawe rzeczy wpadły nam w ręce zupełnie przypadkowo

- opowiada Haduch.

Tak było ze stosem owali z czarnego granitu, które okazały się być odpadem wyciętym z blatów pod umywalki do hotelu Qubus, a teraz służą jako nawierzchnia jednej z trzydziestu wysp tematycznych ulokowanych w Ogrodzie Doświadczeń. Krakowski park jest miejscem unikalnym w całej Europie. W przeciwieństwie do swojego pierwowzoru - parku sensorycznego z Norymbergi, bardzo siermiężnego, bo nastawionego wyłącznie na edukację, krakowski ogród stworzono także do relaksu.

I tu dochodzimy do wad, które, chce jeszcze raz podkreślić, nie wynikają z błędów projektantów. Przeciwnie, Bartosz Haduch spisał się na medal, ale o relaksie w Ogrodzie Doświadczeń większość krakowian może raczej zapomnieć. Dlaczego? Należące do Gminy Kraków 6 ha terenu zostało właśnie włączone w strukturę Muzeum Inżynierii Miejskiej i za wstęp do ogrodu pobierane są opłaty - 6 PLN dorośli, 4 PLN dzieci, studenci i emeryci.

Zrozumiałbym tak wysokie ceny, gdyby ogród był kompletny, a w cenie biletu w pawilonie konferencyjno - kawiarnianym mógłbym otrzymać np. małą kawę, najlepiej Fairtrade. Pawilonu oraz wieży widokowej wciąż jednak nie ma, ale tęgim głowom najwidoczniej to nie przeszkadza i zdzierają z obywateli pieniądze.

Za symboliczną złotówkę zapewne zwiedzałbym ogród kilka razy do roku, za każdym razem skupiając się na innych wyspach tematycznych. A tak w obecnej sytuacji człowiek czuję się w obowiązku dobrze wydać pieniądze doświadczając wszystkiego, by do ogrodu już nie wracać. Czas pokaże, czyje podejście okaże się słuszne.

Uzupełnienie: Ogród Doświadczeń cudem unijnych funduszy pochwalił się dziś prezydent Majchrowski.

foto:by nc efeb

Video dnia - propaganda jakby rowerowa

7 05 2008 :: marcin wójcik

Rowerowa propaganda krakowskich urzędników jest po prostu żenująco nieudolna. Zaczynający mnie powoli nudzić, szybki montaż magistrackiej telewizji internetowej na niewiele się zdał w powyższym materiale, przy okazji najsłabszym spośród wszystkich video. Zatytułowany Rowerem po mieście klip nijak się ma do zamieszczonego pod nim opisu:

70 kilometrów ścieżek rowerowych - 5 miejsce w Polsce. Gdzie powstaną kolejne trasy, kiedy będzie można wypożyczyć rower sms-em i gdzie szukać nowych stojaków na rowery. W tegorocznym budżecie Krakowa na budowę ścieżek przewidziano rekordową kwotę - 2 miliony złotych.

Na powyższe pytania bez pytajników (sic!) odpowiedzi w filmie nie padają. Za to powtarzane są oklepane slogany o programie Civitas Caravel i nawet o bilecie aglomeracyjnym. Najlepsze kwiatki pozwoliłem sobie wynotować. W drugiej minucie Tomasz Zwoliński z UMK, koordynator Civitas Caravel mówi:

chcemy przekonać ludzi do w zasadzie zupełnie nowej formy transportu (…), czyli do roweru.

Jeszcze lepiej popisał się Roman Brongiel z KZK opowiadając, jak dużo się w Krakowie robi w kwestii dróg rowerowych:

Krakowski Zarząd Komunalny wychodzi jakby naprzeciw tym wymaganiom.

To prawda, jakby. Wygląda na to, że jakby jest ulubionym sformułowaniem urzędników, bo Dariusz Niewitała, który nie wiadomo po co znalazł się w materiale, przy okazji wyznaje całą prawdę o forum mobilności:

gdzie zapraszamy mieszkańców jak gdyby do decydowania, dyskutowania o problemach komunikacyjnych.

Największym utrudnieniem w doprowadzeniu krakowskiej infrastruktury drogowej i komunikacyjnej do stanu, który będzie można nazwać zrównoważonym transportem, są niestety pozbawieni wyobraźni i przekonani o swej nieomylności urzędnicy.

Turnau w tramwaju - kolejny rozpraszacz

5 05 2008 :: marcin wójcik

krakow dietla tramwaj noca

Trzecia, najnowocześniejsza seria Bobmardierów, to istny poligon doświadczalny usługi pod nazwą zapowiadanie przystanków. Obsługujące linie nr 8, 12 i 24 składy najpierw nieustannie bombardowały pasażerów głosem mechanicznym, następnie po ankiecie zamienionym na ciepły głos Anny Dymnej, który to niebawem zostanie zastąpiony przez głos Grzegorza Turnaua.

Nie mam nic przeciwko wspaniałym krakowskim artystom, ale zaczynam odnosić wrażenie, że żonglerka głosami i robienie wokół tego szumu medialnego, to nic innego jak zwykły rozpraszacz uwagi społeczeństwa od prawdziwych problemów z jakimi boryka się system komunikacji w Krakowie. Zakupiony w ramach programu Civitas Caravel system informacji głosowej, doskonale ukazuje jak w naszym mieście realizuje się, całkowicie ją wypaczając, ideę zrównoważonego transportu.

Doprawdy nie pojmuję dlaczego unijne pieniądze przeznacza się na tak nieistotne projekty? Nikt mi nie wmówi, że zapowiadanie przystanków przez celebrytów nakłoni kierowców samochodów do korzystania z komunikacji miejskiej. Nawet fizyczne pojawienie się celebrytów w tramwajach, na dłuższą metę nie byłoby skuteczne. Pozostaje więc zabawa głosem. Następny przystanek - Krzysztof Globisz.

foto:by nc P.J.S.

Ruszyła magistracka telewizja

22 04 2008 :: marcin wójcik

Magistracka telewizja internetowa, zwana również prezydencką, od poniedziałku dostępna jest na specjalnie przygotowanej, schludnej, choć nie pozbawionej błędów, podstronie krakowskiej prezentacji internetowej. Filmowe Życie Miasta to najgłośniejszy startup z Krakowa. Zanim pojawił się online wzbudził wiele kontrowersji.

W przeciwieństwie do bezsensownego dwutygodnika Kraków.pl, telewizja internetowa jest dobrym i nade wszystko bardzo śmiałym pomysłem. Stąd właśnie tyle burzliwych reakcji radnych, dziennikarzy i obywateli. A przecież całe zamieszanie to tylko promocja nowej wersji Krakowskiej Galerii Filmowej.

Nowy wykonanwca znacznie lepiej czuje klimat medium. Dynamiczny montaż, modny format 16:9 i rezygnacja z pop-upów dają powody do zadowolenia. Niestety nie można odnowionej krakowskiej telewizji internetowej nadać miana wersji 2.0, co najwyżej 1.5. Popełniono te same błędy co w grudniu 2006 roku. Nadal za publiczne pieniądze realizowany jest projekt, z którego obywatel nie może w pełni korzystać.

Dlaczego wciąż miasto nie udostępnia kodu html do pobrania, by móc publikować filmy na innych stronach? Materiały są przecież oznaczone i oczywiste jest skąd pochodzą. Pojawienie się ich np. na blogach tylko pomogłoby promować Kraków. Zapytasz a co z ochroną praw autorskich? Na ten aspekt moim zdaniem najwyższy czas spojrzeć tak, jak twórca komiksu Dilbert, Scott Adams

Akceptujemy realia funkcjonowania własności intelektualnej w internecie i chcemy wyprzedzać trendy. Już teraz ludzie zmieniają paski Dilberta i dystrybuują je. Jeśli sprawimy, że takie działania będą łatwe i zgodne z prawem, a przy okazji wygenerują większy ruch na Dilbert.com, skorzystają wszyscy. A poza tym obserwowanie, co pojawia się w mashupach, to niezła zabawa

- donosi kultura 2.0.

Jak widać powyżej, nie da się powstrzymać internautów przed… No właśnie, jak nazwać takie działanie? Bo doprawdy ja jestem skonfudowany. Nie wiem do kogo należą prawa autorskie materiałów Filmowego Życia Krakowa? Strona jest miejska, więc może UMK. Ale tuż pod video jest podpis Autor: TVIP, a w stopce strony jest Copyrights by ACK CYFRONET AGH. Może w takim razie krakow.pl należy do domeny publicznej? Czy ktoś jest w stanie to wszystko wyjaśnić?

Pół Grzegórzeckiej dla rowerzystów

20 03 2008 :: maciej zimowski

To miło, kiedy lokalny dodatek gazety publikuje moje opinie, ale dziś niekoniecznie wydało mi się to sensowne. Informację o notce wysłałem na kilka znajomych adresów, m.in. do redakcji lokalnego dodatku Gazety Wyborczej, który tematyką rowerową żywo się interesuje. W tzw. międzyczasie wyjaśniło się, że projekt owszem - przewiduje dociągnięcie ścieżki do ul. Kopernika przez skwerek, na którym tymczasowo stoją baraki budowlańców. No to spoko, poczekamy. Ale dziś moja blogowa notka poniewczasie cytowana jest w artykule Joanny Jałowiec o brakującym ogniwie, które utrudnia ruch rowerzystów.

Zgadzam się z niektórymi wpisami na forum pod artykułem, że skoro problemu jednak nie ma, to po co tak temat rozdmuchiwać, zwłaszcza że są daleko większe utrudnienia, choćby przejazd ul. Mogilską. Oczywiście chwalę reporterską czujność i w przypadku takich drobiazgów. Tylko zaraz ciśnie się na usta sarkastyczny komentarz: poza takimi pojedynczymi przypadkami, w skali miasta trudno mówić o brakujących ogniwach. Mamy raczej pojedyncze, porozrzucane tu i ówdzie ogniwka (jak nowe Rondo Mogilskie) a pomiędzy nimi… brakujące łańcuchy.

Cóż - ograniczona szerokość ulic, stara zabudowa i ogólna niemożność. A może po prostu brak chęci do przełamania utartych standardów myślenia? Czy nie można iść śladem Londynu, gdzie raptem w ostatnim dziesięcioleciu dokonano komunikacyjnej rewolucji wpisując pasy rowerowe nawet w najgęściej zabudowane crescents, closes i lanes? Droga Pani Redaktor, szanowna Redakcjo, zróbmy w takim razie pokazową, akcję na poziomie naprawdę godnym prestiżu firmy jaką jest Gazeta Wyborcza. Akcję z wykopem, która będzie wzorcem i przykładem dla innych dzielnic jak sprostać wyzwaniom 21. wieku.

Pisałem o drodze z domu do pracy - mieszkam w rejonie Alei Pokoju, wystarczy rzut oka na plan miasta i widać, że jadąc do Rynku przez Rondo Mogilskie i Kopernika sporo nadrabiam drogi. Naturalny szlak komunikacyjny dla tysięcy mieszkańców Dąbia i wschodnich Grzegórzek (będzie ich jeszcze więcej, bo na dawnych terenach przemysłowych buduje się apartamentowce) to ul. Grzegórzecka (odcinek od “Błękitka” do Hali Targowej). Jak wygląda - dobrze wiemy.

więcej >>

Zielona strzałka niezgody

26 02 2008 :: marcin wójcik

zielona strzalka

Krakowski poseł na Sejm Łukasz Gibała złożył pierwszą w kraju rowerową interpelację. Wzywa Ministerstwo Infrastruktury do zadbania o bezpieczeństwo rowerzystów, czyli do zapowiadanej od kilku lat likwidacji zielonych strzałek. Praktyka pokazuje, że kierowcy nagminnie łamią przepis nakazujący zatrzymanie się przed światłami, co w przypadku zbliżającego się do skrzyżowania z większą prędkością od pieszego rowerzysty, jest dla tego ostatniego szczególnie niebezpiecznym “ułatwieniem” dla samochodów.

W Krakowie problem ten jest najbardziej widoczny na rondzie Grunwaldzkim, choć nie jest to jedyne miejsce, gdzie ścieżka rowerowa, a nawet piesi na pasach przeszkadzają kierowcom, dla których liczy się tylko błędnie postrzegana płynność ruchu.

Nie najładniejsza w formie dyskusja na forum GW jakoś mnie specjalnie nie zdziwiła, ale wygłaszanie “głodnych kawałków” przez tzw. portal strona.Kraków, który wypomina Gazecie wspieranie do tej pory jawnie dyskryminowanych rowerzystów, jest po prostu żałosne.

GW od dawna lobbuje na rzecz ułatwień dla rowerzystów. Twierdzi, że już ponad 100 tys. krakowian sięga po rowery. Ile jeździ samochodami? O tym Gazeta już nie pisze.

Później następuje udowadnianie, że więcej w Krakowie jest aktywnych kierowców niż rowerzystów. Ale jakie to ma znaczenie? Po pierwsze wszyscy jesteśmy pieszymi, a tych z całą pewnością jest najwięcej. Zielona strzałka, o którą jest awantura, zagraża przede wszystkim bezpieczeństwu niechronionym użytkownikom ruchu drogowego, czytaj pieszym oraz rowerzystom.

Szkoda, że kierowcy zapominają, iż oni również są pieszymi kiedy już wysiądą z samochodu, a wtedy i ich może spotkać przykry wypadek z powodu nadużycia zielonej strzałki.

foto:by nc nd mike brown

Wyszukiwarka połączeń MPKoogle

13 02 2008 :: marcin wójcik

krakow mpkoogle logo wyszukiwarka polaczen Z siatki połączeń autobusów i tramwajów MPK korzystam raczej na pamięć, oczywiście jeśli chodzi o planowanie trasy i przesiadek. Sprawdzam jedynie rozkłady jazdy, aby przynajmniej na początkowym przystanku nie sterczeć bez sensu. Narzędzia wyszukiwania połączeń MPK, w trosce o spokój wewnętrzny, nie używałem.

Znalazłem jednak alternatywną wyszukiwarkę połączeń MPKoogle, stworzoną przez studentów UJ. Sympatycznie nazwana, choć chyba trochę na wyrost, MPKoogle działa szybko i co najważniejsze oferuje więcej opcji przy wyszukiwaniu. Można zaznaczyć ilość przesiadek, czas jaki chcesz przeznaczyć na przesiadkę i wreszcie można wpisać godzinę dotarcia do celu podróży. Za to należą się twórcom wielkie brawa.

Mankamentem wyszukiwarki MPKoogle jest wciąż uwiązanie do nazw przystanków. Opcja wpisywania nazwy ulicy sprawdza się jedynie po wpisaniu ulicy, na której znajduje się przystanek. Osoba np. turysta, który nie zna dokładnych lokalizacji przystanków, a zna adres hostelu oraz miejsca, do którego chce dojechać, może mieć spore kłopoty ze znalezieniem połączenia.

Inny słaby punkt MPKoogle to sugerowane miejsca przesiadek. System podaje pierwszy, teoretycznie wspólny przystanek, który w praktyce oznacza potrzebę pokonywania skrzyżowania. W wielu przypadkach tramwaje czy autobusy naprawdę łączą się dopiero na następnym przystanku, gdzie bez potrzeby przemieszczania się można spokojnie poczekać na połączenie przesiadkowe. Generalnie MPKoogle jest wyszukiwarką dobrą i na pewno będę z niej jeszcze korzystał.

Ekocentrum - niedoróbka na miarę UMK

30 01 2008 :: marcin wójcik

krakow ekocentrum

Ekocentrum - specjalna strona internetowa, która w ramach kampanii informacyjnej prowadzonej przez magistrat mającej przekonać mieszkańców Krakowa do budowy nowoczesnej spalarni, jak również do segregacji odpadów, na razie jest jedną wielką niedoróbką.

Przyzwoicie wyglądająca strona, o przejrzystej nawigacji, niestety nie zawiera żadnej innej treści, poza tą agitującą do poparcia budowy zakładu termicznej utylizacji odpadów. Dowodem na to jest krótkie video obnażające żenująco kiepski poziom serwisu wykonanego za publiczne pieniądze. Śmiem twierdzić, że tak właśnie będzie wygladać krakowska gospodarka odpadami - spalarnia i nic więcej.

Mapki kolorowych dzwonów - nie ma. Centrum recyklingu - nie ma. Przez to ostatnie, KZK / UMK rozumieją chyba zbiorcze punkty gromadzenia odpadów, które już dawno powinny funkcjonować w Krakowie, zważywszy że miasto dostało na nie od UE 2 mln Euro.

Pierwszy punkt, do którego będzie można oddać np. starą lodówkę gruz czy baterie, powstanie w tym roku przy ul. Nowohuckiej, na tyłach MPO. Kolejny w przyszłym roku, a nad lokalizacjami następnych punktów urzędnicy dopiero się zastanawiają. Im dłużej będą rozmyślać tym więcej i częściej niebezpieczne odpady trafiać będą do koryt rzek lub na inne dzikie wysypiska. Urzędniku nie śmieć, wstydu oszczędź!

Sposób na blokadę straży miejskiej

24 01 2008 :: marcin wójcik

straz miejska w akcji

Wczoraj wieczorem patrol straży miejskiej (nr boczny samochodu 114) pokazał mi jak w naprawdę niewyszukany sposób można uniknąć płacenia mandatu za nieprawidłowe parkowanie. Ba! Zobaczyłem, że nawet założona blokada nie stanowi problemu. Wystarczy wziąć straż miejską na przetrzymanie.

Była godzina 21.20 kiedy na przystanku Uniwersytet Ekonomiczny na ul. Lubomirskiego w kierunku ronda Mogilskiego zobaczyłem źle pozostawiony samochód na niekrakowskich tablicach. Kiedy zobaczyłem zatrzymujący się patrol SM ucieszyłem się, że łamiący przepisy kierowca zostanie ukarany. Minutę później stałem osłupiały z wrażenia. Jeden ze strażników zdjął z niewidocznego dla mnie, lewego koła, charakterystyczną żółtą blokadę i zapakował ja do bagażnika, po czym za wycieraczkę włożył jakąś kartkę.

Podszedłem zapytać, jakiego rodzaju jest to interwencja i dlaczego blokada pojazdu została usunięta. Odpowiedź zszokowała mnie jeszcze bardziej. Dowiedziałem się, że strażnicy kończą służbę za ok. pół godziny, a po 22 wg. funkcjonariusza, nie będzie już żadnych patroli SM, które mogłyby ewentualnie zdjąć blokadę potrzebującemu odjechać kierowcy. Wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia. Najgorsze, że nie znam sposobu na niepłacenie podatku, z którego opłacani są ci tzw. funkcjonariusze posiadający prawo do:

6) usuwania pojazdów i ich unieruchamiania przez blokowanie kół w przypadkach, zakresie i trybie określonymi w przepisach o ruchu drogowym.

foto:by sa Simczuk

Zamiana wody w wino to pikuś

21 01 2008 :: brocha

Zamiana wody w wino to pikuś przy obecnych zmianach w Polsce

26 grudnia ubiegłego roku pisałem o przekazaniu 30 mln złotych wprost z budżetu państwa na budowę świątyni opatrzności bożej. Skok na kasę udał się tym razem, bo pomimo zakazu finansowania kościoła z publicznych pieniędzy abp Nycz w ramach cudu przemianował świątynie na centrum kulturalne. W ten sposób do spółki z posłami sługusami kościół wyłudził 30 baniek. Napisałem wtedy:

Niedługo obudzimy się w Polsce usianej centrami kulturalnymi z krzyżami na dachach

Nie sądziłem, że moje słowa okażą się tak szybko prorocze. O to co donosi dziś zelektryzowana krakowska Gazeta Wyborcza:

Instytucja kulturalna zamiast miejsca dla pielgrzymów, […] - tak na razie rysuje się przyszłość powstającego w Łagiewnikach Centrum Jana Pawła II

No cud Brocha prorok, ale czytam dalej:

Nad szczegółami umowy i ostatecznym kształtem listu intencyjnego pracują wspólnie urzędnicy marszałka, prezydenta, przedstawiciele kurii i fundacji. Jak twierdzą, pozostają w stałym kontakcie z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim, bardzo bliskim decyzji o zaangażowaniu się ministerstwa w powstanie instytucji

Budowa centrów pielgrzymkowych kulturalnych to obecnie priorytet każdego urzędnika w Małopolsce. A ile to będzie Polaków kosztować?

Inicjatorzy porozumienia nie ukrywają, że chodzi im też o zapewnienie niezbędnych środków finansowych. Mowa o kwocie rzędu kilkudziesięciu, nawet do 100 mln zł. Nowa instytucja na kulturalnej mapie Krakowa ma odważnie starać się o pieniądze z Unii Europejskiej, będzie też czerpać je z budżetu centralnego (wcześniej korzystanie z publicznej kasy było niemożliwe).

Czyż nie żyjemy w epoce cudów?

źródło:by sa Brocha